Obsługiwane przez usługę Blogger.

Papierowy księżyc z nieba spadł, czyli nasze ślubne papeterie, cz. I

przez - października 07, 2021

Niedługo miną dwa lata od ślubu i wesela mojego i Mojego Męża z Gitarą. Od tego momentu mogę wymienić dwa związane z tym niepowodzenia:
- Nadal nie zrealizowaliśmy naszego prezentu na pierwszą rocznicę ślubu, jakim był bilet do teatru/filharmonii/opery - i te slashe nie są przypadkowe, albowiem pierwszy kupiony bilet przepadł nam w pierwszym lockdownie, drugi kupiony bilet przepadł w drugim lockdownie, aktualnie mamy trzecie podejście do tematu i jeśli jest jakiś porządek i logika na tym świecie to trzeci lockdown szykuje się na połowę października. Z góry przepraszamy!
- Nadal nie napisałam postu o naszych ślubnych papeteriach, które były kozackie - a ja nieczęsto wypowiadam się o jakiejkolwiek swojej twórczości w takich superlatywach, więc były jeszcze bardziej kozackie niż wskazuje na to ów słowo.

Dziś nadrobię punkt drugi.

Jako, że przygotowywałam swoje wesele od siódmego roku życia, sprawę papeterii w formie koncepcyjnej miałam dość mocno przepracowaną. Podejście do projektowania zaproszeń obnażyło jednak mocno moje nieprzygotowanie praktyczne do tego zadania. Wówczas najbardziej zaawansowanym programem graficznym, jaki obsługiwałam, był Paint (teraz jest to Canva, więc mój spektakularny progres nie pozwala mi nawet na to, by projektować gazetki dla Biedronki), a do tworzenia zaproszeń chciałam używać w sumie Worda, więc... tą opowieścią chciałam tylko delikatnie zarysować, jak mizernie miał się stan rzeczy w zakresie przenoszenia moich misternie rozbudowanych od więcej niż kilkunastu lat koncepcji na papier.

Musiałam zatem poratować się wsparciem z zewnątrz. Po researchu ofert gotowych, a nawet gotowych do personalizacji zaproszeń ślubnych do trzydziestej zakładki w Google zakończonym brakiem satysfakcjonującego efektu postanowiłam... zrobić casting. Z wykorzystaniem platformy useme. I drogą ważenia stosunku jakości do ceny wybrałam Ardena-dekoracje, która zgodziła się zrealizować wszystkie moje szklarniowane od siódmego roku życia pomysły. Wszystkie. Pełna personalizacja. Do tej pory nie wierzę, że się na to zgodziła :D

Wcześniej wynalazłam grafiki i jak na porządną obywatelkę przystało nabyłam je drogą kupna (o czym właśnie dowiaduje się Mój Mąż z Gitarą - pozdrawiam!), a był to zestaw grafik w jesiennej kolorystyce, o taki - klik!. Żeby Ewa z Ardena-dekoracje nie miała jeszcze ze mną za łatwo, przyskrzyniłam ją koniecznością zastosowania w projekcie jesiennej z nazwy i urokliwej z wyglądu (i mam wrażenie, że jakoś dziwne popularnej ostatnio - może ktoś podpatrzył u mnie?) czcionki (chyba użyłam niepoprawnego słowa, ale pamiętajmy, że ja chciałam robić zaproszenia w Wordzie -.-) Autumn in November

A potem Ewa walczyła dzielnie z wdrożeniem moich planów w życie i... moimi uwagami na temat przecinków. Owocem mojej pracy koncepcyjnej, a jej projektowej były - nie bójmy się tego określenia - NAJLEPSZE ŚLUBNE PAPETERIE EVER. Po tym przydługim wstępie, zapraszam do konkretów. 

Zaproszenia

 
Jak to mówi Izabela Janachowska, która jest jedyną znaną mi wedding planerką i człowiekiem, który uświadomił mi istnienie czegoś takiego, jak podtalerze - zaproszenie jest pierwszym zetknięciem się  gości z klimatem wesela. Musiało zatem zawierać nasze dwa główne motywy - jesienny klimat i muzyczne akcenty (Mój Mąż z Gitarą nieprzypadkowo bowiem dorobił się na tym blogowym poletku takiego określenia). Ten pierwszy załatwiła grafika, drugi miały zapewnić zmieniające się w zależności od gości cytaty z piosenek na zaproszeniach. I to drugie zrodziło sporo trudności, bo jedne cytaty były dłuższe, inne krótsze - generalnie  dla usprawnienia całego procesu pomysł uśmierciłam (by go później wskrzesić - ale o tym za chwilę), zastępując go jednym cytatem dla wszystkich zaproszeń: "Niech szampan strzeli nam na drogę!". Który... okazał się tekstem wziętym z naszego pierwszego tańca (okazał się, bo - jak już pisałam wcześniej - wyboru pierwszego tańca z dwóch przygotowanych dokonaliśmy na 5 minut przed wejściem na parkiet ;)). 

Tworząc tekst na zaproszenia dokonywałam polonistycznych akrobacji, by pozbyć się tego okropnego i problematycznego w odmianach biernika w nazwiskach gości. Jeśli ktoś poszukuje rozwiązania tego problemu, sprzedaję (zupełnie za darmo, a więc oddaję) swój wytrych: 
 
Ja bez Imienia i Jej Narzeczony z Gitarą zawiadamiają, że zamierzają razem iść przez świat. 
Wraz z Rodzicami będą zaszczyceni, jeśli radość z tego powodu podzielą Iksińska i Igrekowski, podczas uroczystości Zaślubin, która odbędzie się ...
 
Po wygraniu Bitwy o Mianownik zaskoczona zostałam wezwaniem do negocjacji o... liczbę mnogą w odmianie nazwisk. Z własnym Narzeczonym z Gitarą. Który uparł się, że na pewno nie może się tam pojawić określenie "Nowakowie". Że musi być "Nowak". I mimo wytoczenia dział w postaci opinii cenionych polonistów w tej kwestii zmuszona była zawrzeć zgniły przedmałżeński kompromis. Który polegał na tym, że nazwiska gości ze strony Mojego Narzeczonego z Gitarą odmieniane były na zaproszeniach według wzoru "Nowak", "Adamczyk", a gości z mojej strony - "Nowakowie", "Adamczykowie".
 
To stało się jednak zaczynem mojego długoterminowego szantażu na Moim Mężu z Gitarą, który zmuszony jest żyć dłużej ode mnie, bo jak umrze pierwszy to zlecę nam zapis nazwiska na naszym grobie w formie "Nowakowie" -.-
 

Winietki

 
Na winietkach zwykle nie ma dużo literatury - zwykle maksymalnie dwa, ewentualnie 3 słowa, grafika, nic szczególnego - na pierwszy rzut oka! Bo właśnie winietki stały się miejscem dla wskrzeszenia mojego pomysłu o cytatach w piosenek, które umieszczone zostały na drugiej stronie. I duża część z nich była personalizowana - podam przykłady do inspiracji:
- Świadek dostał cytat z często śpiewaną przez niego piosenką;
- obie mamy: "Nie ma jak u Mamy" i "A ja wolę moją Mamę/Co ma włosy jak atrament";
- obaj ojcowie: "Co powie Tata?" i "Mama to nie jest to samo co Tato";
- koleżanka, którą znam najdłużej ze wszystkich ludzi spoza mojej rodziny tekst "Choć w papierach lat przybyło to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami";
- kuzynka, z którą dobrych studenckich czasów imprezowałyśmy do przebojów Abby: "We've done it all before/ And now we're back to get some more";
- ruda koleżanka oczywiście dostała na swojej winietce przypomnienie, że "Ruda tańczy jak szalona" i zaiste tak było;
- szwagierka, która zapowiadała czerwoną kreację: "Lady in red" (i zaiste tak nie było, bo przyszła w czarnej...);
- siostrzeniec niosący obrączki: "Złote obrączki - nasz cały majątek";
- kolega-perkusista (niejeden zresztą na sali): "Dzisiaj się tworzy legenda/Za pomocą stopy i werbla";
- zespół: "Let's get loud!";
- fotografka: "Jak motyl zastygł czas pod fotografii szkłem";
- kamerzysta: "Wieczorem przed mym domem,/ Wystawię ekran i wyświetlę film".

A ci, dla których już zabrakło pomysłu dostali teksty weselnotematyczne:
- "Love is in the air!";
- "Znów kogoś ktoś pokochał";
- "On przyrzeka - ona mu wierzy";
- "Do góry szkło - wypij za to co chcesz";
- "Tańcz - niech niosą Cię nogi!";
- "A little party never killed nobody";
- "I gotta feeling  that tonight's gonna be a good night";
- "Let's all celebrate and have a good time!";
- "Zróbmy z parkietu przecier!"

A w ogóle jednym z moich ulubionych cytatów było: "Była sobie raz królewna/ Pokochała grajka" <3
 

Numery stołów 

Numery stołów ponownie okazały się majstersztykiem, a Mój (Jeszcze Wtedy Nie) Mąż z Gitarą złapał językotwórczomuzyczny vibe i rozbił bank tak, że moje kilkanaście lat dopracowywane pomysły się chowają.

Stół, przy których siedzieli w większości moi goście dostał nazwę od mojego panieńskiego nazwiska, więc nie będę się chwalić, pozostają Ja bez Imienia - i bez nazwiska ;)

Stół z mieszanym towarzystwem znajdujący się pośrodku sali dostał nazwę "Prawy do lewego".

A stół, przy którym siedziała rodzina Mojego (Jeszcze Wtedy Nie) Męża z Gitarą, a więc strona góralska wesela dostał nazwę... Zasia(d)li Górale! Zatrzymajmy się przy tym i kontemplujmy, bo uważam, że warto!
 

Zawieszki na alkohol

Podzielę się teraz moim pomysłem na zawieszki na alkohol i uważam ten pomysł za wysoce autorski (nie znalazłam go po długim i namiętnym scrollowaniu Pinteresta nigdzie), a zatem dzielę się innowacją. A właściwie to się chwalę. I moja duma i poczucie przyszpanowania to jedyna waluta, jaką otrzymam za ten patent. A ocierając się wielokrotnie służbowo o nowe technologie i innowacje biznesowe stwierdzam, że to niespecjalnie wygórowana cena. 

Nasze zawieszki na alkohol skonstruowałam według formatu... 50 faktów o nas :) Na każdej butelce był inny fakt z naszego dotychczasowego wspólnego życia. Zatrzymajmy się ponownie i pokontemplujmy, bo... jestem tego warta! ;)

A teraz podaję przykłady faktów z naszych butelek - i będzie trochę gimnastyki, by nie użyć imion, będziemy X i Y - oczywiście na weselu większość gości znała nasze imiona, podobnie jak pan młody znał imiona większości gości (powtórzę jeszcze raz - "większość", czyli nie wszyscy goście i nie wszystkie ich imiona -.-):
- X i Y zaręczyli się 293 od pierwszego spotkania;
- Y oświadczył się X 2 499 m.n.pm.;
- X jest starsza od Y o 4 miesiące i 13 dni;
- X i Y spotkali się po raz pierwszy dokładnie 760 dni temu;
- X kładzie najpierw szynkę, potem ser na kanapkę, Y na odwrót;
- I X, i Y wolą górną część bułki od dolnej;
- X pożycza lakier do włosów od Y;
- Y był zaskoczony, że X była w liceum w klasie humanistycznej;
- X widziała może dwa razy Y w swetrze;
- Pierwszy komplement, jaki dostał Y od X to: "Jak Ty pięknie stawiasz znaki przestankowe <3". 
 

 
A jak ktoś szedł do domu to odblokowywał level 51 i dostawał butelkę z zawieszką "Fakt 51. Ja bez Imienia i Jej Mąż z Gitarą dziękują, że weseliliście się z nimi!" :)

I jeszcze jedno "A"!

A Ewa z Ardena-design wysłała nam życzenia ślubne z grafiką zatytułowaną "Fakt 52" ;)
 
W bliższej lub dalszej (i mam pewne podejrzenie, w której) przyszłości zapraszam na część drugą!
 

Happy End

 
Ostatnio minęłam się z prawdą, wprowadzając Państwa w błąd. JEST malinowa czekolada w ofercie Biedronki. Nadal. To jednocześnie wspaniale i niedobrze.

Może Ci się spodobać

5 komentarze

  1. Strasznie długo przeżywasz to wydarzenie. :P
    Pozdrowionka i słonecznego dnia życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny pomysł z tymi cytatami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko dopięte na ostatni guzik 😊!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale świetnie to wszystko wymyśliliście :) jestem pod wielkim wrażeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny pomysł z tymi winietkami i zawieszkami na alkohol, podoba mi się to kreatywne podejście do tematu :D

    OdpowiedzUsuń

Hej, echo odpowiada!

Pst! Jak nie masz konta Google to kliknij Nazwa/adres URL i wpisz tylko nazwę.
Tak, wiem, mnie też przestrasza to URL :)