Obsługiwane przez usługę Blogger.

Jaka nienazwana myśl?, czyli robimy wszystko, co w naszej mocy

przez - lutego 09, 2021

Chodzimy od jakiegoś czasu z Moim Mężem z Gitarą do innego kościoła niż dotychczas. Raz na jakiś czas coś nam przekłada w głowach kościelną wajchę i nagle godzina mszy, która nam najbardziej pasowała w ciągu całej niedzieli w ogóle nam nie odpowiada i zmienia się z 10:00 na 15:00. I nagle ta 15:00 jest najlepsza i najwygodniejsza w całym dniu, aż do kolejnej zmiany wajchy. Dziwne i ciekawe.
 
Mój Mąż z Gitarą mówi, że ksiądz w tym drugim kościele jest inspirujący, a nie umie wyjaśnić, dlaczego. W sumie ja też tak uważam, ale umiem to udowodnić, bo mam przez ów księdza w głowie materiału przynajmniej na dwa posty. Dziś pierwszy.

Chodzimy do tego innego drugiego kościoła, bo w tym innym drugim kościele jednak jest wirus. Ksiądz zakłada maseczkę kiedy tylko może, swoim głosem z manierą Lecha Wałęsy zachęca ludzi do zachowywania odległości i niemal z maniakalnością przedszkolanki sprawdza, czy drugi szafarz Komunii ma zdezynfekowane ręce.

W naszym kościele parafialnym co niedziela na każdej mszy pełna chata, cała galeryja ministrantów i płyn do dezynfekcji od parady stojący na specjalnym stoliczku przy ołtarzu, a miejsca na chórze może oficjalnie ogłosić się strefą wolną od COVID i maseczek. Najwyraźniej w naszej parafii wirusa nie ma. Więc chodzimy do tej drugiej.

I w sumie to nie jest tak, że tam jest bezpiecznie i sterylnie jak na OIOM-ie. Bo ksiądz zakłada i zdejmuje te maseczkę po kilka razy, do komunii ustawia się niemała kolejka i nie wydaje mi się, by ktoś pucował ławki po każdej mszy. Ale wystarczy nam to, że ksiądz w ogóle ma na uwadze, że czas jest szczególny i nie wszystko powinno wyglądać tak, jak zwykle. Może nie jest superbezpiecznie, ale ksiądz jako gospodarz podejmuje możliwie dużo kroków, by było bezpieczniej niż bez tych specjalnych działań.

I uwaga, bo będzie bardzo głęboka paralela! 

Myślę, że podobnie jest z... ekologią.

I pewnie z jeszcze kilkoma rzeczami w życiu :D

Staram się żyć i gospodarować tak, by narażać się naturze jak najmniej. Podjęłam ku temu kilka kroków - chętnie się pochwalę, a może i zainspiruję:
  • zamieniłam żele pod prysznic na mydła - donoszę, że nie wpłynęło to negatywnie na mój poziom higieny, a i w łazience jest mniej pstrokacie i estetyczniej (nie licząc tego czasu, gdy te ostatnie 3 skrawki mydła leżą przez pół miesiąca na mydelniczce, bo starczają na dłużej niż już zużyta część mydła - Zasada Nieskończoności jak u pasty do zębów -.-);
  • używam wielorazowych wacików do zmywania makijażu - nabyłam je drogą kupna, ale ponoć można wykorzystać nawet stare bawełniane koszulki pocięte na kawałki (nie próbowałam, słyszałam tylko takie plotki);
  • czyszczę wszystko niemal autorskim Płynem do Wszystkiego, na który składa się ciepła woda, ocet i płyn do mycia naczyń - ten ostatni to jedyna chemia domowa, którą kupuję - uprzedzając pytania, zapach octu unosi się w mytym pomieszczeniu krócej niż negatywna atmosfera po narzekaniach na niego;
  • robię także domowy proszek - ale tutaj za bardzo nie rozumiem wymiaru ekologicznego, bo... składniki są w plastikowych opakowaniach w takiej ilości jak duża paczka proszku?... (ale ludzie mówią, że to eko, a i mnie cieszy);
  • korzystam z bambusowych szczoteczek do zębów - można spokojnie znaleźć takie, które nie są droższe niż Maserati Quattroporte czy porządna plastikowa szczoteczka;
  • jestem po głębokiej optymalizacji opakowań produktów spożywczych na bardziej eko - wiem, gdzie sprzedają ryż w papierowym opakowaniu, ser żółty na wagę, śmietanę w kartonie, a do niedawna nawet miałam obczajoną miejscówkę z mlekiem w szkle, ale przestali je zamawiać (bo pewnie tylko ja z całej wsi to kupowałam raz w miesiącu...) i właśnie w tych miejscach kupuję te produkty;
  • o własnych torbach na zakupy nie wspominam - nie mieć takich to obciach, wiadomix;
  • mam własne torebki bawełniane na warzywa, owoce, orzechy i cukierki na wagę - są lekkie jak sumienie pobożnego po spowiedzi, więc nie płacę za tak spakowane migdały jak za zboże (choć akurat drogocenne migdały to nie jest najlepszy przykład -.-);
  • kupuję możliwie dużo rzeczy na wagę - na co pozwala mi punkt powyżej;
  • piję wodę z kranu - dla komfortu smakowego (a chyba psychicznego bardziej) przepuszczam ją dodatkowo przez dzbanek typu Dafi, który wyszukałam - rzecz jasna - szklany! (choć nie mam co do tego pewności, ale tak go zadeklarował sprzedawca) oraz wygłaszam mowy pochwalne na cześć lokalnej spółki wodnej i niedalekiej odległości mojego domu od ujęcia;
  • wodę do popijania w nocy przygotowuję (a wiedząc, że Mój Mąż z Gitarą to przeczyta, muszę wyjawić, że czasem niekoniecznie ja...) w bidonie - bidon ten chodziłby ze mną na trening, gdybym nie była leniwą bułą;
  • plastikowe słomki są na czarnej liście rzeczy, których nie może być w moim domu - razem z balonami i głową martwego indyka, którą ostatnio chciała wnieść Nutka (nasz pies, dla niewtajemniczonych),  a także bezceremonialne prycham na wszystkich, którzy słomek używają, bo uważam to za wyjątkowo głupie, żeby dorośli ludzie musieli z tego korzystać;
  • jestem oszczędna w kupowaniu kosmetyków - nie za bardzo rozumiem, po co komu kilka podkładów lub tuszy do rzęs, jeśli się nie jest blogerką urodową (change my mind);
  • nie przeszkadza mi noszenie ciuchów z ludzi (lubię korzystać z vinted!) ani, gdy ludzie noszą ciuchy ze mnie (lecą na vinted, do Mojej Mamy lub do kontenera);
  • staram się robić mądrze zakupy spożywcze (o czym pisałam tutaj - klik!) - aby jak najmniej lądowało w koszu, choć w naszym przypadku (eko all the time!) - na kompostowniku;
  • drukuję dwustronnie! - i z radością, bo dzięki mojej nowej drukarce nie odwadniam się przy tym, płacząc, a więc i... oszczędzam wodę!;
  • zadrukowanych z jednej strony kartek (sterta-spuścizna po starej drukarce, która nie chciała współpracować...) używam do robienia notatek lub oddaję odwiedzającym nas dzieciom do malowania - z nadzieją, że może zajrzą na drugą stronę i będę niedługo miała nowych, uczonych od małego pracowników ;)
Podjęłam zatem chyba całkiem sporo kroków. Ale też kilku kroków nie podjęłam. 

Nie zawsze kupuję ryż w papierowym opakowaniu - jeśli się spieszę i nie mam czasu na zrobienie zakupów w sklepie, gdzie taki dostanę, to kupuję w tym plastikowym. Nie wymieniłam maszynki do golenia na taką ekodrewnianą, drogą i na żyletki - bo się boję, że wydam dużo pieniędzy i będę się kaleczyć przy każdym użyciu (ale używam wielorazowej maszynki z wymiennymi nożykami - tak, tej dla mężczyzn, i tak, tej z Rossmanna najtańszej :D, jest super!). Nie wszędzie piję wodę z kranu - bo są takie miejsca, gdzie nie ufam albo wodzie, albo rurom, którymi płynie. Jestem trochę niechętna dezodorantom w słoiczkach - może dlatego, że nie znalazłam najlepszego dla siebie i nie zamierzam kupować czegoś tylko dlatego, żeby być bardziej eko, ale z mokrymi paszkami i lżejszym portfelem. Jeszcze nie dojrzałam do zakupu kubeczka menstruacyjnego - nie mam tutaj wytłumaczenia. No i nadal nie skróciłam czasu brania prysznica - powiedzmy, że to dbanie o mój stan psychiczny i pobudzanie kreatywności :D

Mam poczucie jednak, że robię wystarczająco dużo, co jest w mojej mocy i co mi się sprawdza. Nie wszystko jest idealnie, ale przynajmniej mam z tyłu głowy przyczepioną tę może trochę upierdliwą myśl o tym, by zmniejszać swój negatywny wpływ na środowisko. I to nie tylko od parady. 

I by post ów miał budowę klamrową:

Tak, jak ksiądz w tym kościele, do którego chodzimy. Wydaje mi się, że zza wątłej czupryny wyglądała mu przysklepiona myśl o tym, by zrobić możliwie dużo, by ograniczyć zagrożenie. I nie tylko po to, żeby się nikt nie uczepił.
 
I może to jest modne słowo (przynajmniej w mojej bańce informacyjnej), ale uważam, że i ja ze swoim podejściem, i nasz ksiądz jesteśmy wystarczający. Może nie idealni, ale wystarczający :)

Happy End

 
Nutka ostatnio ma zwyczaj brania kulki karmy z miski, przebiegania z nią przez korytarz i jedzenia w innym pokoju. Jedzenie ze spalaniem od razu!

Może Ci się spodobać

14 komentarze

  1. Hmm, jak tylko proszku do prania nie robię, a tak wszystkie pozostałe punkty mogę odhaczyć. "Waciki" uszyłam sobie sama z ręczników kuchennych :)
    Początkowo miały być okrągłe, ale wygodniej mi się szyje prostokątne, więc mam prostokątne. Sprawdzają się bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z ta ideą - wiem, że każdy jakoś środowisku szkodzi, ale jeśli mogę szkodzić mniej, to staram się tak robić. Kilka z tych punktów też stosuję, choć nie wszystkie.
    Wacików używam tylko do zmywania lakieru do paznokci, a robię to rzadko, więc wielorazowe mnie nie interesują zupełnie - twarz zmywam dłonią z olejem (co prawda w plastiku) i żelem (też w plastiku...), tonik pryskam bezpośrednio na twarz. Opakowania staram się wybierać minimalistyczne. Ale też... moja mama kiedyś kupowała kaszę na wagę, ale po pewnym czasie zawsze w tej kaszy pojawiały się robaczki, więc cóż, teraz kupuje pakowaną. Wodę butelkowaną kupuję tylko, jak muszę, albo wysokozmineralizowaną, bo tej w kranie nie mam. Piję sporo, więc kiedy muszę kupować, ilość butelek jest przerażająca. Tyle że tę z kranu często piję przegotowaną. Na wynos mam metalowe butelki termiczne i butelkę filtrującą na wyjazdy w miejsca z cywilizowaną wodą. Maszynka z wymiennymi żyletkami mnie kusiła, ale boję się, że skończę pocięta. :P Czasami czyszczę octem, ale kupuję również gotowe płyny - schodzi tego bardzo mało, nie lubię nadużywać chemii w domu, bo mam wrażenie, że mnie to udusi i zatruje. :)
    Ciuchów na vinted próbowałam szukać, ale nie umiem, a dużo tego do przejrzenia, do tego ludzie zwykle nie podają dokładnych wymiarów (a tak to mogę kupić co najwyżej t-shirt).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! Dobrałaś to, co jest dla Ciebie najistotniejsze i Ci się sprawdza - wydaje mi się, że to ma sens :)

      Usuń
  3. Wszystko zgoda, ale tak naprawdę ekologia powinna zaczynać się u źródła czyli u producentów...w dodatku pandemia spowodowała takie zużycie jednorazowych ubrań, środków higieny itp. że to, co udało się ograniczyć, teraz wzrosło wielokrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czynnikiem wpływającym na decyzje producentów są decyzje konsumentów - głosujemy bowiem portfelem :) Jeśli ludzie przestaną kupować rzeczy w nieekologicznych opakowaniach, producenci je zmienią, bo... nie będą mieli zysków :)

      Usuń
    2. Nie do końca, bo jeśli wszystkie kremy i pasty do zębów są w wielkich kartonach, a w sklepach nie ma papierowych toreb tylko plastikowe, to jaki mam wybór?

      Usuń
    3. Według mnie ten wybór może szybko nadejść. Bo coraz więcej firm widzi w ekoopakowaniach możliwość wyróżnienia się na rynku i zagarnięcie zysków. A w sklepach zaczynają pojawiać się papierowe torby - w moim Lewiatanie (na wsi!) na przykład.

      Usuń
  4. Życzę zdrowia Tobie i Mężowi z gitarą. Zachowanie Nutki trochę dziwne, ale może ona taką kulkę karmy traktuje jak kość, a wiadomo, że psy lubią gnaty zakopywać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wzięła sobie do serca zasady jedzenia na wynos ;)

      Usuń
  5. Warto myśleć o środowisku ❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkiego co najlepsze! Dużo siły życzę :)

    OdpowiedzUsuń

Hej, echo odpowiada!

Pst! Jak nie masz konta Google to kliknij Nazwa/adres URL i wpisz tylko nazwę.
Tak, wiem, mnie też przestrasza to URL :)