Obsługiwane przez usługę Blogger.

Biegnę gryząc pomarańczę, czyli moje zakupowe porady

przez - stycznia 24, 2021

Pora coś skrobnąć. Weźmy sobie na rozgrzewkę pod ten nowy rok temat lekki, w którym Ja bez Imienia będzie zamaszyście popisywać się swoimi lajfhakami i pretendować do prawdziwego miana blogerki lifestylowej - jako już się rzekło przy okazji ostatniego plebiscytu (choć do tego brakuje mi jeszcze perfekcyjnie zorganizowanej kuchni, całkowitej eliminacji plastiku z łazienki oraz monstery).

Chciałabym się dziś podzielić swoim wypracowanym na przestrzeni lat procesem... robienia zakupów.

Może brzmi banalnie. Ale ja z kilku elementów tego procesu jestem bardzo zadowolona i po trosze dumna, więc się wypowiem i podzielę. Zupełnie za darmo. 

Zacznijmy od złotej zasady robienia zakupów przez Ja bez Imienia - NIGDY nie robić zakupów w poniedziałek lub piątek, PRZENIGDY nie robić zakupów w weekend, a PRZEPRZENIGDY nie robić zakupów w dzień poprzedzający jakiekolwiek święto, choćby wiązało się z jednym dniem wolnym w środku tygodnia. Przestrzeganie tej złotej zasady zakupów (ZZZ?) najczęściej umożliwia mi uniknięcie łokciowania się o marchewkę, przewracania oczami o dostęp do nabiału oraz nerwowego muskania mojego tyłka wózkiem przez następną osobę w kolejce do kasy. Bo wiadomo - w poniedziałek robi się zakupy na cały tydzień, w piątek się robi na weekend, w sobotę zawsze zabraknie to piwka, to chipsa, w niedzielę można tylko do kościółka i Żabki (ale ja w sumie unikałam zakupów w niedzielę nawet zanim to było modne i zalecane), a w ostatnim wariancie wiadomo - "święto" jest synonimem zbliżającej się wojny, a więc - znów wiadomo - zapasy. Zapasy w kolejce do kasy. 

Przed wyruszeniem na nasze zakupowe łowy warto zaopatrzyć się w Legitymację Rozważnego Konsumenta, czyli listę zakupów
 
Odnośnie listy zakupów zaleca się zastosowanie ok. 24-godzinnej kwarantanny przed wyruszeniem do sklepu poprzez pozostawienie dokumentu na widnym, dobrze oświetlonym, stabilnym podłożu wraz z długopisem/piórem/ołówkiem w celu zredukowania prawdopodobieństwa wystąpienia sytuacji pn. "zapomniałem/am kupić..." - zredukowania, a nie eliminacji, bo pełną eliminację ryzyka osiągają tylko wybitni.

Proces budowania listy zakupów składa się u mnie z kilku składowych.
 
Pierwszą z nich jest przegląd lodówki i szafek z sektora zapasów kuchni w celu identyfikacji oczywistych braków w zaopatrzeniu. Pomocne w tym aspekcie jest utrzymywanie porządku, co pozwala szybko wybadać, gdzie zwykle jest słoiczek z musztardą, a teraz go nie ma. To jeden z prawdziwie sensowych powodów, dla których warto być porządnym, a nawet porządnickim obywatelem. A nie mną.

Następny etap to zagłębienie się w siebie i identyfikacja wszystkich wewnętrznych gastronomicznych zachcianek na kolejny tydzień lub dwa i zadziałanie zgodnie z zasadą, że marzenia się nie spełniają, a marzenia się spełnia. Składowe do spełnienia marzeń przelewamy na papier - jeśli marzy się nam na przykład serniczek, to na papierze znajdzie się kubełek sera, a w przypadku masochistów także i rodzynki. Tworzenie bezpośredniego związku między gastronomicznymi marzeniami a listą zakupów pozwala na a) zaopatrzenie się we wszystkie potrzebne składniki i nie trzeba wysyłać później męża, a jak się kto dorobił i przez kilka lat orobił to dziecka po braki b) niemarnowanie jedzenia, które ktoś wyhodował, przetworzył, przewiózł do sklepu i zareklamował c) oszczędzenie kręgosłupa przy dźwiganiu niepotrzebnych ciężarów, których się nie zużyje w najbliższym czasie.

Tworząc listę zakupów ja dodatkowo przeglądam aktualne gazetki sklepu, do którego się wybieram, żeby wyczaić, co dobrego mają na promocji. Jest to z jednej strony posunięcie godne absolwenta uczelni ekonomicznej, a z drugiej - pobudza to moją kulinarną kreatywność w czasach, kiedy głowa jest mniej pełna marzeń gastronomicznych. 
 
Gazetki często są także podpowiedzią odnośnie warzyw i owoców, które są akurat teraz w sezonie (bo są lepiej dostępne, a więc tańsze - większa podaż, niższa cena; jak widać moja misja szerzenia wiedzy ekonomicznej trwa nieprzerwanie). Sezonowość podpowiadają gazetki, ale i strony internetowe i blogi (ja lubię zaglądać na przykład tutaj - klik!). Bo ja mimo, że jestem wychowana na wsi i to nawet pośrodku kilkunastu obsiewanych hektarów nie ogarniam, co kiedy rośnie, kwitnie czy dojrzewa, więc muszę się posiłkować wiedzą z zewnątrz.
 
I jeszcze jest jedna zaleta przeglądania gazetek! Można wyczaić akcje w stylu "tydzień azjatycki", "włoski piątek", "kabanosowy weekend". I dzięki temu nastawić się na poszukiwania na przykład krewetkowych prażynek, które ostatnio pojawiły się na chwilę w Biedrze :)

Polecam przy tworzeniu listy zakupów wykonać wysiłek, który się opłaca (moim skromnym zdaniem). A więc uporządkować swoją listę. Moja ma zawsze cztery sektory - górna lewa ćwiartka jest na owoce i warzywa, często w podziale właśnie na te dwie kolumny, górna prawa ćwiartka na nabiał i mrożonki, często także w takim podziale, dolna lewa jest na resztę spożywczego świata (z tą mam największy problem w sklepie - jeszcze pracuję nad metodologią uporządkowania bajzlu w tej ćwiartce), a dolna prawa na chemię i papu dla psa (ta jest zwykle najmniej rozbudowana odkąd wszystko myję octem i płynem do naczyń ku narzekaniom tych, którzy nie mają tyle cierpliwości by wstrzymać się z komentarzem nim łazienka wywietrzeje). Jako, że duże zakupy robię zwykle w jednym sklepie jestem w stanie przy nieco większym wysiłku zrobić listę zakupów w formie toru do driftowania wózkiem sklepowym, łącznie z tak dokładnie opisanym pitstopem jak "lodówka po lewej stronie od owoców koło kwiatków". Ale zwykle aż tak bardzo mi się nie chce tego porządkować.

Zaopatrzeni w listę zakupów możemy ruszać. Kto choć raz był w internecie w ostatnich czasach wie, że pójście na zakupy bez własnych toreb to aktualnie straszny obciach, więc o zabraniu własnych siatek nawet nie wspominam. Ja jestem dodatkowo zaopatrzona w woreczki na owoce/warzywa/orzechy/cukierki/wsjo inne - polecam to, żeby nie zabierać dodatkowo foliówek, wiadomo (kiedyś widziałam kobietę, która usilnie wciskała w foliówkę kapustę - już chciałam podejść żeby jej powiedzieć, że naprawdę nie trzeba pakować kapusty w foliówkę, dojedzie do domu bez plastikowego ubranka, ale wiadomo - ja jestem kozak tylko w necie i za bardzo się boję, że ktoś mnie okrzyczy, aczkolwiek biczuję się za moją bierność do dziś).

Z innych ekoposunięć związanych z zakupami staram się nie kupować pakowanych mięs, wędlin czy serów w markecie. Od czasu do czasu bywam na doraźnych zakupach też w sklepie, gdzie jest stoisko mięsne i wtedy kupuję takie rzeczy spakowane albo w papier, albo w tę nieszczęsną, ale zawierającą mniej plastiku niż marketowe opakowanie foliówkę (jeszcze się nie przełamałam żeby iść z własnym pojemnikiem, wszystko przede mną!). Mam też wyczajone, że przy tych moich doraźnych zakupach mogę kupić na przykład ryż w papierowym opakowaniu, a nie w plastikowym (w Biedrze jest w plastikowym właśnie), więc i z tym zakupem w markecie się wstrzymuję, a zapasy uzupełniam wtedy, gdy skończy się  ulubiona musztarda lub śmietana, które są tylko w naszym Lewiatanie.

Po przyjemnościach dopakowywania wózka sklepowego zgodnie ze sporządzoną listą, przychodzi pora na dojście do kasy. I tu nadal szukam sposobów na złagodzenie paniki, włączającej mi się, gdy kasjerka kasuje szybciej zakupy niż ja jestem w stanie je pakować. Albo gdy zaczyna kasować zanim ja wszystko wyłożę na taśmę, więc już jestem mocno do tyłu z pakowaniem. Jak mam dużo zakupów to pozornie masochistycznie lokuję się za kimś, kto także ma sporo zakupów, żeby zdążyć wszystko wyłożyć (ostatnio nawet chciałam przepuścić chłopa z jego zakupami, po czym się okazało, że on jeszcze jest w tracie robienia zakupów i tylko przypadkiem przydybałam go w okolicach kas...), a dzięki czemu długo nie pojawia się nikt za mną przy tej kasie, zniechęcony widokiem dwóch wypakowanych wózków, jednakże kwestię ograniczenia paniki przy kasie mam jeszcze do przepracowania. Jak ktoś ma jakieś sposoby na to - zamieniam się we wzrok!

Są jednak takie kategorie produktów, których nie kupuję stacjonarnie. Jestem totalną psychofanką zakupów online, najchętniej kupowałabym online wszystko, a zakupy spożywcze z wybieraniem najdoskonalszego awokado i najoptymalniejszej główki kapusty są wyjątkiem, bo te jako jedyne z przyjemnością robię stacjonarnie. Jest jednak kilka typów produktów nawet spożywczych, które wybieram online.

Najważniejszy z nich to przyprawy. Za złotówkę wydaną na jakąś przyprawę w sklepie stacjonarnym dostać można niewielką jej ilość. Za cztery złote tej samej przyprawy w internecie można dostać zdecydowanie więcej niż czterokrotność zawartości opakowania w Biedrze. A i wybór przypraw jest przeogromny. Średnio raz w roku wypadają mi takie przyprawowe łowy w internecie, po których przychodzi mi pod sam dom cała paka przypraw, które albo przesypuję do słoiczków (tych!) albo pojemniczków, a nadmiary zostawiam w opakowaniach i sukcesywnie dosypuję. Ostatnio kupiłam przyprawy w tym sklepie - klik! - i jestem baaaardzo zadowolona.

Hurtowe internetowe zakupy dzieją się u mnie także przy okazji produktów kosmetycznych. Raz na kilka miesięcy zamawiam paczkę z szamponami, kremami, przyborami kosmetycznymi i mydłami. Najczęściej wybieram sklep, gdzie najdroższy z kupowanych przeze mnie produktów jest najtańszy, a wszystkie inne są dostępne :D

Jestem niestety już mocno upośledzona przez internetowe zakupy i prawdziwie cierpię, jak mam kupić coś małego, czego nie opłaca się zamawiać online i muszę to gdzieś znaleźć w prawdziwym świecie... (ostatni przykład - baterie...). 

I tak właśnie wydaję pieniądze! Tak działam, by wydawać je bardziej komfortowo, szybciej (chodzi o proces, a nie trwonienie całej wypłaty w dwa dni ;)) i sprawniej. Nastawiam bowiem bardzo swój umysł na ułatwianie sobie tych szarocodziennych rzeczy - wszak ileż energii wtedy zyskuję na planowanie wielkich rzeczy, których i tak nie robię! :D

Powtórzę - zamieniam się we wzrok odnośnie innych ułatwień i podpowiedzi w procesie zakupowym! Zachęcam do aktywności! :)

Happy End


Kupiłam sobie ostatnio pióro, bo moje 15-letnie pióro, które uruchomiłam miesiąc temu jednak odmówiło posłuszeństwa. Dodatkowo dokupiłam tłoczek atramentu, który ma pasować do wszystkich piór firmy, którą wybrałam, no bo eko (nie będę dokupywać plastikowych nabojów). Uruchamianie nowego pióra zakończyło się: całkowicie usyfionym biurkiem, domywaniem rąk przez dwa dni, użyciem kombinerek (serio), wianuszkiem niecenzuralnych słów i zepsuciem tłoczka. Piszę o tym na wypadek, gdyby ktoś się zastanawiał, po co dają instrukcję obsługi nawet do garnków -.-

Może Ci się spodobać

28 komentarze

  1. Cenne rady większość stosuję nie lubię zakupów ale jak już to zawsze z listą i własną torbą:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rady niby banalne ale nie zawsze takie oczywiste ;)

    PS Piszesz piórem? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za link do sklepu z przyprawami :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Listę zakupów robię zawsze tyle, że jedną na każdy rodzaj:do apteki,kosmetyki i chemia gospodarcza, spożywcze. Moje zakupy robi mi synowa(z moją listą), więc nie zawsze pamięta o wzięciu własnych toreb. Przez internet zakupów robić nie umiem, a jak próbowałam na nie namówić młodych, to mi odradzili twierdząc, że w czasie transportu wiele produktów może ulec pognieceniu. Zupełnie niepotrzebnie stresujesz się przy kasie. Tam gdzie ma się do czynienia z pieniędzmi, pośpiech nie jest wskazany. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo słuszne zdanie na koniec - tam, gdzie ma się do czynienia z pieniędzmi pośpiech nie jest wskazany! <3

      Usuń
  5. O tak zakupy w dniu poprzedzającym jakieś święto to koszmar ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem tego zapału do zakupowania wtedy, więc omijam szerokim łukiem! :)

      Usuń
  6. Super notka! To prawda zakupy przed dniem wolnym to jest koszmar, ludzie zachowują się jakby rok nie jedli. Ja od dawna zawsze idę z kartką na zakupy, ale mimo to czasem bywa i tak, że z półki ściągam coś jeszcze. Ale taka kartka to bardzo dobra rzecz. Szkoda tylko, że to wszystko jest takie drogie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kartka chyba właśnie bardziej odpowiada za to, żeby nie zapomnieć czegoś niż żeby uchronić się przed rozszerzaniem potrzeb :D

      Usuń
  7. Zakupów w sieci nie lubię, mam pecha, serio!
    Na zakupy chodzę podobnie, ale i tak lista nie zawsze pomaga, poza tym mąż uwielbia polowania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się zdarzyło sparzyć kilka razy na zakupach online, ale to jest warte tego, by się tak nie denerwować wśród ludzi :D

      Usuń
  8. Moje zakupy są zdecydowanie mniej zorganizowane. ;)
    Ale lista czasami jest, torby zawsze, takie na owoce i warzywa też noszę, a niektóre biorę luzem. Dobija mnie, że czasami ciężko znaleźć kaszę bez woreczków do gotowania - ja tych woreczków nienawidzę i i tak z nich wysypuję, tylko przybywa niepotrzebnych śmieci.
    W internecie lubię kupować kosmetyki (chociaż w stacjonarnych drogeriach również), kawę i herbatę liściastą (zawsze robię jakieś większe zamówienie). Przypraw nie, ale to też jakiś patent, jeden ze sklepów kawowych nawet wprowadził ostatnio do oferty. Kiedy mam do kupienia kilka rzeczy i waham się między różnymi sklepami, otwieram każdy w osobnej zakładce, dodaję wszystko do koszyka i porównuję - z książkami też tak robię. :D
    Jeśli chodzi o pośpiech przy kasie, to nie cierpię takich koszyków, które się ciągnie po ziemi, wypakowanie tego jest strasznie męczące i zajmuje wieki. W Lidlu mają albo takie, albo wielkie wózki, więc pakuję zakupy do swojej torby, tylko potem przy kasie muszę uważać, żeby wszystko wypakować. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nieraz kilkanaście zakładek otwartych! I czasem zakupy zajmują mi ostatecznie dłużej przy tych porównaniach niż jakbym miała po nie jechać :/ :D

      Usuń
  9. Fantastyczny post, ale to wszystko nie bardzo pasuje do mnie :) Ja nie lubię robić zakupów spożywczych, zwykle wysługuję się mr Art-em. Żeby zrobił "po drodze". Jesli już muszę, to trudno. Też sporządzam listy zakupów, ale pomimo tego, zwykle o czymś zapomnę. Nie zważam jaki jest dzień, potrzebuję- jadę na zakupy. Inne rzeczy kupuję w sieci. Pozdrawiam, Pola :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz! :)

      Dla mnie to patrzenie na dzień, jaki jest, jest serio istotne. Nie lubię tłumów ;)

      Usuń
  10. Większość Twoich rad stosuję i jestem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakbym czytała o sobie. Wszystkie rady stosuję! Wszystko co można (i nie można) usilnie zamawiam przez internet, obowiązkowo przegląd lodówki, szafek kuchennych itp. (aaa tu się trochę różnimy, bo ja z zamkniętymi oczami wskażę co, gdzie mam, więc braki w asortymencie dostrzegam gołym okiem). Kosmetycznych zapasów sporych nie robię, bo nie jestem maniaczką kosmetyczną i już wiem, ze wiele takich pochomikowanych rzeczy się u mnie przeterminowało. A na koniec, żeby było śmiesznie - też dzielę kartkę na cztery kategorie i każdy kąt, to osobna kategoria zakupowa. :D Na stres przy kasie, polecam te samoobsługowe. Jeszcze mało osób z nich korzysta, więc jak podjadę z wózkiem wypchanym po brzegi, to ze stoickim spokojem kasuję, pakuję i wychodzę. By usprawnić zakupy polecam podział: ja ogarniam jedzonko na obiad i drogerię, mój luby żarełko na śniadania i ewentualne umilacze czasu. Sprawdza się to u nas znakomicie, bo ja nie jestem łasuchem, nie przepadam za słodkim i już nie wysłuchuję, że nie ma co pochrupać wieczorem do filmu. Za link do przypraw podziękuję - meega paki są super i mega ekonomiczne, tak, tak ja też dyplomowana ekonomistka i strażnik domowego budżetu przy okazji. Pozdrawiam z uśmiechem, który wywołują u mnie Twoje wpisy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to znalazłam bratnią duszę! :) Najbardziej zaskoczył mnie fakt dzielenia kartki na cztery jak ja :D

      Akurat w sklepie, którym robię zakupy najczęściej, nie ma kas samoobsługowych :/ Bardzo lubię z nich korzystać jak tylko są - a w małym mieście, jakie mamy obok ludzie często jeszcze się ich boją i wtedy wparowuję ja prosto do wolnej kasy ^^

      Usuń
  12. U nas zakupy zawsze były w soboty, a przez moje studia teraz są w poniedziałki :) lista obowiązkowa, zgodna z planem posiłków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plan posiłków nie zawsze mi się sprawdza, ale robię przegląd ulubionych blogów przed zakupami po inspiracje na kolejne dni ;)

      Usuń
  13. Świetny system 😁!!! Mnie z robienia zakupów wyręcza mąż, odkąd mamy dzieci. Raz w tygodniu piszę mu dłłługaśny, mało romantyczny SMS i mam to z głowy 😁!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :D Ponoć u par z długim stażem tak właśnie wyglądają wymiany smsów ;)

      Usuń