Obsługiwane przez usługę Blogger.

Głos się rozchodzi, czyli bożonarodzeniowa ankieta

przez - grudnia 27, 2020

Planowałam ten post sprezentować pod choinkę (bez względu na to, kto według Was by go przyniósł - o czym potem), ale okazało się, że byłam w ostatnim czasie zbyt zajęta dopychaniem sernika pierogiem ruskim na zmianę ze śledziem, a potem całość mojej wątłej energii życiowej pożytkowałam na trawienie tego szalonego i niebezpiecznego zestawu. A zatem mamy poświąteczny post świąteczny.
 

Niniejszym chciałabym przedstawić wyniki mojej radosnej ankiety, jaką przeprowadziłam na moim instagramie na niereprezentatywnej grupie respondentów. Ankieta dotyczyła kluczowych kwestii świętowania Bożego Narodzenia, które co nieco zarysowałam w poprzednim wpisie, zatem tematyka nadająca się co najmniej na ogólnopolskie referendum.

Zgodnie z regułą sztuki najpierw statystyczne wprowadzenie - w ankiecie wzięły udział 43 osoby - 34 kobiety i 9 mężczyzn. Nie wszyscy odpowiadali na wszystkie pytania, bo ankieta była nieobowiązkowa, nieanonimowa, niezapowiedziana, niespełniająca zapisów RODO, może nawet nielegalna, na pewno jednak - nieprofesjonalna. Dodatkowo była wysoce niereprezentatywna, albowiem 60,5% ankietowanych stanowiły osoby powiązane z moim miejscem zamieszkania, a jak wiadomo (i czego dowiodła także ów ankieta) lokalizacja to jeden z czynników mocno skorelowanych z konkretnymi sposobami spędzania Świąt, różnicująca m.in. to, czy sernika/szarlotkę/kremówkę/makowca przepycha się pierogiem ruskim/z grzybami/ze śliwkami/z kapustą. Ankieta zawierała 8 pytań.

Pierwsze pytanie dotyczyło wzbudzającej ogromne kontrowersje wśród mych niezwiązanych z moją najpierwotniejszą lokalizacją znajomych, a więc tego, kto na wigilii je barszcz... biały. Zdania okazały się podzielone niemal fifty-fifty, ale zgrabny analityk zobaczy w zebranych statystykach coś więcej - 15,4% moich pierwotnych lokalsów (zamieńmy to na potrzeby tej ankiety na Moich Pierwotnych Lokalsów), a więc 4 osoby udzieliły odpowiedzi "Ja niee" na to pytanie, za to ANI JEDNA osoba z reszty świata (dalej - Reszty Świata) nie udzieliła odpowiedzi "Ja!". Podsumowując, jedzenie barszczu białego w czasie wigilii to występek, który można przypisać ludziom w niedalekiej odległości od dolnego biegu jednej z większych podkarpackich rzek.

 
Odpowiedzi na drugie pytanie pokazują rozmiar straszliwej niemej tragedii dziejącej się w polskich domach w Święta. Albowiem u 44% moich ankietowanych w wigilijnym menu brakuje pierogów ruskich. A media milczą! Jak wspominałam w poprzednim poście - żyję w przekonaniu, że jedzenie pierogów ruskich z okazji urodzin Jezusa jest gdzieś zalecane w Biblii, zatem trwam w szoku i niedowierzaniu. Ponownie można odnotować wysoką wrażliwość omawianej zmiennej na cechę, którą roboczo nazwę podkarpackością, albowiem 75,0% szczęśliwych pierogoruskozjadaczy to moi krajanie. Są jednak i takie przypadki, że patologia braku pierogów ruskich na wigilii dotyka Moim Pierwotnych Lokalsów.
 

 
Identyczna proporcja głosów, co w przypadku pierogów ruskich została odnotowana przy pytaniu o to, kto stroni od karpia na wigilię. W moim domu rodzinnym podjęto jakieś dwie rozpaczliwe próby przygotowania karpia na Święta, ale bez większej rozpaczy zaniechaliśmy tej promowanej we wszelakich mediach tradycji. 44% moich ankietowanych - i to bez względu na lokalizację - odkrzyknęła na moje pytanie "Hańba" niczym zawołałaby szlachta na projekt wprowadzenia prohibicji w XVII wieku. I hańbę tej przyjmuję na klatę, zagryzając ów sromotę akurat w tym roku dorszem.

 
Kolejne pytanie dotyczyło tego, kto przynosi prezenty pod choinkę. 32,4% moich ankietowanych nigdy nie było zaskoczonych powtórnym przyjściem Świętego Mikołaja by podłożyć prezenty pod choinkę. 67,6% odwiedzała w tym czasie inna postać. Jako osoba z pierwszej grupy pozwolę sobie skomentować uszczypliwie, że reszta być może nie była wystarczająco grzeczna by Święty Mikołaj pojawił się u nich drugi raz, a więc musieli do tego "zatrudnić" żywioły (Gwiazdkę?...), innych pracowników Pana Boga (Aniołka?...) albo samo Dzieciątko, które nadludzko (jak przystało na Boże Dziecię w sumie) musiało się nauczyć szybko chodzić i dźwigać prezenty.

Do tego pytania zabrakło mi screena, co obnaża już całkowicie nieprofesjonalizm omawianego badania.
 
Usłyszałam kiedyś od kogoś (kogo zresztą szybko zidentyfikowałam wśród moich znajomych dzięki ankiecie), kto ma bardzo specyficzny sposób składania życzeń opłatkowych, oszczędzający czas, a zatem wedle zasady "ogółem dla wszystkich". Taka procedura obowiązuje u 6 osób, a więc 15% moich ankietowanych, ale jako wnikliwy badacz  śmiem wątpić w zrozumiałość sposobu postawienia przeze mnie pytania, bo... różnych odpowiedzi udzieliły osoby, co do których jestem przekonana, że spędzają wigilię razem :D

 
Kolejne pytanie dotyczyło obecności bądź nie cukierków na choince. 20% moich ankietowanych  zapewne wyżej ceni sobie instagramowość świątecznego drzewka niż jego walory użytkowe, nie mącąc dekoracji cukierkami właśnie. Większość moich ankietowanych jednak praktykuje takie rozwiązanie, co czynię i ja.
 

 
Jak już przekonaliśmy się wcześniej, niektórzy kwestię tradycyjności ryb na wigilijnym stole traktują bardzo luźno, a są i tacy którzy odnoszą się do tego po macoszemu, a właściwie - po mojemu-mamowemu i na wigilię rychtują sobie rybę po grecku. W mojej opinii ani to dobre, ani to ładne, ale ryba odhaczona - po jej zjedzeniu można na dofukanie spokojnie przejść do pierogów ruskich. 71% moich ankietowanych uważa jednak, że ryba po grecku powinna raczej lądować na stole na mniej formalnych uroczystościach.

 
I tak dobrnęliśmy do ostatniego, kluczowego pytania mojej nieprofesjonalnej ankiety, a więc u kogo można jeść cukierki z choinki dopiero po kolędzie. 61% moich znajomych nie jest zaznajomiona z tą zasadą, a pozostałe 39% cierpi razem ze mną (w teraz to pocierpimy na całego, bo następnej kolędy można spodziewać się najprędzej za rok). Aż 92,9% nieszczęśliwców czekających na nieme zezwolenie duchownego na ogołocenie świątecznego drzewka to Moi Pierwotni Lokalsi - po drugiej stronie barykady jest 36,4% moich krajanów.


Myślę, że różnorodność odpowiedzi w mojej ankiecie pokazuje, że można świętować sobie jak tylko się chce. Bo gdzieś w Polsce na pewno jest ktoś, kto świętuje dokładnie tak, jak zamierza się to robić :) Czego na ten długi, niemal dłużący się czas okołoświąteczny serdecznie życzę!

Happy End


Moją osobistą bożonarodzeniową tradycją jest dojadanie pierogów ruskich na śniadanie w Boże Narodzenie. Chyba nikt nie jest zaskoczony.

Może Ci się spodobać

8 komentarze

  1. Hahaha, ciekawe. U mnie na Wigilii nigdy nie ma białego barszczu, ani pierogów ruskich. Karp jest, ale raczy się nim wybrana garstka, życzenia opłatkowe są indywidualne, choć w tym roku były ogółem dla wszystkich, cukierków na choince zazwyczaj nie ma, a ryba po grecku to nieodzowne danie na wigilijnym stole :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa ankieta, zaskakujące niekiedy odpowiedzi.
    My całe święta zjadaliśmy resztki z Wigilii, więc pracy przy świątecznych potrawach zero, ale przyznaje się, że gościłam u syna, więc miałam łatwiej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie zaskoczyło, że moja bliska koleżanka je barszcz biały. Właściwie nazywa to postnym żurkiem, nie wiem, czy to to samo. A zwyczaj pochodzi zdaje się od rodziny z centralnej Polski...
    Z zup najdziwniejsza jest siemieniotka, moje babcie obie to zawsze robiły, moja mama już przerwała tradycję.
    Życzenia zawsze były indywidualne, w tym roku, jako że nikt nie kupił opłatków, były ogólne i to mi się podobało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, u nas to coś w stylu takiego postnego żurku :)

      Usuń

Hej, echo odpowiada!

Pst! Jak nie masz konta Google to kliknij Nazwa/adres URL i wpisz tylko nazwę.
Tak, wiem, mnie też przestrasza to URL :)