Obsługiwane przez usługę Blogger.

Orkiestra stroi instrumenty, czyli wybór oprawy muzycznej na ślub, fotografa, makijażystki i innych dobrych ludzi

przez - czerwca 30, 2020

Zapraszam do ostatniego postu, w których dzielę się tym, jacy do dobry ludzie przyczynili się do tego, jak wyglądał nasz najpierw mocno wyczekiwany, a teraz sowicie wspominany dzień ślubu i wesela.

Fotograf i kamerzysta

Byliśmy przekonani, że fotografa będziemy zatrudniać. I przy tym po raz kolejny organizacja wesela okazała się dla nas dodatkowym ćwiczeniem w wypracowywaniu wspólnych ustaleń i kompromisów (still better preparation than nauki przedmałżeńskie), albowiem każdy miał swoje typy odnośnie fotografa właśnie. Każde z nas musiało odpuścić swoich faworytów, by ostatecznie dokonać wyboru, jakim była Mariola Suder. Mariola jest definicją człowieka pozytywnie zakręconego, stworzeniem bardzo pomysłowym (nie wiem, czy mogę ujawniać niektóre techniki jej pracy, ale nie mogłam się nadziwić kreatywności połączonej z prostotą, która dała prawdziwy artyzm), a jednocześnie bardzo profesjonalnym. Jej zdjęcia to nie tylko weselne, pozowane standardy, ale i prawdziwe uchwycenie minek i chwilek. Lubię na przykład patrzeć na zbiorowe zdjęcie sprzed kościoła, które zwykle są zestawieniem statecznych póz i trzaska się je dopiero, jak wszyscy będą na swoich miejscach i każdy już założy swój uśmiech nr 5. Tymczasem na naszych zbiorowych zdjęciach sprzed kościoła – ktoś się śmieje, ktoś klaszcze, ktoś patrzy w bok, ktoś obserwuje dzieciaki,  a wszystko wygląda jak kadr w filmu. Ponadto Mariola obsłużyła nas kompleksowo – i zrobiła sesję narzeczeńską, i dostarczyła album, i... załatwiła kamerzystę.

Bo odnośnie kamerzysty nie mieliśmy przekonania. Mi było trochę wszystko jedno, Mój (jeszcze wtedy) Narzeczony z Gitarą nie garnął się do poszukiwań, z zewnątrz nas namawiali, że „bierzcie, bierzcie!”. I w sumie... najbardziej nas przekonało obejrzenie filmu z wesela, które odbyło się 10 lat temu. I ostatecznie już teraz ekscytuje mnie to, że za 10 lat my będziemy mogli zobaczyć, jak mówiliśmy, poruszaliśmy się i śpiewaliśmy, gdy byliśmy piękni i młodzi (podczas, gdy będziemy piękni i trochę starsi), jak wyrośli wszyscy, którzy byli dziećmi na weselu i jacy byli wszyscy ci, których za 10 lat może już z nami nie być. Mariola wybrała nam firmę Videoartstudio, z której Marcin prowadził oko kamery na tyle dyskretnie i kulturalnie (ale i skutecznie), że otrzymaliśmy piękny film, na którym nie mamy wyłącznie skwaszonych przez świadomość obecności kamery twarzy. Mamy uwiecznione wszystkie najświetniejsze momenty: wirowania, podrygiwania, podskakiwania, potrząsania i popląsywania, pomyłki, potknięcia i lądowania, trochę śpiewów, trochę dyskretnego podglądania spożywania napojów wyskokowych zza bukietów kwiatów, a dodatkowo jeszcze skrót z wesela z podkładem pod naszą pierwszą piosenkę! (która nie pasuje jako podkład pod ślubny teledysk, ale to nic! :D)

Część doradcza

Nie mam tutaj nic do dodania – mogę tylko się przyznać, że ja obejrzałam nasz film  z wesela już jakieś 20 razy. I mamy ambitny plan obejrzewać go co rok w rocznicę ślubu. Będziemy robić zestawienie, ile siwych włosów pojawiło nam się na głowie każdego roku od ślubu właśnie.

 

Wynajem  transportu

Transport na trasie lokal weselny - mój dom rodzinny – kościół - lokal weselny (w sumie jakieś 20 km) to domena fanaberii ślubnych mojego Męża z Gitarą. Mi było bardzo wszystko jedno, czym dotoczymy się w te miejsca (byle to miało cztery koła i nie wymagało wymiany żadnego z nich w połowie i tak krótkiej drogi), ale Mój (jeszcze wtedy) Narzeczony z Gitarą nie wyobrażał sobie, by jako miłośnik motoryzacji zapakował swoje opakowane w wypaśny garnitur (z goździkiem!) „gabaryty” do byle passata. Stąd rzutem na taśmę, jakieś dwa tygodnie przed ślubem zamówiliśmy sobie przejażdżkę klimatycznym retrowozem. Kolejne marzenie spełnione!

Część doradcza

Osobiście, jako Ja bez Imienia uważam wydawanie pieniędzy na krótką przejażdżkę wypasionym samochodem za coś zbędnego. Wiedziałam jednak, że jest to marzenie Mojego (jeszcze wtedy) Narzeczonego z Gitarą. Ograniczyłam się zatem jedynie do przedyskutowania tematu i wzięcia udziału w wyborze (do którego zostałam zaproszona pomimo totalnego braku kompetencji – brzmi jak standardowy przetarg :D). Zaufałam, będąc przekonaną, że wychodzę za człowieka racjonalnego, który nie zastawi sreber rodowych (których nie mamy) by przejechać się przez 20 minut pierwszym egzemplarzem Tesli. Polecam nie tylko pomagać spełniać innym ich marzenia, ale także im nie przeszkadzać w tym dziele.


Oprawa muzyczna

Z racji spodziewanej obecności na weselu kilku muzyków i muzykantów, wybór oprawy muzycznej był jednym z ważniejszych i poważniejszych. DJ nawet nie wchodził w grę wobec obecności w totalnym must-be weselników (państwo młodzi, rodzice, rodzeństwo, świadkowie) aż trzech grajków weselnych – musiała być orkiestra. Kryteria były surowe jak ryba w sushi (i ten żart): zespół musi umieć grać (czyli znać nie tylko funkcje durowe jak nasz niedoszły organista w kościele), radzić sobie z zarówno z materiałem pokroju „wszystkie rybki śpią w jeziorze”, jak i „wehikuł czasu to byłby cud” oraz być dostępny w naszym nietypowym terminie listopadowym. 

Mimo, że to Mój Mąż z Gitarą ma papiery na muzykę w naszej chacie, to ja ostatecznie znalazłam nasz zespół weselny. Usłyszałam taką specyficzną funkową gitarkę na początku pierwszej piosenki z demo zespołu Celebration z Leżajka i wiedziałam, że to bedzie to! (brak „ę” w słowie „będzie” jest stylizacją na mowę potoczno-gwarową – wzmianka dla purystów językowych i poszukiwaczy zaginionych ogonków). Po raz kolejny internet mnie nie zawiódł – panowie i pani przywieźli ze sobą kawał dobrej muzyki i taki poziom kultury, który znów pozwolił nam się niczym nie martwić. Były pojedyncze głosy zawiedzionych brakiem rzężącego przy „Straciłam cnotę” saksofonu, ale generalnie nie zdziwiłabym się, gdyby w przypływie emocji tańczący zrobili pogo albo chociaż jakiś spontaniczny układ choreograficzny. No i zespół zagrał Cambio Dolor! 

Część doradcza

Jako córka i żona grajków weselnych (ot i się wydało, skąd u mnie takie mądrzenie się w tematach weselnych) apeluję o zaufanie wobec orkiestr i DJ-ów. Oni mają na koncie stanowczo więcej przypadków organizacji zabawy tanecznej dla zróżnicowanych grup osób i naprawdę nie potrzeba do nich wystosowywać listy piosenek do zagrania w odpowiedniej kolejności. A wręcz to przynosi odwrotny efekt. To mój mały apel :)

 

Animatorki

Biorąc pod uwagę to, że na naszym weselu spodziewaliśmy się sporo nieletnich gości, zdecydowaliśmy się skorzystać z usług pań animatorek. Chcieliśmy, by ci „letni” goście mogli trochę odpocząć od wydawania komend „nie rusz”, „nie biegaj”, „nie krzycz”, „nie marudź” itp. i pobawić się podczas, gdy profesjonaliści zajmą się zabawianiem obiektów splotu ich DNA. Naszymi małymi gośćmi zajęły się panie z firmy Misia Animator Czasu Wolnego. Były z nami 3 godziny (melduję, że to całkiem optymalny czas) i przez większość tego czasu pracowały w małej salce, którą przygotowaliśmy dla dzieciaków. Nie zdążyliśmy się tam znaleźć, ale są doniesienia, że działy się tam sceny dantejskie. Był bałagan, były krzyki, była przemoc – w stosunku do piniaty. A dodatkowo w ciągu tych 3 godzin panie zmieściły taniec państwa młodych z wielkimi pluszowymi myszami (what...), zbiorowy układ choreograficzny i zabawę w przechodzenie pod poprzeczką. No kawy to panie na pewno nie popijały i zrobiły świetną robotę.

Część doradcza

My traktowaliśmy dzieciaki jak pełnoprawnych gości na naszym weselu. Były wypisane z imienia na zaproszeniach, miały swoje miejsca, swoje winietki, a nawet swoje miejsce do zabaw i dodatkowe gadżety (opowiem o nich w planowanym poście o weselnego papierologii). Są jednak osoby, które uważają, że wesele jest zabawą dla dorosłych – bo tam jest alkohol, bo jest głośna muzyka, bo nie lubią dzieci i już. I te osoby decydują się na zorganizowanie przyjęcia bez dzieci, o czym informują gości. Uważam, że to jest jak najbardziej w porządku i będąc zaproszona na takie wesele uszanowałabym prośbę organizujących i nie zabrałabym dzieci (na razie tylko tych hipotetycznych). Nie rozumiem tych, którzy się obrażają i nie przychodzą albo mimo informacji od państwa młodych i tak przywlekają na zabawę swoje pięćsetplusy. Ci co się obrażają grają dla mnie w tej samej smutnej drużynie co ci, których główną zabawą na każdej imprezie jest wypunktowywanie niedosterylizowanych kątów domu gospodarcza, ci którzy na darmową degustację krówek w supermarkecie prychają, że za słodkie oraz ci, którzy w ekskluzywnym torcie podanym na ekskluzywnej tacy do zjedzenia przy pomocy ekskluzywnych sztućców zawsze znajdą nierozpuszczony do końca mikrogram żelatyny. A ci, którzy i tak przychodzą ze swoimi dziećmi moim zdaniem czekają na odpokutowanie swoich przewinień w tej samej kolejce w czyśćcu co ludzie biegający do kosmetyczki na kwarantannie. Pisząc brutalniej – ludzie poświęcając własne pieniądze i własny czas próbują zorganizować najlepszą dla nich imprezę w życiu, więc mają prawo do tworzenia własnych zasad (bo póki co, nie ma odgórnych zasad robienia wesel – no, może akurat teraz trochę są). A zaproszony ostatecznie miewa te zasady na końcu przewodu pokarmowego. A niechby i miał – gorzej, jeśli zdanie na ten temat wydostaje się na zewnątrz by komuś przypadkiem nie było zbyt miło, że organizuje swój wymarzony dzień tak, jak chce.


Alkohol


Nasz lokal weselny nie maczał nawet opuszków palców w kwestii alkoholu, tak że nawet szampana organizowaliśmy we własnym zakresie, a i butelki sami usuwaliśmy z miejsca zbrodni. Każdy ma swoje alkohole upodobania (albo nie ma ich w ogóle) – my poszliśmy w klasykę (klasyka na każdym kroku!), a więc była tradycyjna okowita – wódeczka, wino dla pań (ale i panów), jakaś „woda na myszach”, czyli whiskey oraz piwo (ostatecznie butelkowane, bo cenę oferowanej przez lokal weselny beczki uznaliśmy jako dyplomowani ekonomiści za absurdalną).

Część doradcza

Znów pozwolę sobie na nutkę doradztwa (ja to mam wpisane w PKD i w DNA ;)). Alkohol na wesele, zwłaszcza jeśli jest półgóralskie, kupuje się w ilościach hurtowych, a klient hurtowy to jeszcze większy pan. Ta kwestia plus możliwości, jakie daje Internet (myśmy pół wesela zrobili z Internetów) równa się... firmy, które sprzedają alkohol na wesele po korzystniejszej cenie. Nie będę tutaj doradzać, ile wódki/wina zakupić i jaki jest przelicznik na głowę – w Internetach są miejsca, które proponują tego typu kalkulacje, ale mi to się zdaje, że każdy musi oszacować możliwości swoich Wujków Ze Mną Się Nie Napijesz Zdzichów samemu. Bo każda rodzina, a nawet każdy region kraju cechuje się innymi upodobaniami czy choćby czasem trwania wesel. Tak że tu nie pomogę ;) Mogę pomóc jeszcze tym, że duże szampany są w E.Leclerku!


Fryzjerka, Makijażystka, Manicurzystka


Fajnie było być panną młodą by bez wyrzutów pt. „A na co mnie to” skorzystać z tych wszystkich usług. Lokalna fryzjerka ogarnęła mi klasycznego koczka (klasyka ma mnie uchronić przed śmianiem się ze swojej ślubnej stylówy za 20 lat) za tak śmieszne pieniądze, że trochę się czułam, jakbym ją okradła (po imprezie podjechałam do niej z dodatkowym honorarium w postaci flaszeczki wódeczki – przynajmniej nie musi z tego zapłacić podatku). Makijażystka przyjechała do domu, co uważam za bardzo pomocną opcję i polecam. Z kolei manicurzystka z Najlepszego Salonu w Okolicy zrobiła mi paznokcie, z których jeden zepsuł się jeszcze przed rozpoczęciem ślubnej zawieruchy.

Część doradcza

Zaskakująco nawet z naruszonym jednym paznokciem cała uroczystość się udała. Udało mi się także dotrzeć przed ołtarz w lekko przybrudzonej jeszcze przed moim domem rodzinnym sukni (koleżanka nastąpiła mi bucikiem), mieć zaskakująco spójny z resztą dekoracji tort weselny (mimo, że zapomniałam pojechać na obrzęd dekorowania) czy naprawić uszkodzoną w transporcie tablicę w rozsadzeniem gości (i nawet okazała się ładniejsza niż pierwotna). Rzeczy nieidealne się wydarzają. Wydarzają się także wydarzenia z rzeczami nieidealnymi. Śmiem twierdzić, że pilnowanie prostopadłości krawatu do ramion pana młodego, obsesyjna kontrola obecności pełnego kompletu sztućców przy stanowisku każdego gościa albo wspomniane śledzenie kolejności wykonywanych przez orkiestrę zamówionych utworów psuje zabawę i odbiera spontaniczność. A spontaniczność także świetnie wygląda na zdjęciach!


Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim osobom, dzięki którym nie musieliśmy się martwić o tak wiele rzeczy, bo oni zajęli się wszystkim superprofesjonalnie!
Linki do wcześniejszych postów o tej tematyce: raz i dwa!

Happy End

W ramach małego rodzinnego projektu dowiedziałam się ostatnio, że moja ciocia ma spreparowaną datę urodzenia w dokumentach, bo jej ojciec był na tyle przesądny, że nie chciał, by jego dziecko urodziło się w piątek trzynastego. Pozostaję nadal w stanie szoku i niedowierzania.

Może Ci się spodobać

61 komentarze

  1. Tak widze, że to byl slub pelna parą ;-) Cieszę się, ze pospelnialiście marzenia. Jako szajbuska paznokciowa (bo przecież nie stylistka) ubolewam nad naruszonym paznokciem :( Ale skoro wszystko sie udalo to i super . Makijażystka do domu to świetna sprawa, moja kumpela miala podobnie :) (Na szczescie mnie ta kobieta nie dorwala nie lubie się malować ;P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej bym przeżywała zepsuty makijaż niż zepsuty paznokieć. Nie umiałam go naprawić za bardzo więc musiało być tak jak było :D

      Usuń
  2. Zgrabnie to wszystko opisałaś i jest krowka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje wesele na pewne było świetne i wszyscy dobrze się bawili :D
    Dla osób, które planują ślub wpis będzie jak najbardziej przydatny :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że ten wpis to nie tylko moje chwalipięctwo, ale może coś się komuś przyda ;)

      Usuń
  4. Organizacja wesela to duże przedsięwzięcie. Dobrze ze paznokciec nie zepsuł Ci atmosfery ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się tylko o muzyce wypowiem, bo zawsze coś w duszy gra :D Wolałabym DJ-a, bo kawałków na których mi zależy, żadna kapela nie zagra, jak należy :D Coś tak podskórnie czuję. Zresztą nie wiem, czy w ogóle chciałabym wesele w klasycznym znaczeniu. Takie teoretyzowanie, bo na razie to wizja kosmiczna :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znowu nie wyobrażałam sobie wesela bez orkiestry - każdy ma swoje upodobania :)

      Usuń
  6. Czego by nie napisać, najważniejsze, że Twój ślub i mojego syna odbyły się przed pandemią, to dopiero byłby bigos!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Zdążyliśmy! Nie musieliśmy się martwić wieloma rzeczami!

      Usuń
  7. Na naszym weselu fotografa ani kamerzysty nie było. Mieliśmy inny pomysł. W dzisiejszych czasach każdy robi zdjęcia i postanowiliśmy, że po weselu każdy ma nam zgrać swoje. Wybraliśmy najlepsze – oczami naszych gości – zdjęcia ze ślubu i weselne i mamy niesamowity album! :)
    Transport mieliśmy własny bez szofera, miało być zabawnie i udało się. :)
    Oprawa muzyczna miała być dostosowana do gości. Stała wieża z dobrym nagłośnieniem. Wszystko podłączone do internetu. Każdy mógł sobie podejść i puścić to, na co miał ochotę. Muzyka grała przez cały czas, pomysł cieszył się dużym zainteresowaniem. Obyło się szczęśliwie bez sprośnych piosenek i durnowatych gier. :)
    Do ślubu czesałam się sama pod kapelusz. Makijażu nie robiłam, paznokci nie malowałam, bo w swoim życiu stawiam na naturę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny pomysł z robieniem albumu ze zdjęć gości! I generalnie - wesele bardzo frontem do gości :) Super, że dla Ciebie to było świetne wydarzenie :)

      Usuń
  8. Bardzo przydatny post. Ja swój ślub brałam 20 lat temu i postawiliśmy na minimalizm :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas trochę z rozmachem, ale też są rzeczy, z których zrezygnowaliśmy - o czym też napiszę ;)

      Usuń
  9. Masz niesamowicie lekkie pióro! O ile tak można napisać, o postach na blogu (i nie urazi Ciebie takie stwierdzenie, bo z tym też się spotkałam). Piszesz i z humorem, i mądrze, a przy tym dostarczasz cennych informacji. Jestem tu pierwszy raz i na pewno zostanę na dłużej. Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny u mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa i zapraszam jak najczęściej!

      Usuń
  10. Jeej ile pracy włożyłaś w ten post! Ja jestem właśnie z zespołu muzycznego i masz racje, mamy na koncie wiele organizacji wesel haha! Przez to że uczestniczyłam, w tylu weselach i ślubach obawiam się że do swojego będę mega, mega wybredna, a w kwestii "papierów z muzyki", mam je zarówno ja, jak i mój P. więc zadanie będzie hardcorowe! A z tą ciocią, to czy jeszcze się nie dopatrzono? Bo u mojej była taka sama sytuacja i po 40 latach jej życia wyłapali, że jej tato zmienił tą datę i jaki po takim czasie był problem żeby to wszystko odkręcić! Pesele, dokumentacje, wszelakie instytucje w których widniała.. masa roboty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli macie z przyszłym mężem podobny gust do muzyki to powinno być łatwo ;)

      Ciocia się chyba nie wychyla do zmiany tych wszystkich rzeczy w związku z formalnościami chyba :D

      Usuń
  11. Z wielką ciekawością przeczytałam Twój post! Bardzo dużo się dowiedziałam od Ciebie. Ja właśnie jestem przed planowaniem i jestem przerażona póki co kosztami xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, wszystkie rzeczy kosztują, ale wiele można zrobić samemu albo są rzeczy, z których można po prostu zrezygnować - o tym też napiszę ;)

      Usuń
  12. O wielu rzeczach trzeba było pomyśleć. Dobrze, że się dogadaliście. :) Ja mam już kilka postanowień - na przykład nie zamierzam mieć kamerzysty na weselu, ale ciągle nie mam narzeczonego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co będzie, jeśli narzeczony będzie chciał mieć kamerzystę? ;>

      Usuń
  13. Fajny post :) ja brałam ślub dawno temu i był bardzo skromny, najważniejsze, że wszystko się udało, a niewielkie problemy nie popsuły atmosfery :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudne porady, sama chętnie kiedyś je odświeżę! :)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrówka
    Jelonkowa

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetnie piszesz teksty na bloga :) Są jasne, czytelne i zrozumiałe :)

    To piękne co robisz, tak trzymaj :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystkiego najpiękniejszego na Nowej Drodze Życia. Post z pewnością ciekawy i pomocny dla par, które dopiero planują ślub i wesele. A złamany paznokieć, to na szczęście. Ukłony.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ohhh, tak się wczułam w ten post, jakbym sama szykowała sie na ślub <3 Prześliczny koczek miałaś. Życzę duzo szczęścia i miłości w związku <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jestem na etapie poszukiwania animatorki :D Ale chyba po prostu napiszę do znajomej, u której byłam na ślubie w zeszłym roku, zapytam czy była zadowolona ze swojej i jak coś wezmę numer :) Będzie u mnie trochę dzieciaków, ale zbyt małych by rozumiały co to winietki i by mogły siedzieć same przy stole :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak zrobiłam z makijażystką i fryzjerką - nie ma co zmieniać sprawdzonego składu ;)

      Usuń
  19. Bardzo udany poradnik - zwłaszcza owa część doradcza wyjątkowo cenna :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetne jest to zdjęcie z krówką :) Co do sytuacji z ciocią, to ja znam sytuację, gdzie chłopak urodził się ostatniego grudnia w nocy przed północą i jego mama próbowała wyprosić, żeby miał zapisane w papierach, że urodził się już w nowym roku, bo rocznikowo byłoby mu niby wygodniej później do szkoły itp, ale się nie zgodzili :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś pewnie było mniej komplikacji z takimi rzeczami, mniej formalności ;)

      Usuń
  21. Mi się marzy w końcu swoje wesele tak zaplanować ale na razie nawet wybranka brak haha. Kawał roboty z tym jest to fakt. Zdjęcie z krówka cudne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to była bardzo przyjemna robota, czyli... w sumie nie robota :) Krówka mistrzem pozowania!

      Usuń
  22. Pojechałam bym takim samochodem do ślubu :) Do tego wesele w klimacie lat 50-tych i śliczna biała sukienka do połowy łydek :) Marzenie ...:)

    OdpowiedzUsuń
  23. baaardzo dobry wpis! ja trochę żałuję, że jednak nie wybraliśmy animatorek na wesele ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na weselu, gdzie są dzieciaki moim zdaniem się przydaje :)

      Usuń
  24. Kolejny raz jestem pod wrażeniem tego, jak zgrabnie ogarnęliście organizację wesela. Mnie to przerosło 🙃.
    Pozdrawiam serdecznie 😊!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście robienie wesela nie jest obowiązkowe :)

      Usuń
  25. Czyli weselicho się udało jak widać. Jeszcze nie miałam okazji być na takim, które nie wyglądało jak większość imprez tego typu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo staraliśmy się by było zwyczajnie... nasze :)

      Usuń
  26. Co by nie mówić, wszystko o czym napisałaś jest mega wazne :) bardzo fajnie napisany "poradnik" 😁

    OdpowiedzUsuń
  27. z tym piątkiem trzynastego, to śmieszna sprawa :D przepiękne zdjęcia!

    www.wkrotkichzdaniach.pl

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  29. cudowne zdjęcia :) Wszystkiego co najlepsze na nowej drodze życia :

    OdpowiedzUsuń
  30. Fajnie trafić na takich doradców, i my mieliśmy także parę osób, które pomogły nam w przygotowaniach do ślubu. :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Co prawda tematy weselno-ślubne to delikatnie mówiąc trochę nie moja bajka, ale zdjęcia z krówką skradło moje serce! Reszta zdjęć też niczego sobie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Hej, echo odpowiada!

Pst! Jak nie masz konta Google to kliknij Nazwa/adres URL i wpisz tylko nazwę.
Tak, wiem, mnie też przestrasza to URL :)