Obsługiwane przez usługę Blogger.

Jestem kobietą, czyli o feminatywach

przez - maja 13, 2020

Dziś zebraliśmy się - w różnym czasie i w różnych miejscach, co brzmi jak zakrzywianie czasoprzestrzeni - by porozmawiać na temat feminatywów. Dowiemy się niniejszym, czy może to nam zaszkodzić na wzrok i słuch, czy i jak chronić nasze narządy percepcji przed tym groźnym zjawiskiem, czy można od tego dostać raka, rzeżączki lub zapalenia płuc oraz czy jeszcze można zatrzymać tę karuzelę szaleństwa i czy trzeba?

Jestem ekonomistką. I jestem też ekonomistą. Sama siebie przedstawiając lubię używać tego pierwszego słowa, choć nie pilnuję się przy tym obsesyjnie i nie zakładam włosienicy na 3 dni ani nie pluję do lustra, wyzywając się od seksistek, jeśli wyrażę się o sobie inaczej. Nie tupię także nogami, jeśli w formularzu w ankiecie nie dopatrzę się tego dodatkowego „k”. Albo gdy ktoś inny nazwie mnie ekonomistą. Nie dopatruję (a raczej nie dosłyschuję) się w tym chęci doprawienia mi dodatkowej części ciała, która uczyni ze mnie potencjalnie bardziej wartościowego człowieka. Nie zakładam, że ktoś chce mnie w tej sposób obrazić. Albo zaprezentować mi dobitnie, w którym końcu swojego przewodu pokarmowego ma moje feministyczne zapędy (które mam mocno umiarkowane i uważam, że dość racjonalne). Raczej domniemywam, że najczęściej jest tak, że czyjś słownik obejmuje właśnie taki wyraz. Tak jak niektórzy mówią „paleciak”, bo nie znają fachowego określenia „wózek ręczny paletowy unoszący”.

Jednocześnie jednak nie rozumiem ludzi, którzy na moje „Jestem ekonomistką” odpowiedzą „hy hy”, a potem z gębą pełną przekąsu bardzo wyraźnie artykułują sylabę „ta”, mówiąc o moim zawodzie.

Weźmy sobie przykładowo na przykład taki przykład.

Ktoś ma na imię Krzysztof. I najbardziej lubi, jak się do niego mówi Krzysiek. A nie lubi, jak się mówi Krzyś. Nie wszyscy mają świadomość, że nie każdy Krzysztof lubi być Krzysiem, więc czasem się zdarza do nie-Krzysia komuś powiedzieć Krzyś. Ale załóżmy, że Krzysztof od razu mówi, że nie lubi, jak się do niego mówi Krzyś i woli Krzysiek. No i czego wyrazem jest dalsze nazywanie tego Krzysztofa Krzysiem? Złośliwości? I braku szacunku do tego, co ktoś woli?

Dlatego – moim zdaniem – jak ktoś chce być nazywany psycholożką, to ja nie widzę powodu, dla którego miałabym nazywać kobietę, która się tak przedstawia inaczej. No chyba, że komuś wychodzi pypeć na języku od „tej całej feministycznej ideologii”.

Mówią – bo „psycholożka” brzmi śmiesznie, więc musi być „pani psycholog”. „Przedszkolanek” też brzmi nieco niepokojąco-intrygująco dla ucha. A jednak nikt nie proponuje, by mówić „pan przedszkolanka”.

W przedszkolu bowiem częściej pracują kobiety, więc „przedszkolanek” nie miał okazji się osłuchać i nabrać językowych mięśni. Wyćwiczyliśmy się już w mówieniu „nauczycielka” i „dentystka”, to może i „psycholożka” kiedyś będzie wychodziła nam lepiej po językowych treningach. Mam taką obserwację, że część feminatywów dotyczy zawodów, w których albo rzadko są kobiety („ślusarka”, „hydrauliczka”, „monterka płatowców”), albo kobiety są w nich od niedawna („farmaceutka” i „nauczycielka” jest ok., ale już „prezeska” i „posłanka” to już zbyt grubo, żeby przejść przez gardło co niektórym), albo w ogóle ktoś w ogóle zauważył taki zawód (jak „psycholożka”).

Język czeski jest bardzo przyjazny dla kobiet – każdy zawód ma swoją żeńską i męską wersję (no, chyba, że jest to zawód już taki typowo męski, bo dotyczy aktywności, gdzie wszystko mierzy się w tonach, a CV można wysyłać ociekające smarami). I żadne z tych słów nie jest dziwne. Jedna moja czeska znajoma, która była na Erasmusie w Polsce, spytała mnie taka skonfundowana, czy może mówić na uczelni do prowadzącej „profesorka”. Dla niej to normalne słowo. Jednak odradziłam :/

Myślę, że „psycholożki”, „ekonomistki” i „prezeski” mogłyby stać się coraz bardziej powszechne. Gdyby z jednej strony niektórzy nie trzęśli portkami przed wyobrażeniem, że teraz to te kobiety już wszystko by chciały, nawet sikać na stojąco, bo tak im się w głowie poprzewracało, więc lepiej wszystkimi sposobami zatrzymać to szaleństwo i zdusić w słownikowym zarodku, a z drugiej – gdyby niektórzy nie stali z batem solidnego wykładu na temat uciemiężenia kobiet, wysmagiwanym za każdym razem, gdy ktoś nie dopowie „k” lub „a” w określonym wyrazie. Tak myślę.

Happy End

Nie mogłam ostatnio wyjść z podziwu. Portal do obsługi online ZUS pod nazwą PUE ZUS jest stworzony w taki sposób, by być idealną symulacją ZUS-u. Działa tak, żeby wizyta na nim nie była nawet chociaż neutralna. Jeszcze zamienić przycisk "Podpisz Profilem Zaufanym" na "Niech tu podpisze" i nie trzeba wychodzić z domu, by nabrać przeświadczenia, że składki płaci się ciężej niż się na nie zarabia.




Może Ci się spodobać

41 komentarze

  1. Jeszcze przed ta cała pandemia w pracy o tym rozmawialiśmy :D ja jednak zostaje przy tradycyjnym bo „inzynierka” brzmi raczej śmiesznie ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tak właśnie Ci odpowiada to jest dobrze :)

      Usuń
    2. na prace dyplomowa wszyscy mówią "inżynierka" i tylko z tym mi się to kojarzu :D

      Usuń
    3. A to dla mnie nie takie oczywiste, bo ja po licencjacie ;)

      Usuń
  2. Ja mówię o sobie ilustratorka, bo to nie brzmi źle i śmiesznie. Kiedyś na studiach (filologia polska) poruszaliśmy ten temat. Niebawem to się zatrze i feminatywy będą przychodzić nam naturalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mam odczucie, że przez to, że jest dość znaczący sprzeciw wobec feminatywów, to nie wydarzy się tak naturalnie - moim zdaniem.

      Usuń
  3. Zgadzam się z Tobą w tym temacie. Jestem zwolenniczką feminatyw, ale nie będę ścigać każdego, kto użyje męskiej formy i akceptuję, że jest domyślna (chociaż przy przedszkolance czy pielęgniarce już nie).
    w hiszpańskim też się żeńskie nazwy zawodów tworzy naturalnie, w niemieckim dodają "-in" i też działa. Po polsku jest trochę trudniej, ale jestem zdania,że odbiór języka to kwestia przyzwyczajenia i jeśli będziemy używać coraz więcej żeńskich form, to one się stopniowo osłuchają i będą wydawały się naturalne. Dla mnie psycholożka, filolożka czy architektka już brzmią dobrze, a ileś lat tamu jeszcze nie brzmiały.
    Jak kobieta się uprze, to i sikać na stojąco może, są takie specjalne lejki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię - bardzo zbieżną z moją.

      A o lejkach słyszałam! ;)

      Usuń
  4. Ja rejestrowałam się do Urzędu Pracy przez platformę internetową i spędziłam nad tym pół dnia, po czym pół miesiąca później zadzwoniła do mnie pani z urzędu i powiedziała, że zrobiłam coś źle i muszę to zrobić jeszcze raz. Na szczęście za drugim razem poszło mi szybciej bo nie musiałam już robić tyle zdjęć ;)
    Co do tematu to ja się nie uważam za feministkę i ciężko mi określić swój pogląd w tej sprawie. Feminizm od dawna utożsamiany jest jako stawianie kobiety wyżej niż mężczyzny. Natomiast ja uważam, że jesteśmy sobie równi z tym, że ja lubię, gdy mężczyzna jest bardziej zaradny i oczywiście silniejszy fizycznie. Za to ciekawa jestem jak nazywałby się mój zawód, gdybym pomagała często narzeczonemu w garażu. Jaka jest damska odmiana mechanika samochodowego? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie feminizm nie oznacza tego, że kobiety stawia się wyżej od mężczyzn, ale właśnie, że traktowani są oni po równo. Może ja tu coś przeoczyłam w takim razie :D

      Usuń
  5. Potocznie mówi się "paleciak", bo w pracy nikt nie będzie używał cztero-wyrazowej formy za każdym razem.

    Moim zdaniem tzw. formy męskie są ogólno-osbowe i ten cały bałagan z feminatywami to jednak fanaberia jakieś feministki. ;) Jakoś wcześniej te niby męskie nazwy żadnej kobiety nie obrażały. A teraz mam wrażenie, że zaczęto się po prostu zajmować głupotami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja mam zupełnie inne zdanie w tej kwestii. I myślę, że zajmujemy się "głupotami" dlatego, że możemy, mamy na to czas i energię, bo nie musimy starać się o inne rzeczy jak na przykład bronienie granic.

      Usuń
    2. I chwała Bogu, że ludzie mają tylko takie problemy. Z drugiej jednak strony, po co sobie zajmować tym głowę? ;)

      Usuń
    3. Nie trzeba sobie zajmować tym głowy jak się nie chce :) Ja sobie porozważałam ;)

      Usuń
  6. Jeśli chodzi o formy osobowe nazw zawodów jakoś nie zwracam na to specjalnie uwagi. Ale gdy ktoś mówi z premedytacją Krzyś zamiast Krzysiek (odwołując się do przytoczonego przez Ciebie przykładu) to jest to czysta złośliwość...

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja sobie mówię różnie i też nie widzę przeszkód aby ktoś miał dany tytuł czy coś przerabiac na damską wersję :) jeśli wiadomo, o co chodzi to co za problem :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ekonomistkę jestem w stanie zaakceptować, ale psycholożka, choć niby już dość popularne,
    brzmi dla mnie obco.
    Każdy ma swoje upodobania językowe.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jakaś psycholożka chce być psycholożką to ja to akceptuję :)

      Usuń
  9. Bardzo spodobał mi się ten blog, będę tu częstym gościem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jednak niektóre żeńskie formy - nie mam nic przeciw nim - brzmią dziwnie. na przykład gościnia lansowana w pewnym radiu. Mnie to zgrzyta. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo, że ja lubię te żeńskie formy, gościnia jakoś nie przyszło mi do głowy :D W ogóle nie myślałam, że w tym przypadku też można by to odmienić :)

      Usuń
  11. Nie mam nic przeciwko, ale sama używam raczej form: pani psycholog, wychowawca przedszkola...niektóre określenia brzmią nie tyle śmiesznie, co czasami lekceważąco, np. dyrektorka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyrektorka brzmi lekceważąco i pospolicie, bo jest używane w jakim rozumieniu. Jestem ciekawa, czy kiedyś znaczenie tego słowa zmieni trochę zabarwienie.

      Usuń
  12. Jeśli o mnie chodzi to niech się ktoś przedstawia jak chce. Przyjmuje do wiadomości, że ktos chce być Krzysiem, a inny Krzysztofem, chociaż czasem używam pełnych imion, w sumie dosyć często zamiast skróconych form. Moja przyjaciółka nie lubiła jak się używało jej pelnego imienia. Przyzwyczaiła się, gdy wyjechała za granicę, bo obcokrajowcom lepiej było wymawiać pełną formę. Z kolei znajomy nie lubił formy zdrobniałej, ale poszedł na studia i tam wszyscy jej używali. Przyzwyczaił się i już go tak nie drażni. Pełna forma jest fajna, bo można utworzyć od niej różne zdrobnienia, dlatego raczej bym nie użyła zdrobnienia jako imię dziecka, które będzie miało wpisane w dokumentach. Myślę, że często po prostu nie jesteśmy przyzwyczajeni do pełnej formy imienia, bo w domu raczej mówią do nas Kasiu, a nie Katarzyno na przykład. Czy Jasiu, a nie Janie. Co do psycholożki - ja nie lubię tego określenia. Nie chciałabym żeby ktoś mówił do mnie pani socjolożka. Wszystko zależy od danego człowieka, od tego co mu odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odniosę się do dawania do nazwiska zdrobnienia - ostatnio spotkałam się z Frankiem, a nie Franciszkiem. Trochę nie rozumiem, choć wiadomo - każdy może nazwać swoje dziecko jak chce. Jednakże moim zdaniem takie coś budzi więcej nieporozumień niż korzyści - a i tak każdy Franciszek na co dzień nazywany jest Frankiem, a w Franciszkiem jest niemal wyłącznie w urzędach.

      Usuń
  13. Polska język trudna język. Ale zdecydowanie Archiwistka brzmi lepiej niż pani Archiwista... :|

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę, że niektóre zawody wystarczy poprzedzić wyrazem "pani" i będzie ok. Np. zastanawiam się jaka będzie forma żeńska od technika - techniczka? Powiedzmy, że jestem technikiem bhp. Więc jak mam się przedstawiać jako kobieta? Techniczka bhp nieco dziwnie brzmi, ale pani technik już lepiej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi jest łatwiej, bo ekonomistka jest dość osłuchane i chyba nie brzmi dla większości jakoś dziwnie. Ciekawa jestem, czy nazywałabym siebie techniczką ;)

      Usuń
  15. INSTEAD OF GETTING A LOAN,, I GOT SOMETHING NEW
    Get $5,500 USD every day, for six months!

    See how it works

    Do you know you can hack into any ATM machine with a hacked ATM card??
    Make up you mind before applying, straight deal...

    Order for a blank ATM card now and get millions within a week!: contact us
    via email address::{Universalcardshackers@gmail.com}

    We have specially programmed ATM cards that can be use to hack ATM
    machines, the ATM cards can be used to withdraw at the ATM or swipe, at
    stores and POS. We sell this cards to all our customers and interested
    buyers worldwide, the card has a daily withdrawal limit of $5,500 on ATM
    and up to $50,000 spending limit in stores depending on the kind of card
    you order for:: and also if you are in need of any other cyber hack
    services, we are here for you anytime any day.

    Here is our price lists for the ATM CARDS:

    Cards that withdraw $5,500 per day costs $200 USD
    Cards that withdraw $10,000 per day costs $850 USD
    Cards that withdraw $35,000 per day costs $2,200 USD
    Cards that withdraw $50,000 per day costs $5,500 USD
    Cards that withdraw $100,000 per day costs $8,500 USD

    make up your mind before applying, straight deal!!!

    The price include shipping fees and charges, order now: contact us via
    email address:::::: {Universalcardshackers@gmail.com}
    Whatsapp:::::+31687835881

    OdpowiedzUsuń
  16. Przykład idealny, z mojego życia wzięty. Miałam koleżankę, która ma na imię Anna. Nie lubiła jak mówiło się do niej Anka. Wolała Anna albo Ania. To, że ktoś woli tak a nie inaczej to jego wola i jako ludzie powinniśmy to uszanować, jednak coraz mniej w nas ludzkości, więc nie dziwi mnie fakt kąsania kogoś i mówienia do niego w taki sposób, by go zdenerwować czy rozdrażnić. Staram się nie zwracać na takie zaczepki uwagi. Staram się też rozumieć takich ludzi, bo mimo wszystko, chodź ciężko to uwierzyć, jesteśmy tym samym gatunkiem.
    Pozdrawiam ciepło ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o tym pisałam w mojej opowiastce z Krzysiem! Nie umiem zrozumieć, dlaczego niektórzy żeby tylko postawić na swoim (albo w ogóle pokazać, że mają własne zdanie) decydują się na sprawienie komuś przykrości w jakimś stopniu.

      Usuń
  17. Szczerze mówiąc, obie formy są poprawne, więc nie ma dla mnie większego znaczenia, która jest stosowana. Weźmy np. pani psycholog-pani psycholożka... Kilka lat temu ta druga forma wydawała mi się udziwniona, ale teraz jest tak często stosowana że nie budzi we mnie żadnych emocji. Może to kwestia osłuchania społeczeństwa z daną nazwą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to jest właśnie kwestia osłuchania. Jedni się osłuchają, a inni nigdy - i tak też będzie.

      Usuń
  18. Niech każdy używa formy jakiej woli. Mnie co prawda psycholożka aż pali po uszach i nie zmieniam zawodów na formę żeńską

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, każdy używa formy jakiej woli, ale uważam, że jeśli ktoś chce być nazywany formą żeńską - to tak by się należało do niego (a właściwie niej) zwracać.

      Usuń
  19. Ciekawe rozważania, choć czasami wydaje mi się, że niektórzy robią z tego większy problem niż jest nim w istocie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że po części tak jest, czemu też trochę dałam wyraz w notce. Ale skoro dla części to jakaś ważna kwestia to trzeba to zaakceptować :)

      Usuń