Obsługiwane przez usługę Blogger.

To życie mija - nie ja, czyli Podsumowanie 2019 roku cz. II

przez - stycznia 09, 2020

Paliwem na dzisiejszy post jest zaoszczędzona energia z niepisania w 2019 roku – czyli podsumowanie cz. II!


LIPIEC

Lipiec to kolejna buńczuczna odpowiedź na wyzwanie „Kiedy ostatnio robiłeś coś po raz pierwszy?” i spróbowanie pływania kajakiem w dodatku na widzianych po raz pierwszy w życiu Mazurach, a ponadto to drugie spotkanie z Naszymi Ulubionymi Znajomymi. Kajaki będą mi się kojarzyć m.in. ze zdjęciem w krzakach w jednym klapku, Mazury – z Bieszczadami bez gór, a Nasi Ulubieni Znajomi – z czasem, w którym mogę odpocząć i czuć się sobą, a ludzie wkoło i tak mnie lubią. Pozdrawiamy łabędzicę Grażynkę.

W lipcu jadłam czereśnie, czarne porzeczki i fasolkę szparagową. A także piłam cytrynówkę na chrzcinach, co pozwoliło mi przetrwać trwającą w tym samym czasie straszliwą burzę, która pod moją nieobecność prawie uszkodziła mi komputer. Kupiłam sobie nowe kapcie/ciapy/pantofle po domu i wyrobiłam pieczątkę mojej firmy.


SIERPIEŃ

Sierpień spędziliśmy na wręczaniu wejściówek na najlepszą imprezę, jaką kiedykolwiek planowaliśmy zorganizować. Byliśmy w Przemyślu, Rzeszowie, Mielcu, Połańcu, Jaworznie, Katowicach, Nowym Sączu, Królewskim Mieście. Nasze wejściówki dotarły do Szczecina, Warszawy, a nawet za ocean. I może to było dość męczące zajęcie, ale ja czerpałam z niego mnóstwo radości.

Zupełnie w przeciwieństwie do sesji narzeczeńskiej, którą mieliśmy w ramach całej obsługi fotograficznej naszego dużego wydarzenia. Nie wiem, czy to specjalnie wybrana na tę okazję sukienka, w której czułam się grubo, przesadne oczekiwania z czasów oczekiwania na tę sesję, konieczność bycia romantycznym w oku aparatu czy to, że mam pyzatą twarz (od 28 lat) i nie podoba mi się ona na zdjęciach – w każdym razie coś sprawiło, że nie za bardzo mi się to podobywało. Zwłaszcza, że ja najwięcej uczucia miałam w swoich oczach, gdy swoim trzecim okiem widziałam, że fotografka odkłada sprzęt.

Mój Chłopak z Gitarą zaczął pracę w nowym miejscu. Z perspektywy czasu obserwuję, że nowa praca wyciska z niego mniej energii, a daje mu całkiem sporo satysfakcji, przede wszystkim chyba z kontaktów z fajnymi ludźmi. Nawet ja się załapałam na nowe znajomości!


WRZESIEŃ

We wrześniu zobaczyłam – jak to powiedziała sama pani z salonu – jaką to suknię ślubną sobie zaprojektowałam. Rozesłałam jej zdjęcia do kilku innych kobiet w poszukiwaniu opinii, a właściwie potwierdzenia, że jest w porządku. I potem się zamartwiałam. O tym, jak postępować z suknią ślubną oraz innymi przedmiotami i wydarzeniami ślubnymi, zanim się ich użyje lub zanim nastąpią, na pewno napiszę. Raczej nie warto ich konsultować z całym konsylium matek, ciotek, sióstr i bratowych.

W ramach ostatniej panieńskiej eskapady ja i Moja Ulubiona Koleżanka od Podróży wybrałyśmy się do Lwowa. Przeciskałyśmy się między ludźmi, próbowałyśmy zdecydować, w jakim języku porozumiewać się z lokalsami, a ja jadłam barszcz ukraiński z miną, jakby smakował mi jak szarlotka (nie smakował). 

Kupiłam spódnicę z tiulu na poprawiny, którą zapoznałam z całym konsylium. I znów się zamartwiałam. 

Odebraliśmy obrączki. Nie są okrągłe, a trochę kwadratowe, ścięte – no, ładne. Nie mamy pulpecików zamiast palców – nawet ja, bo ja i bez obrączek mam pulpeciki. W którymś z miesięcy w 2019 roku zorientowałam się bowiem, że ja mam zwyczajnie nieproporcjonalnie krótkie palce u rąk! Już przestałam się zamartwiać moimi palcami – teraz już znam powód, dla którego nieładnie moim dłoniom w pierścionkach, co uwolniło mnie od chęci poszerzania mojej skromnej kolekcji tego elementu biżuterii.


PAŹDZIERNIK

Ułożyłam książki według kolorów na regale. Mój Chłopak z Gitarą nie przyjął tego z aprobatą i polecił zrobić tak, jak było. Nie zrobiłam tego do dziś. Nie ze złośliwości – z lenistwa.

Zagłosowałam w wyborach – po raz pierwszy w moim nowym miejscu zamieszkania. I to z błogosławieństwem od księdza, który widział nas, jak robimy sobie selfie przez lokalem wyborczym. I który znał słowo „selfie”!

Wodziliśmy barany! I to nie w ramach wyzwania „Kiedy ostatnio robiłeś coś po raz pierwszy?”, ale przez przypadek. Barany chciały kontynuować z nami spacer.

W pokoju Siostry pojawiła się nowa wysoka półka złożona z kartonów z alkoholem. Czekały na nie najbardziej pomysłowe zawieszki na alkohol, jakie widziałam #skromność. Najęłam tanią siłę roboczą w postaci siostrzeńca Mojego Chłopaka z Gitarą do etykietowania butelek, który był znudzony już po trzech naklejkach, ale za bardzo się wstydził mi to powiedzieć i dobrnął ze mną do 96. Kupiłam 9 par rajstop. Zaliczyłam próbą fryzurę i próbny makijaż. Pomna temu, jak łatwo się zamartwiam, nie chciałam ich nikomu pokazać, ale trudno się chodzi bez głowy. Okazało się, że mam za mocno zrobione brwi. Zamartwiałam się.

Byłam na weselu naszych znajomych jako delegacja naszej przyszłej małej rodziny i obserwowałam, jak fajnie będzie za miesiąc.


LISTOPAD

Kupiliśmy 9 butelek szampana. Odebrałam moją idealną suknię ślubną, którą wcześniej trzeba było trochę zmniejszyć (to przez tę aktywność!). Przygotowałam, powiązałam, wyczyściłam, rozchodziłam, przymierzyłam, dociągnęłam, potwierdziłam i... zamartwiałam się, a apogeum zamartwiania nastąpiło w przeddzień.

Wzięłam ślub. Bez najmniejszego zamartwiania tego dnia. I o tym na pewno napiszę dużo więcej, gdyż już raz wzięłam ślub, więc – idąc za tokiem rozumowania wielu blogerek i celebrytek – mogę już na ten temat napisać książkę. A tak serio – to był piękny jesienny dzień, który był istotnie najlepszą imprezą, jaką zorganizowaliśmy, której początkowym, a i kulminacyjnym momentem było to, jak Mój Chłopak z Gitarą stał się Moim Mężem z Gitarą.

Zużyłam tylko 2 z 9 par rajstop na tę okazję.

Tydzień wcześniej miałam wieczór panieński, który zorganizowała Siostra. I był wymarzony – mimo, że nie dzieliłam się za bardzo moimi marzeniami na ten temat. Ktoś musiał mi się włamać do głowy – może wtedy, jak próbowałam ją zdjąć by nie pokazać próbnych makijażu ani fryzury by się nie zamartwiać.

A tydzień później mieliśmy sesję małżeńską, która była całkiem fajna! Mamy zdjęcie z Tatrami, krową i ogniskiem. Myślę, że więcej szczegółów zostawię na podsumowanie jesieni (które no przecież napiszę, tak?).

Kupiłam pierwszy mebel do naszego wspólnego już domu, a którym jest idealna szafka do łazienki z pojemnikami na pranie. To było otwarciem nabywania idealnie wynalezionego wyposażenia do domu, które jest piękne i funkcjonalne. Spędzam na tych poszukiwaniach sporo czasu, w którym powinnam na te wyposażenie zarabiać. Ale spoko, nadrabiam nocami i w weekendy.


GRUDZIEŃ

Mój Mąż z Gitarą i śrubokrętem rozpoczął skręcanie mebli do kuchni. A na początek skręciliśmy nowe łóżko, które idealnie wpasowało się do pokoju. Ja myślę, że to przypadek, a Mój Mąż z Gitarą utrzymuje, że właśnie tak to sobie wymyślił. 

Pobyt w IKEA obudził we mnie uspaną miłość do świeczek. Muszę trzymać teraz portfel na wodzy.

Drugi pobyt w IKEA obudził we mnie z kolei coroczną okołobożonarodzeniową grypę żołądkową. Każda rodzina ma jakąś tradycję – my mamy taką, już od trzech lat.

Odbyliśmy ostatnie w tym roku spotkanie z Naszymi Ulubionymi Znajomymi, uczestnicząc w ich ślubie (na którzy przejeżdżaliśmy w okolicach Radomia, więc i Sosnowiec, i Radom w tym roku zaliczone!). W ramach wyzwania „Kiedy ostatnio robiłeś coś po raz pierwszy?” pierwszy raz uczestniczyłam w ślubie cywilnym! A potem było przyjęcie w chyba najpiękniejszej restauracji, jaką widziałam, w której nawet pies pasował do wystroju. I jeszcze kilka dni z nimi, podczas których bez skrępowania zasypiałam na łóżku w pomieszczeniu, gdzie inni rozmawiali, jedli i gotowali. Lubię ich!

W ramach prezentu ślubnego dla Naszych Ulubionych Znajomych pobawiłam się w małe DIY i dowiedziałam się, że tego nie cierpię. Został mi po tej aktywności Armagedon w pokoju, sporo ścinków taśmy dwustronnej oraz zszargane nerwy. 

Przez zakończeniem 2019 roku zostały skręcone wszystkie meble do kuchni, ułożone płytki i uruchomiona lodówka. W sylwestra stanął stół i krzesła, przy których wypiliśmy z Drugimi Rodzicami (a dla Mojego Męża z Gitarą - z Pierwszymi) po drineczku z colą, schłodzoną w nowej lodówce. Po wielkich przeżyciach, z dumą, radością i nieprzykręconymi blatami powitaliśmy nowy rok!


Happy End

90% czasu w nowej kuchni spędzam na przecieraniu rzeczy. Wynikiem moich szeroko zakrojonych badań nad przecieraniem rzeczy jest konkluzja, że ścierki z IKEA (takie w paski) wyglądają na brudne po pierwszym kontakcie z czystą (!) wodą. Nie polecam jako specjalistka od przecierania rzeczy.

Może Ci się spodobać

24 komentarze

  1. Górskie widoki, owieczki, kajak i to ostatnie zdjęcie... jaki tam piękny klimat <3 PIękny....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Górskie widoki i owieczki mam na co dzień :) Jakbym była cały czas na wakacjach! :O

      Usuń
  2. Kochana oby ten rok był dla Ciebie równie dobry, a nawet jeszcze lepszy. 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie piszesz, bardzo ciekawy miałaś miniony rok. Szkoda, że tak mało o ślubie i żadnego zdjęcia. Pozdrawiam i pomyślności życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie więcej o ślubie! Może nawet będą zdjęcia - na razie mam jakieś 5 zrobionych przez moich znajomych ;)

      Usuń
  4. ale intensywne pół roku! Szczęścia małżeńskiego!
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Mój syn w sierpniu został mężem swojej zony, tez było cudnie, a teraz album oglądamy:-)
    Skoro mąż z gitarą sam meble skręcał i inne sprawy ogarnął to super sprawa!
    a tak w ogóle - gratulacje!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Życzę Ci jak najwięcej cudownych chwil w 2020 roku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne podsumowanie. Oby rok 2020 przyniósł jeszcze więcej cudownych chwil :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne jest to zdjęcie z owieczkami :D Życzę wszystkiego co najlepsze w 2020 roku!
    Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. cudowne zestawienie. szczęśliwego nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj działo się:) Że też ty to wszystko pamiętasz... Ja nie wiem co się tydzień temu działo, a co dopiero przed rokiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No proszę i nawet się w Jaworznie było, może minęłyśmy się na ulicy ? :) Fajny intensywny rok widze był :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpię, że się minęłyśmy, bo jaworzyńskim powietrzem pooddychałam tylko w drodze między samochodem a blokiem ;)

      Usuń

Hej, echo odpowiada!

Pst! Jak nie masz konta Google to kliknij Nazwa/adres URL i wpisz tylko nazwę.
Tak, wiem, mnie też przestrasza to URL :)