Obsługiwane przez usługę Blogger.

To życie mija - nie ja, czyli Podsumowanie 2019 roku cz. I

przez - stycznia 03, 2020


Podczas, gdy jakaś część ludzi wróciła już dwa razy z siłowni, a duża część z nich nie powróci tam po raz trzeci, ja także zabieram się za moje postanowienia noworoczne, pisząc pierwszy post w tym roku. Mam nadzieję, że wkrótce zabiorę się za drugi – a i trzeci powstanie w najbliższej przyszłości. Paliwem na dzisiejszy, pierwszy w 2020 roku post jest zaoszczędzona energia z niepisania w 2019 roku – czyli podsumowanie!

STYCZEŃ

Rok 2019 powitałam z perspektywą jednego dużego planu do zrealizowania, uzbrojona w prostownicę, którą znalazłam pod choinką, a której namiętnie nadużywałam przez kolejne dwa tygodnie. Podobnie jak eyelinera, który w końcu zaczął mieć rację bytu na moich powiekach, gdy zaczęłam pozbywać się okularów dzięki soczewkom (oficjalnie - Odkrycie Roku 2018). Od tamtego czasu prostownicy używam od wielkich wyjść, a eyeliner mi zasechł z tęsknoty. No tak a propos mojej wytrwałości.

Początek stycznia spędziłam z rodziną Mojego Chłopaka z Gitarą, która stacjonowała w domu. Bardzo przekorne mają dzieciaki – spokojne i ciche tylko wtedy, gdy ktoś próbuje dyskretnie przeżyć swoją coroczną grypę żołądkową w łazience sąsiadującej z salonem. 

W styczniu do domu sprowadził się nowy lokator – mój miś z dzieciństwa Koralgol aka Karol (w pewnym momencie dorastania doszłam do wniosku, że moje zabawki powinny mieć normalne imiona, którym przybiłaby pieczątkę pani w Urzędzie Stanu Cywilnego). Zaprzyjaźnił się niemą przyjaźnią z dinozaurem z dzieciństwa Mojego Chłopaka z Gitarą.

Wyszłam także kilka razy z domu: pierwszy raz - na pasterkę, drugi raz - mierzyć pierwszy raz suknie ślubne, a trzeci – na spacer z Najpoczciwszym Psem na Świecie. Te wyjścia zostały udokumentowane – możliwe, że w styczniu innych nie było. Podsumowując – pasmo sukcesów.


LUTY

Na walentynki zabraliśmy się wraz z Chłopakiem z Gitarą w romantyczną podróż do... Szwecji! Zobaczyliśmy Sztokholm i małe szwedzkie miasteczko niedaleko, w którym wszyscy mieszkańcy zaopatrują się u maksymalnie trzech dostawców sidingu do obicia swoich domów i sklepów. Słuchaliśmy krzyczącego pękającym lodem jeziora, na którego brzegu był mały szwedzki domek (w czerwonym sidingu). Widzieliśmy ogromny statek, który jako atrakcja turystyczna przyniósł na pewno więcej zysku niż gdy pracował jako statek – gdyż zatonął zaraz po wypłynięciu z portu. Oczywiście musiałam postalkować króla Szwecji, obchodząc jego sztokholmską posiadłość. I zajęłam sobie wzrokiem miejsce parkingowe pod budynkiem, w którym będę odbierać któregoś z moich Nobli (z ekonomii, literatury i pokojową). Mój Chłopak z Gitarą z kolei wyścigował się ze śmiercią i obsługą Rajdu Szwecji o jak najbliższe sfotografowanie kół ślizgającego się w pędzie pojazdu. 

W Szwecji lulałam także najmłodszą członkinię rodziny, dowiadując się po razu drugi, że – przynajmniej w tej rodzinie – dzieciaki są straszliwie przekorne. U tego osobnika objawiało się to tym, że wyczuwała z zamkniętymi (do czasu) oczami moment, kiedy człowiek chciał ją odłożyć do łóżeczka.
 

MARZEC

Na Dzień Kobiet dostałam dwie róże i tulipana, co pozwoliło mi się dowiedzieć, że te kwiatki w jednym naczyniu z wodą się nie lubią i któreś z nich (teraz już nie pamiętam, które) umiera. Kolejny klocek do budowania doświadczenia życiowego! 

W marcu w zimowej scenerii odwiedziłam wspólnie z Siostrą i koleżanką sąsiadkę – Mogielicę, a w ostatni dzień tego miesiąca wspólnie z Moim Chłopakiem z Gitarą znaleźliśmy ostatni śnieg (który ponoć jest w tym miejscu cały rok) na Śnieżnicy (zatem nazwa nieprzypadkowa). Co za aktywność!

W marcu odpowiedziałam także na wyzwanie „Kiedy ostatnio robiłeś coś po raz pierwszy?” i spróbowałam... morsowania! Wprawdzie nie musiałam wycinać sobie sama przerębla, a po wyjściu z wody odrąbywać sopli spod nosa, bo pogoda była iście wiosenna, ale doświadczeni morsujący, którzy mnie namówili, powiedzieli, że przy takiej pogodzie to nawet jest trudniej! Na pamiątkę morsowania zakosiłam bratowej strój kąpielowy (ok, pozwoliła mi sobie wziąć).


KWIECIEŃ

Szalonego wychodzenia z domu ciąg dalszy! Za namową znajomego pojechaliśmy do Rytra, gdzie z ruin zamku szpiegowaliśmy całą dolinę Popradu. Wdrapaliśmy się na zamek ubrani jak James Bond i pani Bondowa - ku zdziwieniu wszystkich odzianych bardziej akuratnie do podchodów w górę. Mój Chłopak z Gitarą wzdychał znacząco w stronę tamtejszego wypaśnego domu weselnego, że to właśnie tam NIE będzie miał wesela, a chciał. 

W święta wielkanocne nie pomalowałam jajek, nie upiekłam babki ani nie schrzaniłam kiełbasy. Piłam za to najlepsze ukraińskie wino. 

Ponadto w kwietniu biegałam i ćwiczyłam. Czyli jednak nie byłam takim surowym ziemniakiem, jak mi się wydawało w tym 2019 roku.


MAJ

Maj jest zawsze moim podwójnym paluszkiem w paczce Lajkoników wszystkich miesięcy. To mój ulubiony miesiąc – i nie tylko dlatego, że wtedy mam urodziny :) Na które dostałam cztery butelki wina i... frytki. Nie wiem, czy to dobrze o mnie świadczy.

Maj rozpoczęłam nabraniem – po raz kolejny - nowej umiejętności, czyli pływania. Po raz kolejny – bo już raz jej nabrałam, ale zupełnie mi wyciekła z niezgrabnych rąk mojego doświadczenia. Jako, że od tamtej pory nie miałam okazji przećwiczyć pływania po raz drugi – nie ręczę, że nadal to potrafię. W każdym razie uczyłam się w ładnej scenerii Chochołowskich Term.

Początek maja był czasem odkrywania nowych miejsc. Najpierw był to Sosnowiec – niektórzy by rzekli, że to podróż zagraniczna. Poza tym, czego się można spodziewać po Sosnowcu, był tam całkiem ładny park ze zwierzątkami, który polecam. Potem  przejechałam za kierownicą z Sosnowca do Gorlic. Po drodze po raz pierwszy w życiu samodzielne zapłaciłam na bramkach na autostradzie – i już wiem, że poza przygotowaniem mentalnym do tego wydarzenia warto przygotować sobie także otwarte okno. 

W maju odwiedziłam także Królewskie Miasto, gdzie spotkaliśmy się z Naszymi Ulubionymi Znajomymi – nie po raz ostatni, mimo dzielących nas kilometrów. Królewskie Miasto z perspektywy doraźnego odwiedzającego wygląda nieźle, bardzo źle wygląda za to z okien samochodu. Odwiedziliśmy Muzeum Archeologiczne, gdzie Mój Chłopak z Gitarą bardzo nachalnie podglądał mumię oraz jubilera, gdzie wyprowadziliśmy się sami z głębokiego przekonania, że klasyczne okrągłe obrączki będą dla nas idealne i takie chcemy, kupujemy już dziś (nie, nasze palce wyglądały jak ściśnięte kawałkiem metalu pulpeciki).

W maju obserwowaliśmy także dwa oblicza powodzi – w rodzinnych stronach Mojego Chłopaka z Gitarą, gdzie woda gna po kamieniach jakby spieszyło jej się na autobus oraz w moich rodzinnych stronach, gdzie zbiera się i leniwie stoi jakby się zastanawiała, dokąd tak naprawdę chce jechać tym autobusem. Ponadto byliśmy na spacerze tak długim, że musieliśmy z niego przywozić psa samochodem oraz kupiliśmy tego samego dnia dwie takie same książki w tej samej księgarni – bez konsultowania tego ze sobą #perfectmatch.


CZERWIEC

Czerwiec – jakieś apogeum aktywności! Była Muszyna, Krynica, Kozi Wierch, Dolina Pięciu Stawów, Szczebel, Luboń Wielki, wypady nad rzekę. O tym wszystkim piszę w tym poście – klik!, który był podsumowaniem lata. Tak, nie było podsumowania jesieni. Tak, jest w kolejce postów do napisania. Dlaczego? Bo żyłam w jakimś dziwnym przekonaniu, że mam do napisania ten post na koniec roku #wtf.

Jak widać ruszaliśmy się w pierwszej połowie 2019 roku zachłannie w obliczu tego, że pod koniec roku mamy do zorganizowania duże wydarzenie, a potem już nie wiadomo, jak będzie ze swobodnym poruszaniem się.

W czerwcu kupiłam także jeden z najbardziej niepraktycznych elementów kobiecej garderoby, czyli białe szpilki i przeznaczyłam je do natychmiastowego rozchodzenia w obliczu naszego dużego wydarzenia. Otrzymaliśmy także całe pudło biletów dla wszystkich członków rodziny, uprawniających ich do skorzystania z najlepszej imprezy, jaką kiedykolwiek planowaliśmy zorganizować.


Happy End

Znalazłam ostatnio błąd postawienia przecinka u Noblistki. Jakże byłabym szczęśliwsza, gdybym nie widziała takich drobnostek.

Może Ci się spodobać

37 komentarze

  1. Jakie ładne podsumowanie i ile dobrego się działo. MIłe wspomnienia :)

    PS Dziękuję za wizytę u mnie na blogu :)
    Jak do mnie trafilaś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, pewnie przez blog kogoś innego :) Ja sobie tak lubię skakać po blogach :)

      Usuń
    2. Czyli czysty przypadek ale coś musiało sprawić, że do mnie zajrzałaś - kliknęłaś ;D

      Usuń
  2. Ile wycieczek! Aż zaczęłam zazdrościć, choć jestem bardziej domatorką :)
    Szczęśliwego 2020! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię czasem gdzieś pobywać - ale w sumie lubię też bycie w domu :)

      Usuń
  3. Kawał świata zwiedzony :) A to wielkie, największe i wspaniałe wydarzenie miało już miejsce? Może wybiegam i należy poczekać na drugą część podsumowania, ale lubię podzielać radości i doczekać się nie mogę :) Pozdrawiam serdecznie i szczęścia w Nowym Roku życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne podsumowanie ubiegłego roku :D Oby 2020 był równie dobry :D
    Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. No proszę, wcale taka leniwa nie jesteś, ogarnij się jeszcze z wpisami na blog i będzie super!
    Dobrego roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre podsumowanie - tylko ten blog trzeba ogarnąć ;)

      Usuń
  6. Super podsumowanie. Podziwiam za to morsowanie. Mnie kolega próbował kiedyś namówić ale jakos nie byłam w stanie :D walentynki w Szwecji to super pomysl :) Życzę dużo radości w Nowym Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Morsowanie jest spoko! Polecam! Spróbuję jeszcze raz!

      Usuń
  7. No dobra to polowa roku było ciekawie ale gdzie druga część?;) Nigdy nie miałam planu na wymarzony ślub , wesele czy suknię ślubną ale jestem ciekawa jak to było u ciebie ot taka babska ciekawość;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Druga część już na blogu!

      Ja miałam plany, ale też myślę, że miałam duży margines dla spontaniczności. Na pewno o tym napiszę :)

      Usuń
  8. bardzo ciekawe zestawienie :) Tez odkryłam soczewki w tym roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podsumowanie naprawdę interesujące.
    Życzę szczęśliwego Nowego Roku. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ale czekam na część drugą i już nie mogę się doczekać :)
    okularnicawkapciach.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham soczewki, nienawidzę okularów i noszę szkła kontaktowe od czternastego roku życia (o tak, była batalia z rodzicami), jedyne okulary, jakie uznaję to przeciwsłoneczne :D

    Widzę, że miałaś bardzo interesujący rok, a raczej jego połowę, ale podejrzewam, że w związku z wydarzeniem, o którym często wspominasz, druga też była ekscytująca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd mam soczewki, w końcu mogę się cieszyć okularami przeciwsłonecznymi!

      Usuń
  12. Piękne podsumowanie i piękne wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. W każdym z opisanych miesięcy widać coś dobrego, pięknego. To cudownie widzieć pozytywy w upływającym nieubłaganie czasie:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Sporo się działo u Ciebie ;). Sporo podróżowałaś, odkryłaś, doświadczyłaś po raz pierwszy... Oby ten nowy rok był równie bogaty w miłe chwile :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Proszę bardzo, jak aktywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Widzę, że dużo się działo w ubiegłym roku :)
    PS. Życzę aby nadchodzący rok obfitował w sukcesy 😉

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękne podsumowanie- obfitujące w podróże a te sa jednym z moich ukochanych elementów życia. Każdy miesiąc pięknie opisany i jak widać nie zabrakło tez lekcji, chocby tych najprostszych rózano-tulipanowych :-) Wzsystkiego dobrego w 2020 xx

    OdpowiedzUsuń
  18. Fajne podsumowanie, przeczytałam z przyjemnością :) życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku, aby był co najmniej tak udany, jak 2019 :)

    OdpowiedzUsuń

Hej, echo odpowiada!

Pst! Jak nie masz konta Google to kliknij Nazwa/adres URL i wpisz tylko nazwę.
Tak, wiem, mnie też przestrasza to URL :)