Obsługiwane przez usługę Blogger.

Niech no tylko zakwitną jabłonie

przez - kwietnia 05, 2018

Niniejszym należy się wszystkim, którzy tu przycupują przy mnie czasem, mały upgrade, co się wydarzyło od ostatniego posta, który był - omatkoicórko - w październiku!

W sumie nic spektakularnego się nie wydarzyło... Zaczęłam tylko: pracować w nowym miejscu (nawet dwa razy!), uczyć się czeskiego (to jak kupić sobie karnet na kabaret dwa razy w tygodniu! <3), chodzić na fitness (i nie jest to aż tak bardzo olaboga!), opiekować się pewną rudą brodą (if you know what I mean), mieszkać w nowym miejscu (pożegnawszy Moją Willę, a powitawszy Komórkę pod Schodami) oraz... mieć kontrolę nad swoim nie takim znowu nędznym żywotem.

Sponsorem mentalnym dzisiejszego posta jest Hania Es - jedna z moich ulubionych youtuberek, która nagrała ostatnio filmik pt. "Do tego, kto myśli o samobójstwie" (klik!)

Spokojnie, spokojnie - ja nigdy nie miałam ambicji zostać samobójczynią. Jednakże opowieść Hani na temat tego, w jakim stanie była ona w trakcie swojego procesu (de)rekrutacyjnego na stanowisko umarłej z własnej woli przypomniało mi mnie - Ja bez Imienia - nawet niecały rok temu.

Przedstawię mały rys historyczny. Ten niecały rok temu zostałam zwolniona z pracy nie ze swojej winy, nie mogłam długo znaleźć nowego źródła dochodu na chleb i ciastka, rok wcześniej długoletni Pan M. postanowił być niedojrzały gdzie indziej, po drodze wpadłam w przepaść nieodpowiedniego spojrzenia na trochę zbyt długo i ostatecznie skończyłam na siedzeniu całymi dnia w nie-swojej komnacie z poczuciem, że "nie mam za co chwycić, nie mam o co oprzeć stóp" (to z tej piosenki - klik!).

Najgorzej, najgorzej, po trzykroć najgorzej jest odkleić się od nadziei. Nie da się pójść spać - choć bardzo się chce - w poczuciu, że jutrzejszy dzień będzie taki sam i tak do skończenia świata. Oczywiście, będę sobie zapewniać atrakcje w stylu nowej sukienki, kursu językowego czy książki do przeczytania, bo warto i trzeba sobie słodzić. Ale to raczej taki słodzik na ogólną gorzkość niespełnienia. No i będę próbować - chodzić na rozmowy te i tamte, mniej i bardziej formalne, które - wiadomo - skończą się niepowodzeniem.

Jakoś w tym przetrwałam. Uzbrojona w ironię, umiejętność cieszenia się z małych rzeczy i doskonalącą się kompetencję potocznie zwaną "wyjebaniem" (o pardon!).

Przetrwałam. No i... zakwitły jabłonie (to jest metafora - tak naprawdę to czasowo bliżej temu było to pierwszego śniegu).

Wysłałam CV tam, gdzie nikogo nie szukali i dostałam pracę. A także z umiarkowanym entuzjazmem poszłam z kimś na ciastko i... teraz czasem muszę Mu gotować.

Tak najogólniej to myślę sobie, że to kwestia szczęścia. Fart chciał, że wysłałam CV do tej firmy* i zdecydowali się powierzyć mi jakiś projekt. Co za zrządzenie losu. No i już totalny fart z tym Chłopakiem z Gitarą. Żeśmy się jakoś znaleźli w tych odmętach internetu, że akurat On był wolny i ja niespecjalnie zajęta, no i że to jakoś się potoczyło. Mam poczucie, że to wszystko spadło mi z nieba.

Jednakże.

To ja - mimo swojego wielkiego zrezygnowania i siedzenia w dziurze w ziemi przytulając swoje poczucie beznadziei - byłam na tyle arogancka by wysłać CV do firmy*, która nikogo nie poszukuje i to ja siedziałam do nocy (bo mając miesiąc na zrobienie czegoś, pierwsze dwa tygodnie uprawiam totalne bamboleo, by kolejne dwa tygodnie ślęczeć po nocach) nad pierwszym projektem by stworzyć prezentację idealną na temat umywalek i kibli (serio) by wzięli i dali mi kolejny projekt. A teraz jak stwierdzili, że w sumie średnio jest tam dla mnie miejsce w ich firmie* to w dwa tygodnie ogarnęłam się tak, że wybierałam między trzema podobnie wartościowymi propozycjami pracy -.-

I to ja - mimo trudnego do odrzucenia irracjonalnego poczucia, że nie zasługuję na coś tak fajnego i normalnego i strachu przed kolejnym zawałem serca - zaangażowałam się na tyle w nową relację, pokazałam i tworzyłam swoje serduszko by nawet i On stwierdził: "W sumie nie planowałem niczego poważnego z tego, ale tak mnie przekonałaś...". I tu mi przychodzi na myśl "Cause I'm scrappy" (tak bardzo jestem Monicą...)

I teraz aż się boję ucieszyć.

Trochę jak z tą wiosną teraz. Szaleję wewnętrznie jak wychodzę na pole (bo ja tam wychodzę), że jest taka ładna pogoda. Ale boję się, że zaraz znów będzie śnieg.

I teraz też się trochę boję, że coś się wydarzy i znów będzie mi źle. Tyle, że teraz mam więcej poczucia, że mam kontrolę nad tą całą moją piaskownicą i odzyskałam poczucie, że zasługuję na te wszystkie dobre rzeczy. Boję się bardziej, gdy sobie wyobrażę, że tracę to bez mojej kontroli nad tym. I wpadam w panikę - bo nie chcę znów tam być, w otchłani beznadziei.

Wiem, że nie zawsze będzie słonecznie i ciepło, ale przynajmniej niech już zawsze będzie wiosna :)

Czego sobie i Państwu życzę :)

*firma to nazwa, chodzi mi oczywiście o przedsiębiorstwo - jako dyplomowana ekonomistka muszę sprostować :)

Happy End

Chciałabym złożyć hołd mojej długoletniej przyjaciółce - kurtce zimowej - która po latach wysłuchiwania ode mnie, że wymienię ją na lepszy model (ale zawsze szkoda mi było na to pieniędzy :/), sama zebrała się na emeryturę. W ostatnim dniu zimy (oby!) zepsuł się w niej zamek!

Może Ci się spodobać

36 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Jedno z moich ulubionych słów - zubař. Czyli... dentysta :)

      Usuń
  2. Cóż ? Muszę przyznać, że Hania Es mnie zupełnie nie przekonuje, ale za to Ty - bardzo ! Rozumiem, co czułaś nie mając pracy i gdy zawiodła Cię "bliska" osoba. Bardzo się cieszę, że mogłam Cię poznać ( choć w tak wirtualny sposób ). Tym wpisem naprawdę dajesz wiarę i nadzieję innym i jesteś taka autentyczna.
    Bardzo i z całego serca życzę Tobie tych kwitnących jabłoni i lata pięknego, uśmiechu i SZCZĘŚCIA !!! Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję! Fajnie jest poznawać ludzi - nawet tak wirtualnie :)

      Usuń
  3. Jak ja się cieszę z Twego powrotu! Co przeszłaś, już za Tobą, podniosłaś się. Jest dobrze i ma być tak dalej :)
    Ciepło pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że wracasz do pisania na blogu. Jeśli znajdziesz czas i chęci zapraszam do nadrobienia notek u mnie (no chyba, że jesteś na bieżąco?).

    Ja jak na razie jestem na etapie szukania pracy, mam pierwszą ofertę stażu, jednak nic więcej nie wiadomo na chwilę obecną.

    :) I to jest to. Powoli można zacząć siedzieć w parku czy w innym miłym miejscu do późna, jeździć rowerem i tym podobne rzeczy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że na dłużej wrócę do pisania - choć u mnie to nigdy nic nie wiadomo ;)

      Usuń
  5. "poszłam z kimś na ciastko i... teraz czasem muszę Mu gotować." HAHAHA bosko to napisałaś!

    Z piaskownicy pamiętam to, że jak chciałam mieć nad nią kontrolę (żeby kto mi czegoś nie zabrał) to zakopywałam bardzo głęboko. To tak żeby był jakiś komentarz nie na temat.

    A w kurtce można wymienić ten ekspres.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurtka już jest daleko od stanu przynajmniej dobrego - czas wymienić kurtkę, nie zamek :)

      Usuń
  6. Życzę Ci, aby teraz było już tylko dobrze ;)
    Czeski brzmi ciekawie ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Niech te jabłonie kwitną dla ciebie non stop.
    Dzielna jesteś i bardzo mądra, dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałoby się kwitnące jabłonie non stop, tak jak i wiosnę ;)

      Usuń
  8. Cudnie piszesz, bardzo lubię Twój styl. Pisz książki, będą hitem;)
    Cieszę się, że wszystko Ci się poukładało. Zasługujesz na to, więc odrzuć wszelkie wątpliwości i nie pozwalaj im się zasiewać.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy mam na tyle cierpliwości i wytrwałości w sobie by napisać książkę ;) Ale pięknie dziękuję za bardzo motywujący komentarz!

      Usuń
  9. Jaki ten los jest nieprzewidywalny. Zaczęło się od ciastka, a teraz mu czasem gotujesz :D.
    Podoba mi się Twój styl pisania.
    Dobrze, że wróciłaś, życzę Ci wszystkiego dobrego :)
    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz nawet upiekłam dla niego ciasto, więc to już coś! :)

      Usuń
  10. Faktycznie, czaami los płata figle. Mam nadzieję, że będzie się układało i będzie tylko lepiej. I oby więcej takich pozytywnych niespodzianek!

    OdpowiedzUsuń
  11. To dobrze, że tak wszystko szczęśliwie się teraz układa i oby tak dalej :)

    Czasem rzeczy same się proszą o wymianę, nie pytając nas o zgodę, ja tak często mam z butami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Najgorzej jak się popsuje coś, co jest idealnie - trudno znaleźć potem drugą idealną rzecz na wymianę...

      Usuń
  12. Twój nick bardzo pasuje, do tego o czym piszesz. Najważniejsze, że wyszłaś z dołu na słońce, że nie poddałaś się beznadziei. Zrobienie projektu w połowę darowanego czasu, dowodzi dużych możliwości twórczych. Dostanie kolejnego projektu jest dowodem wiary przełożonych. Czyli same plusy. Poznanie nowego Pana, to szansa na szczęście nie tylko w czasie kwitnienia jabłoni. Każdemu człowiekowi może się zdarzyć utrata pracy, mieszkania, partnera, ale uwielbiam ludzi, którzy mimo tych kataklizmów potrafią się podnieść. Bardzo, ale to bardzo trzymam kciuki za Twoją dobra passę i udane życie. Wielkie wyrazy uznania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Jakoś dałam radę, mimo, że nie czułam się w złym czasie specjalnie dzielna... Ale teraz jest ok! :)

      Usuń
  13. Zepsutym zamkom mówimy DOŚĆ :-)
    Najważniejsze, że ogarniasz i pisz, dziewczyno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę obiecać regularności, ale chcę pisać! :)

      Usuń
  14. Hah to widzę że Twoja "historia miłosna" podobna do mojej, miało być spotkanie na piwo, bo ja nikogo nie szukałam a i o nie bardzo, bo za miesiąc miał do Szwecji lecieć na bliżej nie określony czas, a tu bach - 7 lat razem :p Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  15. 3 lata temu, gdy moja starsza córa zaczęła coraz bardziej przejawiać symptomy autyzmu, ja popadałam w coraz większą rozpacz. Bałam się tej choroby i długo nie potrafiłam pogodzić się z tym, że dotknęła moje dziecko.
    Nie było dnia bez wycia (mojego wycia), ale brałam ten ból na klatę i funkcjonowałam bez zarzutu. Miałam silną motywacje... dwa kochane buziole, którym byłam potrzebna przez większość dnia.

    Terapia przyniosła efekty. Zośka rozkręca się coraz bardziej, a ja przestałam się tego bać :).

    Łatwo jest popaść w depresję, ale to chyba nie w moim stylu ;).

    Przefajnie piszesz :)!!!

    P.S. Dziękuję za odwiedziny :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję wytrwałości i niepoddawania się :) Oby nam się dalej powodziło jak tylko się da najlepiej! :)

      Usuń
  16. Życzę, żeby wszystko się ułożyło :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wyobrażam sobie, że ten Czeski to musi być ciekawa sprawa :D Nie uczyłam się, ale miałam okazję bywać w Czechach i ich język jest momentami komiczny.

    Znam to uczucie. Ta nostalgia, rezygnacja i zmęczenie. No i brak sił, żeby ruszyć dalej.

    Oby wiosna u Ciebie została na zawsze - mam na myśli tę wiosnę w sercu :) Bo na zewnątrz to ciężko. Choć gdyby się tak dało... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czeski bardzo polecam! Bardzo poprawia humor i jest w nim mnóstwo ciekawostek, których w naszym - ponoć podobnym - języku nie ma!

      Usuń
  18. Bardzo mnie zainteresował filmik, który podałaś w notce. Często miewam myśli, że mam już wszystkiego dość, więc jestem bardzo ciekawa co mówi ta Pani :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Dziewczyna wie, co mówi, bo sama przechodziła przez trudne czasy :)

      Usuń

Hej, echo odpowiada!

Pst! Jak nie masz konta Google to kliknij Nazwa/adres URL i wpisz tylko nazwę.
Tak, wiem, mnie też przestrasza to URL :)