poniedziałek, 2 października 2017

Dziś piękność twą w całej ozdobie / Widzę i opisuję

Pora wreszcie na zapowiadany cykl postów z mojego pierwszego (bo zakładam, że będą kolejne ;)) europtripu po stolicach krajów bałtyckich (po wstęp i szczegóły proszę udać się tutaj - klik!). Dziś na tapet wjeżdża Wilno!

Przed Wilnem stało wielkie wyzwanie - miałam odnośnie tego miasta bardzo duże oczekiwania, które uwidaczniały się w tym, że zdecydowałyśmy się przeznaczyć na nie najwięcej czasu - od 8:45 w sobotę do 14:15 w niedzielę (nasz plan wycieczki był naprawdę napięty :D). Wyzwanie okazało się tym większe, że po przyjeździe zastałyśmy tam umiarkowanie wycieczkową pogodę (szaroburo i deszczowo), a także... nieuczciwego hosta z couchsurfingu.

To był mój pierwszy, nieurzeczywistniony zresztą raz z couchsurfingiem. Gdy już dotarłyśmy raczej mocno niepierwszej młodości autobusem miejskim (koszt: 0,5 euro) do miejsca, gdzie powinien stać dom naszego hosta, znalezieniu go (nie bez problemów) i próbie dodzwonienia się do jego mieszkania (nie znając właściwie numeru mieszkania - o, my mądre...), zmuszone byłyśmy szukać w jednym z najbardziej turystycznych miast Europy miejsca na nocleg. Przemoczone i wkurzone wpadłyśmy do jakiegoś ekskluzywnego hotelu nieopodal, gdzie pod pretekstem sączenia nieskończenie drogiej (i dziwnej) herbaty sączyłyśmy wi-fi w poszukiwaniu noclegu. Gdy Ja bez Imienia była już bliska płaczu - moja towarzyszka M.(która została potem mianowana moją idealną towarzyszą podróży) znalazła ho(s)telik prowadzony przez Polkę (albo osobę polskiego pochodzenia) - i to niedaleko dworca autobusowego!

A oto i nasz wybawca: Hotel RunMiS. Mogę polecić - czułyśmy się w nim bezpieczne i zaopiekowane :) I jeszcze herbatkę można było sobie posączyć za darmo ;)

Po przygodach i przypływie adrenaliny lepszym niż najmocniejsza kawa, można było zacząć zwiedzanie :) 

Pierwszą z listy atrakcji (którą zawsze sporządzam przed wyjazdami - a którą chętnie się podzielę, proszę dawać znać ;)), był mural Putin-Trump (w nawiasach postaram się dodawać adres bądź zbliżony adres miejsc, o których snuję opowieść, w tym przypadku - Pylimo g. 66). Gratka dla miłośników malowania po miejskich murach w sposób bardziej ambitny niż "Cracovia pany" (to w sumie ja) i tych, którzy umieją ograć ładnie takie miejsca na zdjęciach (i to nie ja). Mural mieści się po drodze z dworca (wzdłuż torów kolejowych) do Ostrej Bramy.


A oto i Ostra Brama (Aušros Vartų g. 14)! Myślałam, że to będzie miejsce, gdzie w cudowny obraz nad bramą (bardzo pięknie zresztą wyeksponowany) wpatrywać się będą miliony turystów. Rano spotkałyśmy tam jedynie bezdomnych, a później - bo przez bramę przechodziłyśmy kilkakrotnie - głównie Polaków. Do samej kaplicy można wejść i odniosłam wrażenie, że bardzo prawdopodobne jest natknąć się tam na żarliwe modły staruszek.


W stronę Starego Miasta (Senamestis; nie wiem w ogóle, skąd tkwiło we mnie przeświadczenie, że litewski jest podobny do polskiego - tymczasem gdyby nie angielskie czy polskie wskazówki w mieście, trudno byłoby się domyślić, co jest czym...) szłyśmy uliczkami z przepięknymi budynkami wkoło, chyba wszelkich wyznań - bo można znaleźć było i kościół, i cerkiew. Rano było tam zupełnie pusto, ale wieczorem robiło się bardzo klimatycznie i krakowskorynkowo (kawiarenki, światełka itp.) ;)

Dotarłyśmy do ratusza (Didžioji g. 31), w którym znaleźć można punkt informacji turystycznej, a w nim - darmowe mapki i porady :) Następnie ruszyłyśmy by zobaczyć dwa najstarsze kościoły w Wilnie - kościół św. Mikołaja (Šv. Mikalojaus g. 4) i kościół Wniebowzięcia NMP (Trakų g. 9/1). Ten drugi wywarł na mnie ogromne wrażenie. Był niemal surowy w środku - dywany leżały na kamiennych posadzkach, a wszystko wyglądało tak, że ktoś powinien powiesić na drzwiach kartkę "Uwaga, grozi zawaleniem". Niemniej jednak - bardzo polecam zajrzeć. Drugie zdjęcie - z drogi do wspomnianych kościołów.



Coraz bardziej zagłębiałyśmy się w Stare Miasto, które ponoć jest największe w Europie i 3 razy większe od krakowskiego. Przeszłyśmy ulicami Dominikonų i Šv. Jono (gdzie na ścianie budynku biblioteki informuje się przechodzących, że tam właśnie wydrukowano po raz pierwszy Ballady i romance Mickiewicza), obok Uniwersytetu Wileńskiego (Universiteto g. 3) z okazałym dziedzińcem. 

Przechodząc przez reprezentacyjną ulicę Zamkową, dotarłyśmy do Muzeum Bursztynu (Šv. Mykolo g. 8). Zwiedzanie tego miejsca jest darmowe, choć zostałyśmy poproszone o kupienie pocztówki za jakieś drobne pieniążki - moja służy mi teraz jako zakładka do książek ;) Uważam, że to miejsce warte odwiedzenia. Zwłaszcza, że poza okazami bursztynów - w tym tych najciekawszych z zastygniętymi w środku owadami - można tam zobaczyć odkryte ślady średniowiecza w podziemiach i posłuchać opowieści o tym miejscu. 



Obowiązkowym punktem moich wycieczek do stolic jest zobaczenie Pałacu Prezydenckiego (S. Daukanto a. 3). Tak też się stało i tym razem. Po przejściu przez bramki wpaść można do pani prezydent Litwy na ogrody. Miejsce także atrakcyjne dla kociarzy i kociar (jeżeli na miejsce związane z Polską mówi się poloniki, to nazwijmy to miejsce kotonikami ;) - to nie ostatnie takie miejsce w trakcie naszego eurotripu!)


Wreszcie dotarłyśmy na przepiękny plac z Bazyliką archikatedralną (Šventaragio g.) z pomnikiem księcia Giedymina wskazującego miejsce, gdzie miało być wybudowane Wilno. Niestety, postanowiłyśmy zajrzeć do środka dopiero następnego dnia, a że była to niedziela - trafiłyśmy na nabożeństwo, więc dogłębne zwiedzanie się nie udało. Niemniej jednak bazylika prezentuje się zachwycająco - nawet, a może przede wszystkim, w trakcie tak groźnej pogody, jaką zastałyśmy wtedy. Nieopodal znajduje się Pałac Wielkich Książąt Litewskich (Katedros a. 4), również w eleganckiej bieli :)



Z tego przepięknego placu podreptałyśmy na ponoć jedną z najdroższych ulic świata - Aleję Giedymina (Gedimino pr.). To ciekawe, bo w okolicach tej właśnie ulicy znajduje się bardzo fajna i kolejna darmowa atrakcja Wilna - Muzeum Pieniądza (Totorių g. 2/8). Jako, że i ja, i towarzysząca mi M. jesteśmy fankami ekonomii (i mamy na to papier) - nie mogłyśmy nie zajrzeć do tego miejsca. I moim zdaniem - bardzo warto! Nawet jak ktoś się nie interesuje pieniądzem (a kto się nie interesuje? :D). Muzeum jest bardzo interaktywne. Warto choćby pójść dowiedzieć się, ile byłoby się wartym, gdyby się było ze złota oraz zobaczyć piramidę z monet. I wydrukować swoją podobiznę na banknocie ;)



Przy Alei Giedymina mieści się także Muzeum Ofiar Ludobójstwa (Aukų g. 2A). Generalnie w każdym ze zwiedzanych przez nas miast naszego eurotripu takiego typu muzeum się znajduje - zwykle w byłych budynkach KGB. Zdecydowałyśmy się sprawdzić jedno z nich - właśnie w Wilnie. Muszę przyznać, że zrobiło na mnie wrażenie. Surowe pomieszczenia, historie poszkodowanych przez reżim, wizualizacje. Jeśli doda się do tego skrzypiące podłogi i drzwi (miałam ochotę zakrzyczeć do fotografujących Japońców by przestali otwierać drzwi, bo mnie to przeraża - autentycznie...) - można się naprawdę wczuć w klimat. Świadczy o tym fakt, że ja nie zrobiłam tam żadnego zdjęcia. Wstęp: 4 euro.

Na dalsze zwiedzanie pora się było posilić. Wróciłyśmy na wspomnianą wcześniej reprezentacyjną, urokliwą ulicę Zamkową (Pilies g.) - coś jak odpowiednik krakowskiej Floriańskiej. Po drodze zahaczyłyśmy jeszcze o Brzuch Pomyślności (Vilniaus g. 12), którego pogłaskanie ma zapewnić, że zostanę milionerką ;) 

Znalazłyśmy w internecie jakąś polecaną knajpkę, która chyba była naprawdę dobra, bo cudem udało nam się dostać stolik, a gdy wychodziłyśmy - stała przed nią kolejka (oczywiście głównie Polaków - nigdy nie obgadujcie po polsku z Wilnie...). Chyba to była ta knajpka - Forto dvaras - a spróbowałyśmy regionalnych cepelinów i piwa.

 

Z ulicy Zamkowej pięknie widać jedną z wizytówek miasta - Basztę Giedymina (Arsenalo g. 5), która jako jedyna została się po pożarze zamku. Porządnie posilone wdrapałyśmy się na wzgórze, skąd po raz pierwszy (bo nie ostatni) można podziwiać panoramę Wilna. W oddali widoczny wśród drzew był także kolejny nasz cel - Góra Trzykrzyska. Zdjęcie samej baszty pochodzi z niedzieli, gdy pogoda zaczęła się do nas uśmiechać :)

 

Spacer na Górę Trzykrzyską (Kalnų parkas) z Baszty Giedymina odbywa się urokliwym parkiem nad rzeką. Bardzo relaksująca wyprawa - mimo, że w pewnym momencie już pod górę ;) Trzy majestatyczne krzyże górują nad miastem - i wydaje mi się, że znów pięknie prezentują się na tle naburmuszonego nieba. W dole - kolejna panorama miasta, z której tym razem można wypatrywać Baszty Giedymina.


Naszym kolejnym cele było położone - jak sama nazwa wskazuje - za rzeką Zarzecze (Užupis) Opisywana jako słynna republika artystów z własną konstytucją, prezydentem, hymnem i biskupem okrutnie nas rozczarowała. Albo już delikatnie zmęczone - nie umiałyśmy odkryć jej uroków (i nie znalazłyśmy wywieszonej ponoć na jednej z uliczek wspomnianej konstytucji ów państwa w państwie). Wróciłyśmy spacerem wzdłuż rzeki do naszego uroczego hoteliku.



Następnego dnia "dooglądałyśmy" to, co umknęło nam pierwszego dnia. M. bardzo zależało na zobaczeniu kościoła św. Anny (Maironio g. 8-1), który ponoć był ukochanym kościołem Napoleona (obok kościoła - pomnik wieszcza Adama Mickiewicza). Ja chciałam kuknąć choć na chwilę do wnętrza archikatedry.


Przypadkiem natrafiłyśmy jeszcze na artystyczną uliczkę Literacką (Literatų g.).


Pobyt w Wilnie zakończyłyśmy zakupami - w tym jedzeniowymi ;) Kupiłam ser Džiugas (nazywany litewskim parmezanem ;)) oraz czekolady Karuna i Pergale. Skusiłyśmy się także na sprzedawane na bazarku grubachne skarpeciochy ;)

Moja wrażenia z pobytu w Wilnie? Bardzo dużo do zobaczenia. Mnóstwo Polaków. Dobre jedzonko. Naprawdę urokliwe budynki, uliczki i świątynie. Dwa miejsca w samym mieście zapewniające piękną panoramę. Przystępne ceny. Możliwość przejścia miasteczka na nóżkach - łatwiej się zachwycić :) Myślałam jednak, że podobać mi się będzie bardziej. Zasmuciło mnie to, jak wiele miejsc było brudnych i zaniedbanych, a graffiti to jakaś plaga. Niemniej jednak będę musiała wrócić - by porządnie zwiedzić archikatedrę ;)

Zostawiam link do mapy z zaznaczony miejscami, które odwiedziłam - może komuś się przyda :) - klik!

Link do wstępu o bałtyckim eurotripie: klik!

Happy End

Pisałam ten post w tych grubachnych litewskich skarpeciochach :D






26 komentarzy:

  1. Tego jest TYLE! Rany, rzeczywiście miałyście napięty grafik.
    Z tym hostelem rzeczywiście Wam się udało, sprytna towarzyszka :)
    Kościół z dywanami zapowiadał się ciekawie, wstawiaj śmiało więcej zdjęć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postarałam się w kolejnym poście pochwalić się większą liczbą zdjęć, ale przzynaję - kiepski ze mnie fotograf :)

      Usuń
  2. Wilno? No marzę :) Mam nadzieję, że się uda, nie za 5 lat, ale już całkiem niedługo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W Wilnie mam sporą rodzinę, zakochałam się w tym mieście. Przepiękne jest, trochę Lublin mi przypominało :) Najlepsze zeppeliny robi moja ciocia Tecia, bajka :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle atrakcji w tak krótkim czasie? Podziwiam!
    Naprawdę jest co zwiedzać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc to sama byłam zaskoczona, że tyle udało nam się zobaczyć - i to mimo nieoczekiwanych problemów z noclegiem.

      Usuń
  5. O kurczę, Muzeum Pieniądza to coś dla mnie - przez moją dawną pracę liczarza mam zboczenie zawodowe jeśli chodzi o pieniądze. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa wycieczka! Sporo atrakcji zobaczyłyśmy, dobra organizacja :) Kościoły średnio lubie zwiedzać, ale zdjęcia masz bardzo ładne :)
    Muzeum Pieniądza i Muzeum Ofiar Ludowbójstwa chętnie bym sama zwie3dziła.
    W ogóle oglądając zdjęcia w poście mam ochotę na wycieczke do Wilna :)

    Polacy sa wszędzie :D:D:D ja będąc na Sycylii spotkałam wielką wycieczkę Polaków :P

    Sporo, sporo... ale udało się ! W sumie na początku stawiałam na 13ście, ale przeciągnęło się z paroma książkami ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Organizacja była perfekcyjna - że tak napiszę nieśmiało, ale to była tylko w połowie moja zasługa ;)

      Usuń
  7. Program faktycznie napięty, ale tak lubię, na maksa!
    Ciekawe czy ta czekolada dobra, bo rosyjskie nie bardzo mi kiedyś smakowały...
    Cepelinów chętnie bym spróbowała :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłem jakiś czas temu Wilnie, na wycieczce zorganizowanej i wydaje mi się, że widziałem może ze 20% tego co widziałaś ze swoją kumpelą. Nieźle wszystko opisałaś, aż się chce tam wrócić. :)

    Czyli, że tak bardzo marudzisz, że trudno Cię przebić. No nieźle. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Zjadłabym cepelinów Dobrze to wygląda :D ogólnie to chciałabym tam pojechać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniała wycieczka !!! Widać, że Wilno to ładne miasto. Pozazdrościć takiej dziewczyńskiej wyprawy. Nic nie piszesz o tym, czy tam jest bezpiecznie, ale myślę, że raczej tak - skoro nie ma tematu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czułyśmy się dość bezpiecznie, ale też nie zapuszczałyśmy się w jakieś podejrzane rejony ;)

      Usuń
  11. Super wyprawa :) Marzy mi się Wilno :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Byłem w wilnie jakis czas temu i miejsce magiczne, ludzie bardzo miłe.

    OdpowiedzUsuń