piątek, 11 sierpnia 2017

Z radiem na uszach i wartości swej / W pełni świadomy - świadomy, że hej!

Jak wspominałam już tu i tam, szukam nowego źródła funduszy na chleb i ciastka.

Ta zabawa w berka mojego konta bankowego z kontem bankowym mojego wymarzonego chlebodawcy trwa już dwa miesiące (z kawałkiem). W tym czasie zapytano mnie we wszystkich językach, jakie znam, jak sobie radzę w sytuacji stresu, multitaskingu, wrednego współpracownika i tsunami. Zostawiłam swoje odciski palców na niejednej klawiaturze, rozwiązując excelowskie szarady i wybierając wordowskie czcionki. Na każdej z rozmów pożaliłam się na życzenie, jak to mój ostatni chlebodawca musiał zrezygnować z takiego przodownika pracy jak ja z powodu problemów finansowych. Ot, taka rekrutacja.

W sumie mam czas, więc chciałabym się podzielić ciekawostkami z życia niestrudzonego poszukiwacza skarbu - tj. nowej superpracy (czuję się jak Indiana Jones w ołówkowej spódnicy w miejskiej dżungli!).

Najdziwniejsza rozmowa kwalifikacyjna, jaką miałam (do tej pory -.-), pozwoliła mi odczuć na własnym tyłku różnicę między sektorem publicznym i sektorem prywatnym. Jak wspomniałam, na wszystkich rozmowach we wszystkich firmach (przedsiębiorstwach! - kto zna różnicę?) samozwańczy mistrzowie HR nie mają litości w sprawdzaniu każdego mojego punktu w CV (kiedyś ktoś nawet zapytał mnie o moje zainteresowanie innymi kulturami - a ja się zapędziłam w odpowiedzi aż do wyznania, że chce pojechać kiedyś koleją transsyberyjską). Tymczasem w pewnej instytucji publicznej rozmowa kwalifikacyjna zaczęła się o 8:00 i zakończyła o 8:06. W tym krótkim czasie zapytano mnie jedynie o moje oczekiwania finansowe. Odpowiedziano o trudach i etosie pracy bezpośrednio dla dobra państwa i zapytano, czy chciałabym kiedyś przyjść na rozmowę z prezesem. Całej instytucji (ok, szło o szpital, to nie był ani sąd, gdzie może być prezes ani inna organizacja, gdzie prezes, a zwłaszcza Ten Prezes, urzęduje). Widocznie inteligencją aż biję po oczach, a spojrzenie na moje dłonie pozwala odgadnąć, że Excel to aż pali mi się pod palcami.

Innym razem pan na rozmowie zrobił mi test wiedzy o świecie, zadając nie kilka, a kilkanaście pytań typu: co jest walutą Indii?, ile państw jest w Unii Europejskiej?, proszę wymienić 3 Emiraty Arabskie, jak się nazywa prezydent Czech?, ile leci samolot z Warszawy do Nowego Yorku? (wtf...), czy kupując coś w Szwajcarii zapłacimy cło? Na koniec pan skonkludował, że mam trudne do nadrobienia braki w wiedzy o świecie, łatwiejsze do nadrobienia, choć ma wątpliwości, czy w krótkim czasie w wiedzy merytorycznej, no i w sumie niewiadomo, czy poradzę sobie z pisaniem długich raportów (co z tego, że tworzyła prezentacje zawierające po 200 slajdów -.-). Pan zaproponował umowę o dzieło na wstęp, by sprawdzić, czy w ogóle UDŹWIGNĘ pracę, jaką mi proponuje. Ja stwierdziłam, że w sumie to nie udźwignę pracy z kimś, kto oczekuje gotowego materiału na pracownika i nie zostawia przestrzeni dla jego rozwoju i nauki. I nie zauważa czegoś, co ja - jako wytrawny konsultant! - na wstępie zdiagnozowałam jako element zagrażający sukcesowi jego przedsiębiorstwa. Pan rzekł, że ma zamiar zatrudnić w tym roku z 5 osób. A zespół ma jakieś naście osób. Coś mi tu śmierdzi duża rotacją - nie bez powodu zapewne...

Oczywiście na wspomnianej rozmowie musiałam strzelić swoją gafę, wiadomo, odpowiadając, że walutą Indii jest drahma. A to dawna waluta Grecji xD Na moją obronę mój znajomy, zapytany przeze mnie wyrywkowo, czym jest drahma według niego, bez wahania odpowiedział: "waluta Indii!" xD

Ostatnio byłam na rozmowie, gdzie sprawdzał mnie cały potencjalny przyszły zespół. Jakieś 7 osób. I ja. Która strzeliła sobie w stopę na koniec, mówiąc na informacje o firmowych turniejach piłkarzyków, że ja jestem beznadziejna w piłkarzyki. I po co te pieniądze wydane na kurs rosyjskiego - trzeba było uczyć się gier biurowych!

Wczoraj dostałam zaproszenie na kolejną rozmowę. Zgodnie ze zwyczajami rekrutacji, dostałam po niej maila z datą spotkania, godziną, wskazówkami dojazdu, blablabla, podpisane przez panią, której nazwisko wywołało u mnie: "Ej, Siostra, patrz, jakie dziwne nazwisko!". Bo pierwsze nazwisko naszej prezydentowej to przy tym pikuś. Chichy się skończyły, gdy doczytałem maila lepiej i na końcu zdanie, które brzmi jak absurdalny żart: "W recepcji proszę się powołać na moje nazwisko"...... To chyba pierwszy etap rekrutacji :D

Dwa razy otarłam się o umowę o pracę.

Raz, gdy po wielu etapach rekrutacji, naprawdę wielu i feedbacku, jakie to mam ponadprzeciętne zdolności analityczne, jak pięknie napisałam tekst po angielsku i rozwaliłam zadanie w Excelu, belgijska menadżerka po rozmowie ze mną stwierdziła, że mój sprawdzany wcześniej 3 razy poziom angielskiego jest zbyt niski. I co z tego, że angielski nadrabia się szybciej w międzynarodowym środowisku niż umiejętności ujarzmiania Excela...

Innym razem pół dnia spędziłam na realizowaniu szalenie ciekawego zadania rekrutacyjnego, będącego przedostatnim - bo przed rozmową z tym razem czeskim menadżerem - etapem rekrutacji, by dzień przed rozmową otrzymać maila, że rekrutacja z przyczyn organizacyjnych zostaje zawieszona...

Sporo doświadczeń. Odwiedziłam krakowski Mordor, gdzie pomiędzy korpoklatkami biegają informatycy (z daleka poznać można informatyka :)). Rozwaliłam sobie rajstopy dopiero co siadając do rozmowy - zgodnie z zasadą, że żywotność rajstop to maksymalnie 15 minut. Wyjechałam nawet na drugą strefę biletową Królewskiego Miasta. I byłam w urzędzie pracy!

To był prawdziwy urząd! Ludzie siedzący w kolejce na pastelowych krzesełkach. Przerwa śniadaniowa między 10:15 a 10:45 (pół godziny!),  na którą idą panie ze wszystkich 3 stanowisk obsługujących jednocześnie - co jest zupełnie uzasadnione, bo smutno samemu pić kawę przecież. I te rozżalone głosy umęczonych służebnic systemu państwowego na korytarzach: "Agnisiu, mnie to już TAK boli gardło od tej klimatyzacji...".

Uch!

Na ten moment, nadal jestem na bezpłatnym urlopie. Kto ma wolne ręce - niech trzyma kciuki!

Happy End

Jak ktoś szuka miejsca, gdzie nie ma burzy, to na Podkarpaciu jeszcze nie ma!

29 komentarzy:

  1. Niektóre pytania po prostu powalają z nóg.. Ja słyszałam o "Dlaczego pingwiny nie latają?"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co?... Czyli gorsze może być jeszcze przede mną?...

      Usuń
  2. Trzymam palce, nawet u nóg!
    A tak w ogóle spisuj te swoje wrażenia i przemyślenia i wydaj drukiem, sama przeczytałabym chętnie, z twoim stylem i poczuciem humoru extra lektura będzie, kupię na pewno :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może ja nie będę szukać pracy i wezmę się za pisanie!

      Usuń
  3. rozmowy kwalifikacyjne... ach, czasem bywają naprawdę specyficzne (tak łagodnie to ujmując) trzymam kciuki- na pewno coś w końcu znajdziesz! ;)
    czy Ty jesteś z Podkarpacia? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pochodzę z Podkarpacia, mieszkam w Krakowie :)

      Usuń
    2. ach, a ja tu na podkarpaciu zapuściłam korzenie i trudno mi wyemigrować :D

      Usuń
  4. z tymi rozmowami to naprawdę ciekawie..jak widać temat rzeka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie... I oby nie neverending story!

      Usuń
  5. Mnie kiedyś w pewnej korporacji po dośc długim procesie rekrutacyjnym powiedzieli że jestem dla nich za dobra,bo oni potrzebują normalnego, a nie wybitmego... błahahahahaha.... a potem dodali, że za słaby angielski mam:):):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o sytuacji, gdy kobieta ukrywała część swojego doświadczenia w CV żeby nie wypaść na lepszą od potencjalnego szefa. Widocznie to nie takie rzadkie.

      Usuń
  6. Jezu jak sobie przypomne te wszystkie rozmowy kwalifikacyjne to naprawde moznaby napisac o nich niezla ksiazke albo satyre

    OdpowiedzUsuń
  7. W sytuacji stresu można się pomylić przy względnie prostych pytaniach. A to z czasem lotu do Nowego Jorku zadziwiające, po co w pracy komuś taka wiedza?

    Ja nie znoszę burz. Ale bardziej nie znoszę upału, więc z chęcią bym jakąś przyjął. :) Może nie z uśmiechem i wielką radością ale zawsze.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po co zatem ktoś mnie pyta, jak radze sobie w sytuacji stresu, skoro ma przed sobą relację na żywo?...

      Usuń
  8. Faktycznie pytania na rozmowie kwalifikacyjnej niczym z kosmosu, ale maja pomysły.

    Uwielbiam burzę, ale u mnie w Szkocji niestety ich nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba znalazłam kraj dla siebie! Tylko klimat Wysp mi nie odpowiada do końca :/

      Usuń
  9. ach rozmowy o pracę... bajka. najlepsze dla mnie pytanie czemu pani szuka pracy hahaha.

    OdpowiedzUsuń
  10. Podpisuję się pod poprzedniczką - dla mnie najlepsze są pytania "dlaczego pani szuka pracy" i "dlaczego chciałaby pani u nas pracować". Kiedyś na pytanie kiepsko wyrażającego się potencjalnego pracodawcy (który już zdążył mnie zdenerwować) jaką książkę według mnie każdy powinien przeczytać odpowiedziałam, że słownik języka polskiego. I Ty się martwisz walutą Indii! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiego pytania jeszcze nie miałam. Po raz kolejny napiszę - czyli jednak najgorsze może być przede mną...

      Usuń
  11. Lubię tytułową piosenkę, aż sobie zanuciłam :)
    Gratuluję wytrwałości i dystansu do sytuacji. Co przejdziesz, to Twoje. Powodzenia, w końcu musi się udać!
    Odnośnie nazwiska, od razu mi się skojarzyło:

    https://www.youtube.com/watch?v=t-fcrn1Edik

    OdpowiedzUsuń
  12. Te rozmowy, najgorszy etap i tak każdy na nich kłamie, dopiero później wychodzi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie mam chyba z tym problem, że nie umiem kłamać :D

      Usuń
  13. Trzymam kciuki! Na pewno coś znajdziesz :) A rozmowy kwalifikacyjne bywają tak głupie, że szok. I tak zawsze mówi się wszystko to samo żeby wypaść jak najlepiej.. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, na pewno coś znajdę :) Byle coś sensownego :)

      Usuń
  14. Byłam w tym roku na kilku rozmowach kwalifikacyjnych - szczerze mówiąc po pierwszej minął mi cały stres, jaki mogłabym kumulować względem tego tematu :D
    Najbardziej zszokowana byłam kiedy jeden z potencjalnych pracodawców pytał o rodzinę. Absolutnie nie spodziewałam się takich pytań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich pytań chyba nawet nie wolno zadawać. Nie zdecydowałabym się chyba na pracę u kogoś, kto pyta o takie rzeczy.

      Usuń