Obsługiwane przez usługę Blogger.

Wtedy chętnie słucha człowiek morskich opowieści - cz. II

przez - sierpnia 14, 2017

Postanowiłam dokończyć moją morską opowieść, którą zaczęłam... prawie półtora roku temu (klik!) A która właściwie wydarzyła się dwa lata temu. I która już mocna jest zdezaktualizowana, bo towarzysz wycieczki nie jest już moim towarzyszem. Ale z tego co się orientuję, Polska ma nadal dostęp do Bałtyku, a zamku w Malborku nikt jeszcze nie odbił ani nie przerobił na hotel, więc właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by opowieść płynęła dalej :)

Zakończyłam właściwie na wstępie, bo opowiedziałam jedynie o stolicy Pomorza - Gdańsku. A właściwie to przepiękne miasto było dla nas także bazą wypadową w inne miejsca.

Zapowiedziałam przed wyjazdem - ok, pojadę nad polskie morze, gdzie jest nudno (o, głupia ja...), żeby już mieć odhaczone zobaczenie jakiegokolwiek morza (w wieku 24 lat!), ale chcę w zamian dostać zamek!

Malbork

Zamek w Malborku. Pojechaliśmy pociągiem - Regio, więc za grosze. Zamek ogromny, w mieście trudno go i się zgubić, miasto całkiem urokliwe - pamiętam deptak, na którym za pomnikiem króla Kazimierza Jagiellończyka na koniu rozłożyły się urokliwe stragany w stylu takim, że szukać by można handlującego kątem Stanisława Wokulskiego.

W poprzednim wcieleniu musiałam być księżniczką, skoro tak mnie ciągnie do zamków i pałaców. I ten w Malborku moim zdaniem ma sporo do zaoferowania - nie tylko potencjalnemu mieszkańcowi (taki metraż!), ale i turystom. Warto moim zdaniem szarpnąć się na bilet i pochodzić po komnatach. Zdecydowaliśmy się na audioprzewodnik - nie ograniczał nas timing przewodnika, a wszystko, co nas interesowało, można było zgłębiać do woli.


Zamek wprowadza naprawdę w doniosły, mroczny, średniowieczny klimat. Zwłaszcza przejście długim korytarzem do oddalonej wieży, która... pełniła funkcję kibelka.


A na dziedzińcu spotkałam przyjaciółkę - panią Kozę. A kozy są prześmieszne i mają osobowość! Ktoś wie, czy jeszcze tam mieszka? I czy można jeszcze odwiedzić?


Pytam, bo ze względu na prace konserwatorskie, część zamku była wyłączona ze zwiedzania i właściwie - chętnie bym tam powróciła. Jeśli remont już zakończony. Ktoś też się orientuje może?

Elbląg

Jako, że ja miałam życzenie odnośnie wyprawy nad polskie morze, tak i towarzyszący mi Pan M. w ramach równouprawnienia też miał. Jego było przejechać się... statkiem po trawie.

Takie atrakcje - w Elblągu, do którego wyjechaliśmy o jakiejś nieprzystojnej porze autobusem... PKS Tarnobrzeg. Jeśli ktoś nie zaczaił, po cóż ten budujący napięcie wielokropek nadmienię, że Tarnobrzeg leży na Podkarpaciu, jakąś godzinę drogi od mojej rodzinnej wioski Hen-Hen. A skorzystałam z usług transportowych tego miasta na drugim krańcu Polski :)

Rejs statkiem po trawie to trwające prawie 5 h przepłynięcie z Elbląga do Buczyńca takim wyjątkowym statkiem, który między warmińskimi kanałami (czy tam odcinkami kanałów) przeciągany jest po trawie na specjalnych pochylniach.


Statek płynie przez bogate przyrodniczo tereny - wkoło są trawy, pola, ptaki i woda. Moim ulubionym momentem było przeprawienie się przez jezioro, na którym pływały nenufary.


Jak wspomniałam - rejs trwa długo. Jest nieprzyzwoicie drogi (ponad 100 zł). Przeprawia się człowieków wprawdzie przez piękne, nieskażone ręką człowieka tereny, ale po czasie zachwycanie i natychanie się wartościami przyrodniczymi robi się trochę nudne. Przyznaję, że ja umiarkowanie polecam.

Sopot

Po eskapadach w inne części województwa, a nawet poza nie, przyszedł czas na bliższe spotkanie z pozostałymi dwiema nogami Trójmiasta.

Sopot nie rzucił mnie na kolana. Pamiętam z tego miasteczka jarmarcznokomercyjny deptak prowadzący do chyba jedynej atrakcji - mola oraz wspaniale symetryczny hotel z fontanną. Właściwie to miasto zaspokoiło w wielu wymiarach moją niewytłumaczalną potrzebę symetrii. Molo ok, choć właściwie molo w innym miejscu w Trójmieście (już teraz nie pamiętam gdzie, mógł to być Gdańsk...) podobało mi się nawet bardziej. Ale odhaczyłam - moje zwiedzanie Trójmiasta nie było więc kulawe!


Gdynia

A potem poznałam moje chyba ulubione miasto z tej całej trójcy świętej - Gdynię. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego, ale to miasto urzekło mnie bardzo bardzo. I nie wiem, dlaczego potraktowało mnie tak okrutnie, bo akurat tam zepsuła się pogoda...

Wizytę w Gdyni zaczęliśmy od Centrum Nauki EXPERYMENT, które miało być bratem nieodwiedzonego jeszcze przeze mnie warszawskiego Centrum Nauki Kopernik. Myślę, że miejsce rzeczywiście ciekawe, jednak mam stamtąd raczej średnie wspomnienia i poczucie niewykorzystanego potencjału. Owszem, eksponaty ciekawe, ale były też takie, które nie działały i nikt nie dopilnował, by je naprawić. A po drugie - MILION dzieciorów! Mnóstwo. Krzyczących, rozpychających się i niespecjalnie grzecznych. A nade wszystko - nieupilnowanych. A dorosłemu człowiekowi nie przystało bić się o jakieś stanowisko do eksperymentu z dzieciakiem. Ja bez Imienia było smutno, że nie mogła wykorzystać do końca potencjału miejsca...

W Gdyni obejrzeliśmy poza tym nabrzeże, gdzie stały statki - słynne Dar Pomorza i ORP Błyskawica. Lubię statki!

Zdecydowaliśmy się zażyć trochę morza i wybraliśmy się na bardzo ciekawy rejs po porcie gdyńskim, gdzie można było zobaczyć statki, żurawie, kontenerowce, statki marynarki wojennej. Nie umiem teraz znaleźć ofert tych rejsów w Internetach - my sami zdecydowaliśmy się na niego spontanicznie, słysząc ofertę na brzegu. Kosztował jakieś naście złotych, ale myślę, że zdecydowanie warto!


I jak na złość, gdy schodziliśmy z pokładu, przyszedł okropny deszcz... Gdy my byliśmy ubrani najbardziej lekko jak dotychczas, a ja nawet miałam kapelusz i gdy planowaliśmy zobaczyć jeszcze ORP Błyskawica.

Gdynio, zmusiłaś mnie tym deszczem do odwiedzenia Cię jeszcze raz!

Tak też spędziliśmy pierwsze cztery dni naszego morskiego urlopu, stacjonując w Gdańsku. Potem przyszły przenosiny, ale o tym już w kolejnym poście :) Oby szybciej niż za rok!

A to jeszcze raz link do części I: klik!
I link do części III: klik!

Happy End

Ciekawostka! Panu M. tak bardzo spodobało się morze, że przeniósł się w tym roku do Gdańska! Ze swoją nową towarzyszką.

Może Ci się spodobać

25 komentarze

  1. Z wymienionych miejsc widziałam tylko Sopot. Lecę do pierwszej części:)
    Malbork wygląda bardzo zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam i do pierwszej, i o trzeciej - zamykającej - części :)

      Usuń
  2. Z opisanych przez Ciebie miejsc nie znam Elbląga.
    Dobrze, że pojechaliście pociągiem, bo można majątek zapłacić za parking, ale zamek w Malborku robi wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elbląg sam w sobie nie jest zachwycający. Chyba, że się nie zagłębiłam może wystarczająco...

      Usuń
  3. Byłam w Trójmieście kilka razy... zimą. I za każdym razem, nocując w Gdyni słyszałam, że to najbrzysze miasto z całej trójki. Ale też się z tym nie zgadzam i uważam, że Gdynia ma w sobie ten klimat... A molo w Sopocie piękne, ale pod warunkiem, że nie ma na nim za dużo turystów. Ludzie psują klimat wyjątkowych miejsc :)
    A co do zamku w Malborku - nie byłam, ale pecha z renowacją mam w każdym miejscu, które chcę zobaczyć. Moja pamiętna wycieczka do Berlina kilka lat temu skończyła się na oglądaniu wszystkiego z zewnątrz, bo remontowali nagle pół miasta. Losie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ktoś tak jak ja trzyma sztamę z Gdynią! :)

      Usuń
  4. Nie znam żadnej miejscowości - tzn. nie znam osobiście, bo wiem gdzie leżą;p Zachecasz do ich odwiedzenia:) Może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię odwiedzać takie miejsca, gdzie jest co oglądać i co robić. :)

    To fakt, bulwary w stolicy jak do tej pory były właściwie tylko marzeniem. :D A z mniej chwalebnych rzeczy mamy tunel wzdłuż Wisły, niby dziś przeczytałem w Sieci czemu tak jest, jednak nadal mnie to nie przekonało.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie miejsca staram się właśnie wybierać - by nie tylko mieć możliwość leżeć plackiem, ale i pochodzić i pooglądać :)

      Usuń
  6. Przepiękne miejsca :) Najbardziej lubię Gdynię (a raczej całe Trójmiasto) :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też byłam w Malborku i bardzo mi się podobało, ale kozy chyba nie widziałam :D Lubię kozy i również uważam je za zabawne. Bardzo ładne zdjęcia! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie byłam w Malborku, ale za to Sopot bardzo mi się podobał :D

    Super zdjęcia, planujesz następne wycieczki? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tego czasu już odwiedziłam sporo miejsc - mam zamiar napisać kilka podobnych relacji na blogu :)

      Usuń
  9. nigdy tam nie byłam i chciałabym pojechać kiedy, a o Panu M zapomnij zamknij go jak rozdział w książce i nie wracaj do niego bo i po co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musisz koniecznie sie wybrać:) może na See Blogers w przyszłym roku:)

      Usuń
    2. Naprawdę polecam pojechać, warto!

      Usuń
  10. Zazdroszczę, bo morze kocham i bez problemu przedkładam nad góry :) Każda kobieta jest w głębi serca księżniczką, więc zamki zapierają nam dech w piersiach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie umiem przedłożyć gór nad morze. Mam problem z określeniem, co mi się bardziej podoba ;)

      Usuń
  11. ahhhh marzy mi sie popłynąć z Gdyni na Hel i spędzić tam kilka dni... po za sezonem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Hel niestety nie dotarłam! Mam jeszcze rzeczy do nadrobienia nad Bałtykiem :)

      Usuń

Hej, echo odpowiada!

Pst! Jak nie masz konta Google to kliknij Nazwa/adres URL i wpisz tylko nazwę.
Tak, wiem, mnie też przestrasza to URL :)