czwartek, 10 sierpnia 2017

Jesteśmy wolni / Możemy iść

8. sierpnia zarządziłam zakończenie mojego One-year-long Happiness Embargo.

To nie pierwszy "koniec", "the end", "конец" - wcześniej w sylwestra deklarowałam wszem i wobec kończenie - jak to pożyczyłam od samej królowej Elżbiety - "annus horriblis". Ale właśnie dwa dni temu minął dokładnie rok odkąd Pan M. zebrał swoje układane w kostkę koszulki, swoje garnki do gotowania na parze i swoją pedantyczność i postanowił być niedojrzały gdzie indziej. A rok to chyba ten przepisowy czas na żałobę - potem już wypada chodzić w kolorowych szmatkach.

Zaplanowałam sobie zatem wskoczenie w kolorowe szmatki właśnie we wtorek. Dobrze się złożyło, bo akurat ostatnio ciepły powiew nadziei nadął moje pozszywane z gałganków żagle. Coś jest chyba w tym przepisowym roku żałoby!

Trochę się przestraszyłam rano... Bo obudziłam się po jakimś retrospektywnym śnie z postaciami z brodami lub bez, w humorze nieprzystającym do manifestowania przełomu życiowego. A wszak rewolucji się nie planuje. I trudno mi wypchnąć z głowy to zestawienie - bo mam umysł analityczny - jak ten 8. sierpnia wyglądał rok temu.

No ale zakończenie One-year-long Happiness Embargo nie oznacza, że teraz już w każdej minucie mego żywota będę tryskać energią, łamać z rozmachem smutki jak karate kid, a mój pot sprzedawać jako eliksir na migreny. To nieludzkie! Będę smutać i żalić czasem.

Koniec końców (nomen omen) jak na ten moment od wtorku dzieje się dobrze i dużo. Jako osoba chwilowo bezrobotna (powiedziałabym, że na przymusowym urlopie bezpłatnym o nieokreślonej długości) mogę pochwalić się całkiem długą listą czynności wykonanych w ciągu tych ostatnich dwóch dni.

Mianowicie.

Uzyskałam poczucie względnego poukładania odnośnie wieczoru panieńskiego, który zdaje się, że organizuję z 4 innymi druhnami (organizowanie czegoś bez lidera jest totalnie niezgodne z wszelkimi zasadami zarządzania projektami). Napisałam scenariusz zabaw na wspomniany wieczór panieński (nie na zasadzie w stylu Monica Geller - "Mamy się dobrze bawić za 15 minut!" tylko na zasadzie związania tych zasad w spójną całość połączoną motywem wiodącym), co dało mj poczucie tego, że nieźle u mnie z kreatywnością i może szukam pracy w niewłaściwej branży. Zrobiłam ze współlokatorką zupełnie ad hoc wieczór włoski we dwie (bo nie we dwoje), okraszony aromatyczną bruschettą (pisać to łatwiej jest niż mówić :D), szynką parmeńską za milion pieniędzy, pesto ze świeżej bazylii i winem z Biedry, tj. z Wenecji. Oddałam wcześniej wyselekcjonowane ubrania biednym ludziom. Pojechałam wydać trochę pieniędzy w IKEA, kupując mojej koleżance pluszową świnkę, odwiedzając fotel, który kiedyś zabiorę do domu i ustalając, że nie da się wyjść z tego sklepu bez świeczek. Co ciekawe - udało mi się kupić tylko te rzeczy, po które przyjechałam! (to jest heroizm XXI wieku - odpowiednik powrotu ze wszystkimi członkami z krucjaty w średniowieczu). Zorientowałam się, że nożyczki w moim pokoju są położone wreszcie w miejscu, które dla nich zaplanowałam (co sprawiło, że szukałam ich po całym pokoju, bo wydało mi się nieprawdopodobne, bym położyła je w miejscu, które dla nich przeznaczyłam). Spakowałam się w góry, łącznie z zabraniem apapu, plastrów na rany i nożyczek (czyli aktualnie nie są w ustalonym miejscu) - jestem coraz bardziej dorosła. Przygotowałam materiał, który ma uzupełnić obraz mojej skromnej osoby, jaki nakreśliłam na ostatniej rozmowę kwalifikacyjnej - i mam nadzieję, że referencje i fragmenty moich dotychczasowych analiz zmyją odczucie, że jestem wystraszoną dziewczynką, którą trochę przeraża wielkie biuro i 7 (!) rekruterów. Przyjechałam do domu.

I najbardziej mnie cieszy to, że cały ten ocean produktywności przepłynęłam nie po to, żeby się zmęczyć i nie mieć siły myśleć, wspominać i wypominać. Ale z chęcią i zapałem :) I radością :)

Happy End

Jechałam wczoraj do domu. Z moją ulubioną firmą, która ma w swoich busach Wi-Fi, klimatyzację i miłych kierowców. Tym razem w środku znalazł się także pewien wyrośnięty Sebix w koszulce patriotycznej - a sorry! - którą zdjął zaraz po wejściu do busa (!) i postanowił otworzyć dach. Jakiś przytomny szpakowaty pan zamknął dach by pozwolić działać klimatyzacji. Na co pan Sebix polazł podzielić się z innymi całym bagażem swojej racjonalności życiowej i "uratować" ludzkość zamykając ów dach, z pedagogicznym pouczeniem, że "jak komuś zimno (!) może jechać pekaesem"...

20 komentarzy:

  1. Ja myślę, że rok to stosunkowo za długo zwłaszcza po kimś niedojrzałym. Nie trzeba się zamartwiać utratą czegoś, czego się nie będzie używało. A skoro Pan nie był dojrzały to nie nadawał się do długiego używania. Tak ja postępuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocne słowa. Cóż, ja widocznie bardzo się przywiązuję ;)

      Usuń
  2. Ja tam nie przestrzegam rocznej żałoby i koniec. To tylko kolor i o niczym nie świadczy.
    Może faktycznie powinnaś zająć się organizacją kreatywnych imprez i być sobie sterem itd.
    Nie udało mi sie chyba wyjść ze sklepu tylko z tym co miałam na kartce, ewentualnie czegoś z kartki brakło, a ja miałam dwie inne siatki więcej i to wcale nie były promocje, bo na te nie jestem podatna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że mam jakiś dryg do organizowania rzeczy :) Mogłabym sobie dodatkowo takie rzeczy ogarniać ;)

      Usuń
  3. ach, powiem Ci, że roczna żałoba to bardzo długi czas. Ale czasem jest on potrzebny ;) oby teraz było już tylko lepiej ;) sporo się u Ciebie dzieje, nawet mimo braku pracy.
    A co do Sebixa- viva inteligencja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, sama jestem zaskoczona, że nie wiem w co ręce włożyć! :D

      Usuń
  4. To już rok minął? Matko jak ten czas leci... Dla mnie nie powinnaś tego traktować jako żałoby tylko uwolnienie się od kogoś kto nie był ciebie wart

    OdpowiedzUsuń
  5. Tez powiem: jak ten czas leci...pamiętam to...

    a w sklepach dostaję szaleju, i kupuję. Bo lubię:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się staram ograniczać. Choć sporo ostatnio wydałam pieniędzy...

      Usuń
  6. Po niedoszłym miałam żałobę długą równie, ale potem uczucie oczyszczenia - bezcenne!
    Powodzenia w łapaniu pozytywów, zasługujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdy potrzebuje innego czasu, ale rok to chyba dużo.
    Bardzo podoba mi się Twoja definicja osoby bezrobotnej :)
    Może rzeczywiście powinnaś zająć się zawodowo organizacją wieczorów różnych;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajmując się taką pracą chyba by mi czegoś brakowało ;)

      Usuń
  8. Wyjście ze sklepu z rzeczami jakie chciałem kupić jest dla mnie w sumie możliwe. Jednak w przypadku książek i płyt CD z muzyką czasem zostawiam gdzieś rozum i najchętniej kupiłbym pół sklepu. :D

    W przeszłości widywałem już różne nie do końca przemyślane reklamy. Jednak ta właściwie przebiła wszystko co widziałem mniej więcej przez ostatnie pół roku z tego zakresu ,,myślowego".

    Cóż z badań wynika, że coraz więcej osób w wieku od 18 do 20 paru lat popiera prawicę. To w sumie nie jest złe. Złe jest obnoszenie się ze swoim patriotyzmem na każdym kroku, te ,,patriotyczne" ubrania coraz mocniej mnie denerwują.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest smutne, że takie patriotyczne ciuchy, które często są superfajne, zostały zarezerwowane przez niezrozumiałych dla mbie obrońców ojczyzny przed, nie wiem, gejami -.-

      Usuń
  9. kochana ja po byłym od razu znalazłam jego zastępcę:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oby organizacja panieńskiego wyszła wam jak najlepiej :) w gruncie rzeczy to trudny kawałek chleba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy! Pewnie doniosę, jak nam się to udało! :)

      Usuń