Obsługiwane przez usługę Blogger.

Okrążamy, opływamy wokół świat

przez - kwietnia 02, 2016


I znów niewdzięcznie porzuciłam moje blogowe dziecko na tak długo – wyrodna ze mnie matka :(

Wróciłam by znów „uprawić” we mnie to moje zachwaszczone poletko internetowego ekshibicjonizmu oraz – na wszelki wypadek gdyby znów zasadziła się na moje życie jakaś brutalna sprężynka w łóżku – donieść, co u mnie.
Wielkanoc obeszła moje blogowe poletko obojętnym łukiem, a i blogowe poletko nie obeszło Wielkanocy. Nie godzi się, by tak zostało, bo Ja bez Imienia Boga w sercu ma, więc niechże uświęci Jego zmartwychwstanie i tutej.
Historia ze Świętami zaczęła się niespecjalnie uroczo. Ja bez Imienia, niestrudzona Sis i wrzeszcząca walizka wybrały się wspólnie w podróż na dworzec. Zatarabaniły się do tramwaju numer 24, którego rolę prawdopodobnie pełniło słynne akwarium (klik!). Jeżdżące muzeum transportu publicznego w Królewskim Mieście najpierw wyczekiwało tysiąc zmian świateł na jednym skrzyżowaniu, a potem pan motorniczy z wąsem i przekąsem oznajmił, że musimy się przesiąść do innego tramwaju, bo TEN TRAMWAJ JUŻ DALEJ NIE POJEDZIE. Tekst z gatunku: WTF??? Za zepsutym tramwajem już żaden tramwaj nie pojedzie…
Bez, Sis i wrzeszcząca walizka ruszyły pędem przesiadać się na autobus. Potem na drugi. W drugim na gapowiczów nastroszyła się tzw. Kontrol. Bez jak gdyby nigdy nic podała bilet. I wtedy wyszło na jaw, że Ja bez Imienia nie umie już liczyć bez Excela. A 20 minut od skasowania biletu skończyło się 7 minut temu. I Bez, i Sis jęły z początku uparcie przekonywać Kontrol do swojej matematyki, ale szybko zorientowały się, że Bóg inaczej ułożył świat i istotnie – Kontrol ma rację.
Transport miejski w Królewskim Mieście okazał się dla Bez wyjątkowo drogi tego dnia.
Drogi i nieefektywny niestety także. Bo spóźniłyśmy się na autobus w kierunku wioski Hen-Hen, na który miałyśmy zamówione miejsca. Mimo, że biegłyśmy - i Bez, i Sis, i niewrzeszcząca już walizka na rękach Sis, a Kontrol gorąco nam kibicowała.
W stronę wioski Hen-Hen jechał tego dnia chwilę później jeszcze jeden autobus. Na który oczywiście wszyscy też zamawiają sobie miejsca. Bez oceniła prawdopodobieństwo zostawienia aż dwóch miejsc bez rezerwacji na bliskie zeru. I tym razem matematyka Bez okazała się być niepoprawna. Widocznie na ten autobus też ktoś się spóźnił.
Pan kierowca po dokładnych oględzinach pojazdu zawyrokował, że miejsca wolne są trzy. I przypadły dziewczynie, która stała najbliżej drzwi oraz Sis i Bez, która głośno krzyknęła: „To ja chcę!”. Para, która uplasowała się poza podium, odeszła w głąb dworca ze spuszczonymi nosami.
Wywalczyłam sobie miejsce!
Zapamiętałam to, bo zapamiętuje się rzeczy, których się nie umiało robić, a się teraz umie.
Na wszelki wypadek zaznaczam nieheheszkową część posta, która jest dla mnie ważna.
Są jednak jeszcze miejsca, gdzie nie umiem sobie wywalczyć miejsca. W których zwykle miejsca dla mnie nie było za wiele, albo było zwyczajowo ograniczone, a ja nie umiem jeszcze sobie go powiększyć tak, by było tak duże i w takim kształcie, jakie chcę. Nie umiem każdemu podejść pod nos, zaraz tam gdzie się jemu kończy (bo tam najdalej mogę dojść, dalej nie wolno, dalej jest jego poletko) i tam wbić palik swojej działeczki.
Muszę próbować robić dalej. Eskapady pod nosy dużych ludzi, których się trochę obawiam :D
OK., święcimy na blogu zaległą Wielkanoc! Wjeżdżają jajka!

Happy End
Skończył się no chocolate challenge! I… odzwyczaiłam się od słodyczy.
Wczoraj – słowo! – chodziłam uparcie po Tesco 10 minut by coś sobie słodkiego kupić i na nic nie miałam ochoty!
Moje prywatne zmartwychwstanie :D

Może Ci się spodobać

17 komentarze

  1. Wywalczenie sobie miejsca to też muszę poćwiczyć;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe masz przemyślenia.
    Mam podobne odczucia dotyczące tego naszego świata.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio zaczęłam trochę więcej myśleć - ale to chyba dobrze ;)

      Usuń
  3. a u mnie autobusy jeżdżą prawie puste, za to jest ich bardzo mało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, że puste. Choć rozumiem, dlaczego puste, skoro klientów mało #jestęekonomistę ;)

      Usuń
  4. Też kiedyś walczyłam o miejsca w autobusie PKS z Warszawy i to nie tylko dla siebie! Kierowca władcą życia i śmierci, a mamy podobno 21 wiek...
    Serio obraziłaś się na czekoladę?

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny wpis, miło się czytało :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja właśnie świeżo po wypadzie do Kraka... ale po mieście poruszałem się z babmosza... za to w Polskim Busie komplet... nie dało się jechać samemu, tyle tylko, że w takich przykrych sytuacjach zawsze mi się fajna dziewczyna dosiada, więc jest znośnie... tak było i tym razem...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że czas spędzony w Królewskim Mieście był tak miły jak podróż w miłym towarzystwie :)

      Usuń
  7. Podróże z przygodami. W sumie będzie co wspominać ;) Chociaz matematyka mogła być po Waszej stronie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, królowa nauk jest nie do przebłagania ;)

      Usuń
  8. Ja niestety najdalej podróżowałem busem do Niemiec, mam jednak nadzieje że uda mi się jeszcze cały świat okrążyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ile tak optymalnie zajmuje okrążenie świata, bez użycia samolotu a jedynie statki, samochody i własne nogi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jest to naprawdę bardzo daleka droga... Myślę, że rok czasu może być mało.

      Usuń

Hej, echo odpowiada!

Pst! Jak nie masz konta Google to kliknij Nazwa/adres URL i wpisz tylko nazwę.
Tak, wiem, mnie też przestrasza to URL :)