wtorek, 8 marca 2016

Wtedy chętne słucha człowiek morskich opowieści - cz. I


Niniejszym postem chciałabym zainicjować serię opatrzoną kategorią „Pofrunę, gdzie nie byłam jeszcze”, a mianowicie kronikę moich wielkich i małych wypraw tu i ówdzie.
Rys „fachowy”
Z racji wykonywania wyjątkowo mało dynamicznych fachów, polegających głównie na lampieniu się w komputery oraz nieznacznych ruchach dłoni i gałek ocznych, nasze podróże nie należą do najbardziej spektakularnych. Nie byliśmy (jeszcze!) w Peru, Tajlandii, Sri Lance czy Kongo. Ba! My nawet nie zapędziliśmy się nawet poza Unię Europejską :D
Rys motywacyjny
Motywem do napisania tego postu było wspomnienie moich i Mojego M. – mego zwyczajowego, niestrudzonego kompana podróży – ostatnich, a jednocześnie pierwszych wspólnych, długich, perfekcyjnych wakacji. Wspomnienie zainicjowane książką Danuty Wałęsy.
Rys krajobrazowy
Akcja wyżej wspomnianej książki dzieje się bowiem w Gdańsku. Gdzie kilka miesięcy temu Ja bez Imienia po raz pierwszy w swoim prawie ćwierćwiekowym życiu zobaczyła morze <3
Po krótkim intro pora… wsiadać do pociągu!
I już pierwsze atrakcje! Pędolino! Turboszybki wehikuł, który z zawrotną prędkością zaniósł nas w 5 godzin z Królewskiego Miasta nad Bałtyk. Jak to mówią teraz – propsuję! (Kurde, nie jestem pewna, czy dobrze używam tego słowa. Chciałam przekazać pozytywne nastawienie – jakby co). Z namaszczeniem sączyłam napój jabłkowy, jaki dostałam w gratisie, a Mój M. z respektem obracał w dłoniach kubek darmowej kawy na siedzeniu przede mną.


Tak, kupiliśmy sobie bilety nie obok siebie mimo, że jakiś tydzień wcześniej śmialiśmy się z naszych znajomych, że tak zrobili. Mój M. podróżował sobie zatem z jakąś inną ładną panią, a ja – z panią i jej pieskiem, który był chłopcem i zwał się Monia o.O
Wskazówka „doświadczonej” podróżniczki 1.
Przejażdżka Pędolino kosztowała nad w jedną stronę 45 zł, w drugą – 65 zł od osoby. Nie, nie wzięliśmy na muszkę żadnego prezesa PKP by nam taką cenę policzył. Po:
  • pierwsze – mieliśmy jeszcze legitymacje studenckie (to był motyw, dla którego wybraliśmy wyjazd nad polskie morze – ostatnia możliwość wybrania się gdzieś daleko za połowę ceny biletu,
  • drugie – kupiliśmy bilety zaraz po otwarciu takiej możliwości, czyli dokładnie miesiąc przez dniem odjazdu Pędolino. Minus jedna godzina – bo akurat między bodajże 23:00 a 1:00 jest przerwa techniczna. Mój M. czatował na stronie PKP na wielkie otwarcie sprzedaży konkretnie na ten dzień :) Bilety są wtedy tańsze (chyba nawet o 30%),
  • trzecie – w przypadku pierwszego biletu załapaliśmy się jeszcze chyba dodatkowo na zniżkę dla pierwszych kupujących.

Tak, oboje mamy wykształcenie ekonomiczne ^^
Dotarliśmy szczęśliwie i o czasie do Mc.Dona… GDAŃSKA! I z marszu jęliśmy szukać drogi do kwadratu, na którym mieliśmy zamiar przez najbliższe cztery noce złożyć umęczone raciczki i rozrastające się od gofrów cztery litery.

Wskazówka „doświadczonej” podróżniczki 2.
Zatrzymaliśmy się w Szkolnym Schronisku Młodzieżowym na ulicy Wałowej. Kilka kroków od legendarnej bramy stoczniowej, kilka kroków od centrum. Pierwszą noc – z uwagi na brak pokoi dwuosobowych – spędziliśmy w wieloosobowym. Ale przeżyliśmy – i dziewczynę niemówiącą po polsku z Niewiadomokąd, i starego rockmana chrapiącego jak odkurzacz, i kobietę, która spała w stringach z odkrytą pupą, czego Mój M. tego nie zauważył. A i oni nas przeżyli, gdy wstawaliśmy wcześnie rano, a ja, zapomniwszy, że wkoło są obcy ludzie, nie pominęłam uśmiechu od ósemki do ósemki do samej siebie po skończonym malowaniu :D. Kolejne noce spędziliśmy w wygodnym, dwuosobowym pokoiku z umywaleczką (prysznic był na zewnątrz, podobnie jak dostęp do Internetu). Enough – jak na miejsce, gdzie tylko chcieliśmy zregenerować gnaty po dziennych eskapadach. Całość nie kosztowała nas więcej niż 30 zł za dobę. Polecam. Ja bez Imienia :)
I już pierwszego dnia ruszyliśmy z kopyta do Europejskiego Centrum Solidarności (po sąsiedzku ;)). Bardzo nowoczesne, świetnie zorganizowane muzeum wyjątkowego ruchu społecznego. Każda sala miała swój charakterystyczny styl, z wieloma ciekawymi akcentami (na przykład z lustrzanym sufitem, z sufitem wyklejonym kaskami robotników). Fantastyczne miejsce, warte odwiedzenia. I czuje się tego wyjątkowego ducha Solidarności. Nie jestem skora do spazmów, ochów i achów, ale… ja się trochę wzruszyłam, że akurat w moim kraju powstało coś tak wyjątkowego i w takim stopniu ukierunkowało bieg historii. 






Na końcu trasy zwiedzania do dostępu gości były białe i czerwone karteczki, na których można zapisać swoje przemyślenia na temat wystawy, by potem umiejscowić je na wielkiej tablicy, tworzącej napis „Solidarność”. Fantastyczny symbol – złożenie z wielu karteczek od różnych ludzi jednej idei. Hmmm, docelowo tak ma być. Akurat, gdy my byliśmy w muzeum, karteczek nie było -.-


Europejskie Centrum Solidarność – polecam. Ja bez Imienia.
I jeszcze tego samego dnia postanowiliśmy pojechać i zobaczyć morze! Mój M. obczaił latarnię morską w okolicach Westerplatte. Wdrapywałam się po niej powoli, powoli, bo zaraz…
…moje pierwsze w życiu spojrzenie na morze :)


A co tam – zdecydowaliśmy się na kolejny krok! Znaleźliśmy w Internetach odpowiedni tramwaj i… pojechaliśmy na plażę, bym nie tylko mogła zobaczyć, ale i dotknąć! I zjeść pierwszego gofra! Tak, Mój M. obiecał mi tyle gofrów, ile zapragnę :)

Gdańsk jest moim drugim ulubionym miastem w naszym Prawym i Sprawiedliwym kraju – tuż po Królewskim Mieście. Ma świetny klimat, morski – czyli mi zupełnie obcy, ale przyciągający. 





Wskazówka „doświadczonej” podróżniczki 3.
Będąc w Gdańsku, już po nasyceniu oczu widokami, polecam nasycić żołądki w Barze Turystycznym na ulicy Szerokiej. Dokładnie w centrum. Dobre, domowe, tanie jedzonko :)


By przenieść się do cz. II moich morskich opowieści - tu!
A tu do cz. III - klik!
Happy End
Mój M. koniecznie chciał takiego loda. Szekspir chyba też :D


20 komentarzy:

  1. Byłam w Gdańsku kilkukrotnie, jednak się z tym miastem nie polubiłam. Widoki niby okej, jednak nie poczułam tego czegoś i nie zapałałam uczuciem do tego miasta. Morze jednak lubię i ahh narobiłaś mi chęci na morskie widoki! :) Przeżyłam nawet noc na morzu w drodze do Szwecji ha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się bardzo Gdańsk podobał :) Chętnie tam wrócę :)

      Usuń
  2. Do Gdańska i nad morze mam dość blisko...Gorzej z górami, tam byłam po raz pierwszy dopiero w 8 klasie podstawówki, a tak ogólnie chyba z 3-4 razy do tej pory. Podróże są świetne, i uwielbiam oglądać nowe miejsca, Twoja relacja dzięki "rysom" świetna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie mam zdecydowanie bliżej gór - które też baaardzo lubię :)

      Usuń
  3. Mam wrażenie, jakbym wróciła do swojego wyjazdu do Trójmiasta :D We wrześniu tamtego roku pierwszy raz zobaczyłam morze, więc pjona xD Też jechałam pendolino i jest to jedyny pociąg, który uaktywnia mi chorobę lokomocyjną... Zatrzymałam się w jakiejś prywatnej kwaterze, niedaleko dworca w Oliwie i było ok ;) I gofra też szamałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawrotna prędkość uaktywniła chorobę lokomocyjną? ;>

      Usuń
  4. Świetni Ci to wyszło, podziwiałam fotki, uśmiechałam sie i na końcu nagroda! Narobiłaś mi apetytu na lody!
    Uwielbiam takie wycieczki i tak najczęściej podróżujemy z mężem przy każdej okazji.
    Pozdrawiam turystycznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi czytać, że kogoś... uśmiechnęłam :)

      Usuń
  5. bar "Turystyczny" rulez... a jak się zacznie sezon polecam smażoną rybkę na barce na Motławie... na fotce zaś /tej z pomnikiem/ widać po lewej stronie kawałek hotelu "Gryf"... inna sprawa, że ciut droższy, ale znakomity...
    no tak, ale z drugiej strony ja nie jeżdżę do Krakowa Pendolino, tylko Polskim Busem... bo mimo wykształcenia matematycznego /plus odrobinka ekonomicznego/ nie mam legitymacji studenckiej...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od jakiegoś czasu bardzo cierpię z braku legitymacji :/ Dlatego skorzystałam w tamtym roku :)

      Usuń
  6. fajna podróż, mam nadzieję, że mi się z moją lubą uda kiedyś przeżyć podobną,
    w 5 godzin z krakowa do gdańska pendolino? to faktycznie dobry wynik ale cena zwracając uwagę na tyle zniżek chyba nie może być zachęcająca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja się mega jarałam tymi zniżkami właśnie. Teraz pewnie byśmy się dwa razy zastanowili, jaki środek tnsportu wybrać :)

      Usuń
  7. hahahahaha, uśmiałam się i wydaje mi się, że użyłaś propsowania w dobrym senie! GRATULACJE! pozdrawiam też Monię! :D piękne zdjęcia, aż chce się gdzieś wyjechać. gdziekolwiek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, strasznie bym chciała jeszcze raz zobaczyć polskie morze w najbliższej przyszłości :)

      Usuń
  8. i powodzenia w meblowaniu, to największa frajda! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. może chcesz dołączyć do przywoływania wiosny? :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałabym zobaczyć Gdańsk. Gdańsk i Zakopane to dwa polskie miasta, do których tak mnie ciągnie a jeszcze nie miałam okazji zobaczyć... :( Podziwiam, że zdecydowaliście sie spać w pokoju wieloosobowym, z drugiej strony zawsze to jakaś forma przygody :)

    OdpowiedzUsuń
  11. jaka ciekawa i fajnie opisana wycieczka! :D
    Gdańsk zawsze spoko, zwłaszcza za taką cenę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mieliśmy naprawdę szczęście z cenami :)

      Usuń