sobota, 29 lipca 2017

And even when I’m walking straight I always end up in a perfect circle

Wróciłam. Nie wiem, na jak długo. Na pewno na długość co najmniej jednego wpisu.

Jakbym miała określić swoje współrzędne geograficzne to jestem w tym samym miejscu, co dokładnie rok temu i robię dokładnie to samo. Z tym, że mam jedno rozczarowanie sercowe więcej (czyli tych już jest w sumie sztuk 3 - jakby ktoś nie prowadził na bieżąco rachunkowości - choć o różnej wadze) i jedną pracę mniej (a rok temu miałam prac sztuk 1, więc jeśli ktoś przeszedł z pierwszej do drugiej klasy podstawówki nawet bez świadectwa z paskiem i ma dwa styki w mózgu to już wie, że nie mam w ogóle pracy, nawet tej, a zwłaszcza tej, którą tak bardzo lubiłam). Mam poza tym jeszcze przynajmniej dwa strachy więcej, ale za to jeden zbiór ideałów i przynajmniej trzy cele życiowe mniej (wartości zostały urealnione). Nadal jest aktualne to, że chcę kiedyś pojechać do Rosji. Wynajmuję komnatę w Mojej Willi i śpię z pięcioma pluszowymi świnkami - dwie duże i trzy małe, wszystkie z pochodzenia ikeanki.

Próbuję dzisiaj pobyć sama ze sobą. Me, myself and I, które zamieniło mi się na Me, My song and Katie.

Trudności w byciu samą ze sobą są w moim przypadku dwie.

Po primo.

Strasznie trudno jest się zebrać na wyjście na spotkanie samej ze sobą. Wiedząc, że to spotkanie będzie teraz niespecjalnie radosne, a nikt nie lubi płakać. Nikt by nie chciał kłaść się spać z tym: klik! - tak bym siebie teraz zwizualizowała - a ja muszę (i biedne pluszowe świnki z IKEA!). A to dziadostwo najbardziej aktywne jest w nocy (i w drodze ze sklepu i w środkach transportu - taka ciekawostka). Wiedząc, że jak to otworzę, to ten "whole mess of crap comes out", zaczytuję się lub zaogląduję w internecie na śmierć, by kładąc się spać być na tyle zmęczoną, by ignorować elektryczne buczenie jądra ciemności i szybko zasnąć, bez tykania tykającej bomby. Paradoksalnie zatem trudno jest się nie zmęczyć. Trudno jest położyć się do łóżka z nadmiarem energii na przyglądanie się temu crapowi, babranie się w nim i poddawanie go flotacji.

Po secundo.

Jak już się wyjdzie na spotkanie samej ze sobą, to trudno mi na nim usiedzieć bez statystów i rekwizytów. Rekwizytów w postaci komputera, telefonu, filmiku, facebooka, zadania do wykonania jak na przykład sprzątanie (choć to akurat powinnam zrobić...), czegokolwiek, co odwraca uwagę. Co uwagę rozszczepia. I statystów - ludzi w internecie, schowanych za instragramem czy snapchatem, którzy mogą odnotować, jakiej słucham piosenki, bo wrzuciłam w internety od siebie (bo depresyjnych wpisów na facebooku nie wstawiam, ale piosenka to co innego, może ktoś się domyśli, jak mi źle...). Albo wyimaginowanych ludzi, rozmówców, kogoś, kogo mogłabym ironicznie zapytać w twarz: "No, dlaczego ja??" i kto by mi współczuł, i się mną zaopiekował.

A to ja się muszę sobą zaopiekować. Nad sobą pochylić i siebie wysłuchać. To mój czas.

Wstawiam kawałek z Mojej Piosenki na Dziś. To jeden z tych, przy słuchaniu którego myślę sobie: "Jak autor tekstu wlazł do mojej głowy i czemu nawet tego nie poczułam??".

"Why am I fighting, what’s it for,
Must let my mask drop to the floor.
My scars I shouldn’t hide from the people who are on my side,
Rolling up my sleeves to fight against,
All the things I locked up and all the things I fenced.
But it’s time to let it out so we can build a brand new castle."

Happy End

Wydałam ostatnio jakieś nienormalne pieniądze na ciuchy. Następny wydatek w kolejce - nowa szafa!

8 komentarzy:

  1. A może rzuć w diabły te wszystkie cyfrowe media i gadżety i wyjedź gdzieś, samotność w lesie lub górach jest inna niż w rozgrzanych murach z nosem w laptopie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Żyjemy w takim świecie, gdzie ciężko jest wyzbyć się tych rozpraszaczy, telefonów i innych akcesoriów, które przeszkadzają nam w kontemplacji, niwelują skłonności do refleksji. Szkoda.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. I nawet świadomość tego, że tak jest, to za mało.

      Usuń
  3. Bez telefonu i komputera, to dzisiaj jak bez ręki niestety ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. @_@ Trochę się pogubiłem. Ogólnie to świat robi się coraz dziwniejszy, wystarczy wejść do Sieci na chwilę, by zakosztować tego.

    Nie oglądałem żużlowych zmagań na żywo jeszcze. Polacy zgarniają naprawdę dużo różnych tytułów, medali itp. w tej dyscyplinie. Jest się z czego cieszyć, to na pewno według mnie.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie dziwię się - babki umysł, facet się gubi :D :)

      Usuń