niedziela, 1 stycznia 2017

Nowy Rok bieży

Maraton filmowy w kinie - najbardziej optymalny sylwester na tamten/ten rok! Bez pląsów i wygibasów, oddzielona grubymi ścianami od fajerwerków, balony na odpowiedniej wysokości i odpowiednio zabezpieczone by nie pękać,  zapewnione miejsce siedzące, impreza bez niepotrzebnej spiny i wydziwiań, ale nadal motywujaca by się ubrać, pomalować i "pokazać zębom świat" :)

Razem z Czarnulką wybrałyśmy się do krakowskiego Kina Kijów. Za jedyne 60 zł otrzymałyśmy 3 filmy i lampkę szampana. Jak rasowa blogerka mogę ten event ocenić pozytywnie i zapropsować.

Na sylwestrowym afiszu znalazły się najnowsze Gwiezdne Wojny (których w ogóle zapomniałam się spodziewać na koniec roku!), jakiś melodramato-musical "La la la coś" (jak ktoś lubi patrzeć na tańczącego Ryana Goslinga to spoko, jak ktoś nie lubi historii, dla których na początku filmu można wymyślić maksymalnie dwa przewidywalne zakończenia pt. "będą żyli długo i szczęśliwie" oraz "nie będą żyli długo i szczęśliwie, ale spotkają się po latach i będą rzewnie wspominać" to niespoko; ja mogłabym zakończyć oglądanie na przeuroczej pierwszej scenie z zakorkowaną autostradą tańczących na samochodach ludzi w kolorowych ciuszkach) oraz świetna włoska komedia "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" (dynamiczna, choć rozgrywana w jednym pomieszczeniu niemalże, zwroty akcji, humor, a nawet mądre, nieoczywiste przesłanie - polecam!).

Wieczór zakończyłyśmy powrotem wesołym autobusem (każdy środek transportu rządzi się swoimi prawami - w każdym przedziale pociągu jest przynajmniej jeden dziwny człowiek, a w nocnych autobusach w wyjątkowe dni zawsze jedzie grupa śpiewających ludzi), gdzie wysłuchałyśmy koncertu kolęd (Czarnulka mówi: "Przynajmniej nie przeklinają"), a następnie "Sto lat" (Czarnulka mówi: "Wysiadamy, bo zaraz zaczną śpiewać" Gorzko""), a następnie dokończeniem wina z Maryjką i spisaniem po 7 punktów postanowień noworocznych każda i włożeniu do zbyt dużych kopert.

Serdecznie dziękuję (bez ironii) krakowskiej komunikacji miejskiej za zapewnienie sprawnych i częstych połączeń w noc sylwestrową! Propsy od rasowej blogerki!

Sylwester szyty na miarę mojego nastroju. Nie siliłam się na huczną zabawę, a i tak się dobrze bawiłam.

Wiem, że to tylko zmiana cyfry w dacie. Ale jakoś tak przyniosła mi ulgę.

Mam zamiar sprawić sobie teraz dobry rok :)

Happy End

Miałam okropną ochotę na łazanki z kapustą. I zapomniałam, że kapusta tak okropnie pachnie. Do Rudej, co Tańczy jak Szalona przyjechała koleżanka. Będzie mnie zapewne nazywać Tą, która Warzy Kapustę...

15 komentarzy:

  1. Ja sylwestra spędziłam w domu pijąc winko i leżąc w obciachowej piżamie przed tv :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na maratonie filmowym w Sylwestra jeszcze nie byłam, chociaż nie wiem czy tyle wysiedziałabym w towarzystwie jedzących popcorn i siorbiących colę...
    Dobrego roku życzę i słoika pełnego radości :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest minus niestety każdego kina, ale o dziwo - było bardzo elegancko :) Może dlatego, że nie było to takie sieciówkowe kino.

      Usuń
  3. Bardzo orginalny pomysł na spędzenie Sylwestrowego wieczoru :-) fajnie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że to nietypowy pomysł :)

      Usuń
  4. Swietny pomysł, może za rok tak właśnie zrobię

    OdpowiedzUsuń
  5. Maratony w kinie to nie dla mnie, nie wysiedziałabym tyle godzin, ale każdy lubi co innego. Cieszę się, że Tobie sprawiło to duzo radości i w 2017 weszłaś z takim optymizmem. Życzę Ci aby ten rok był bardzo udany pod każdym względem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy szuka czegoś skrojonego dla siebie :)

      Usuń
  6. Łazanki są według mnie super. :)

    Sylwester wydaje się bardzo różny od tego co większość przeżyła. I w sumie tak trzymaj. :)

    Dzięki wielkie. Dla Ciebie dużo zdrowia, uśmiechu na co dzień, pogody ducha i spełnienia marzeń.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Ja przynajmniej całkowicie pamiętam, co przeżyłam :)

      Usuń
  7. No i mam ochotę na łazanki z kapustą... :)
    Ostatnio na studiach chodziłam na maratony (miałam specjalną kartę), fajna sprawa jak ktoś lubi kino :) Teraz niestety, proza życia - brak czasu na takie długie czasowo rozrywki ;)
    Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sama nazwa maratonu wskazuje - potrzeba na to trochę czasu :)

      Usuń
  8. Tak zgadzam się w autobusach i trmwajach, przkrój osobowości. Zwłaszcza jeśli chodzi o Kraków :]
    Pozdrawiam i Dobrego Roku:]
    www.wpuszczonawmaliny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń