środa, 7 grudnia 2016

To co dziś usłyszę / Musi działać i działa na mnie

Gęby internetowe emigrują (bo startują stąd, gdzie aktualnie wspólnie jesteśmy - z Internetów) do Telewizorni, a gęby telewizorniowe imigrują (bo lądują tu, gdzie aktualnie wspólnie jesteśmy - w Internetach) do Internetów. Wszystko jednak w jakimś takim ułożonym, stabilnym ekosystemie. Czyż nie?

(Tak btw. jeszcze napiszę - czy to nie piękne, że mogę napisać "aktualnie wspólnie jesteśmy w Internetach" - w sensie Ty, który to czytasz oraz ja - Ja bez Imienia, która dzięki temu postowi jest tu zawsze i mówi ciągle i nieprzerwanie, prawie jak Bóg. Ach, życie blogera naznaczone boskością. Bluźnię.)

Dziś obejrzałam coraz częściej wyskakujący mi z lodówki program kręcony w samochodzie pana J.K. (nie tego najważniejszego J.K., powiedziałabym, że wręcz przeciwnie) na Onecie. Imigracja w Internety po wygnaniu z Telewizorni.

Obejrzałam, bo pan J.K. prowadził (podwójne znaczenie!) wywiad z jednym z moich 4 mężów, którzy mnie nie znają.

I wywiad fajny.

A przed nim był krótki przegląd prasy. Taki se i dość przewidywalny.

No bo wiadomo, co po tych jazdach (chyba też w dwóch znaczeniach!) na Onecie się spodziewać.

Bo każdy twór medialny każdy umie przyporządkować. I wiadomo z grubsza, co czytać, co oglądać i gdzie bywać, jak się chce utwierdzić w swoim przekonaniu, kto jest cacy, a kto jest be.

I ja wiem to także doskonale, gdzie znajdę się wśród swoich. Gdzie w komentarzach zobaczę swoje słowa w każdej, absolutnie każdej wersji - nawet w tej, jaką bym się posłużyła, gdy mam okres i muszę jechać w zatłoczonym tramwaju, w którym jedzie żul, w dniu, w którym zostało ogłoszone, w jaki sposób zwiększają kwotę wolną od podatku i gdy za oknem pada deszcz i jest zimno w ch... (najgorszy dzień).

Ja nie lubię tej wersji, że są nas dwie Polski, jednakże media czasem widzę w takiej właśnie dychotomii. Obie grupy pokazują wiadomości, obie twierdzą, że nie kłamią i obie wskazują, że kłamie druga strona. No i że absolutnie nie można z tamtą drugą stroną mieć nic do czynienia. O nie!

Umówmy się, w telewizji na T i na 3 litery jest względnie przewidywalne, kto zostanie zdissowany (nie wiem, czy poprawnie używam tego słowa), a kto zapropsowany (młodzież zrozumie :)). O telewizji na T i na 5 liter można powiedzieć dokładnie to samo, tyle że trzeba nazwiska zamienić miejscami. No i jedna grupa panów w garniturach i pań garsonkach nie jeździ na wszelki wypadek do jednego studia, bo to sprzedawczyki i bluźniercy, a druga grupa nie jeździ do innego studia, bo to zabobońcy i hipokryci. A debaty i rozmowy z ekspertami (bo obie telewizje na T i ich bracia i siostry w grupach mają odpowiednich ekspertów i obie przekonują, że eksperci są wiarygodni) zwykle wykazują dość przewidywalne konkluzje.

Hmm, to są media czy jakieś kółko wzajemnej adoracji, gdzie odpowiedni eksperci i politycy mogą się spotkać by przekonać siebie do tego, że są dokładnie tego samego zdania? A przy okazji przekonać przekonanych przed ekranami, że myślą prawidłowo?

I mimo, że ja umiem się umiejscowić w tej dychotomii i mam swoje patie i antypatie - przyprawia mnie to o szybsze bicie serca, a niezalecane jest mi się denerwować, bo mi płatek zastawki w sercu wylata (tym z całkiem zdrowym sercem też niezalecane jest zresztą życie w stresie).

Ja jestem młoda, lubię jak jest nieprzewidywalnie, lubię się zaskoczyć. I lubię jak ludzie dyskutują i nie boją się dyskutować, a nie na wszelki wypadek nie przychodzą tu i tam, za to rozgaszczają się ze swoimi racjami tam, gdzie tym racjom wygodnie. Niechże mi ktoś powie, w której gazecie/telewizji/portalu wreszcie będę mogła zacząć czytać/oglądać, nie spodziewając się, jaka będzie konkluzja?

A o tym, że nie ma nas 2 Polski, a 38 milionów Polsk - mój ulubiony stand up Abelarda Gizy. W punkt.



Happy End

Zaczęłam dzień od szklanki odstanej przez noc wody z cytryną. Ponoć to gwarantuje sukces w życiu. Że też ja wcześniej nie wiedziałam, że to takie proste! A mówią, że trzeba się uczyć, zwiedzać świat, próbować różnych rzeczy i pracować.

22 komentarze:

  1. To wyobraź sobie, gdy ja dysponuję tylko polonią (tak to już jest na emigracji)... więc po tygodniu tych samych wiadomości, bez względu na moje poglądy, zastanawiam się do czego to ma prowadzić. Wzajemna nagonka, tylko nikt nie mówi o tym co ważne...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wypracowałem metodę porównawczą ale nie dla telewizornii, bo tam słowo ulotne, tylko wypowiedziane i nie ma jak do niego wrócić by sprawdzić, chyba że w necie. Więc tylko net. Na początek ta wstrętna „Wyborcza”, drugie danie równie wstrętne wPolityce a na deser, już nie tak wstrętny, Polityka bez „w”. Wywalam to, co jest osobistą opinia redaktora/-ki i mam w miarę obiektywny przekaz informacji. Wtedy pozostaje mi sobie wyrobić własną opinię. I tu jest problem, bo mnie na pełen obiektywizm nie stać ;)
    Zamiast wody z cytryną wolę wodę ognistą (cytryną przekąszam) i nie rano a wieczorem. I świat jest też piękny...
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, to ja z tą wodą może coś pomyliłam...

      Usuń
  3. Poruszyłaś bardzo ważny temat, którego tak naprawdę polska telewizja się boi-jak wielu innych rzeczy. Mieszkam we Francji, nie mam czasu na Tv.Wiadomości wyłapuję z internetu, nie wszystkie traktuję poważnie aby nie dać się zmanipulować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie czytam wielu wiadomości, by nie ześwirować -.-

      Usuń
  4. Lubię fajne dyskusje, bez skakania sobie do gardła.
    To, co najbardziej w telewizjach mi przeszkadza to wszechobecność reklam i coraz krótsze przerwy między blokami reklamowymi.
    Do tej cytryny dodaj jeszcze kurkumę, podobno uodparnia i wzmacnia:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja udałam się na emigrację wewnętrzną i nie oglądam telewizji wcale. Żadnej. Ani niczego telewizjopodobnego w internecie. Wolę słowo pisane, niż obraz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Klik dobry:)
    Do pełnego sukcesu, podobno jeszcze miód musi być w tym odstanym napoju. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze miód! Całe danie mi się z tego zrobi!

      Usuń
  7. no i dlatego ja prawie w ogóle nie oglądam telewizji, raz, że nie mam czasu, dwa, że nie chce go mieć...i tyle, wolę dobry film, ksiazke

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie, ale czasem do czarnego pudła zaglądam :)

      Usuń
  8. Zapomniałaś wyraznie o miodzie- sama woda z cytryną niewiele pomaga. Ale woda z 1/2 łyżeczki cynamonu i sokiem z połowy cytryny, wypijana na 30 minut przed posiłkiem ponoć działa odchudzająco. Ale w moim wieku już nie należy się odchudzać, więc nie przetestowałam tej rewelacji.
    Obrzydł mi internet odkąd pełno tu hejtu i chamstwa.To co się dzieje na YT odbiera chęć do życia- mnie, nie wiem jak innym.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
  9. "pan J.k." - nasuwa się od razu Jarosław Kaczyński. :-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego dopisałam - dla jasności :)

      Usuń
  10. A może polega to na tym, że skrzywienie przy piciu wody z cytryną rano zapewnia uśmiech potem, a jak uśmiech to i sukcesy?

    Co do telewizji wolę się nie wypowiadać. Ograniczyłem zainteresowanie nią na rzecz innych spraw.

    Można spokojnie odłożyć taśmę z tą walką obok taśmy z walką Gołoty. Podobne w dużej mierze. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Niedługo założymy jakieś barwy klubowe, jak kibice, by się odróżnić. :)

    A może musi znów coś w nas pieprznąć, żebyśmy się zorientowali, że jednak więcej nas łączy, niż dzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niejedno nas pieprzło, a daleśmy są głupi.

      Usuń