poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Life is a game and love is a riddle

Pojechał Pan M. I jako okrutnie pedantyczny człowiek zabrał niemal wszystko. Został tylko kot zdechlak breloczek, co mu go kupiłam za 2 złote i mały obrazek Matki Boskiej, którego miejsce z niewiadomych przyczyn zawsze było przy telewizorze, nawet jeśli ten nie działał i ekran miał zaklejony świątecznym papierem (z takich samych niewiadomych powodów co lokalizacja Matki Boskiej). Czyli pojechał bez Boga. A powinien z Bogiem.

A ja nie płaczę. Nawet z przyzwoitości bym chciała zapłakać i przypominam sobie wszystkie najsmutniejsze rozważania i autobiograficzne prognozy na najbliższe 30 lat i nie płaczę.

A płakałam. Gdy zeszłam dziś rano na dół  i zobaczyłam efekt mrówczych wieczornych prac Pana M. złożony ze sterty pakunków. Jakiś bardziej płaczogenny był niż teraz pusta połowa meblościanki w stylu późnego Gierka.

I wczoraj płakałam, gdy Pan M. napomknął, że pisze ze swoim kolegą o biurze ich firmy, które jest za daleko by móc dojeżdżać do Królewskiego Miasta na lody na Starowiślną, a gdzie on tak strasznie chciałby być, a ja mniej. I pomyślałam, że pewnie tam pojedzie. I nie ma już nadziei na nas dwoje. Moja koleżanka - była i przyszła współlokatorka - Czarnulka mówi, że taka nadzieja mija i jest miejsce na siebie samą i na kogoś innego, kto ma zupełnie inny zestaw linii papilarnych i cech.

I płakałam, gdy zniszczyłam małą niewinną poduszkę z R2D2, którą od niego dostałam, a z którą jakiegokolwiek czulszego obcowania (czulszego niż wyrzucanie jej na drugi koniec pokoju) odmawiałam od jakiegoś czasu, a "Przecież to Twój R2D2, Twój ulubiony... ". R2D2 miał miękki plusz w środku. I jak to zobaczyłam, ten okrutny obraz niewinnego R2D2 takiego krwawiącego pluszem to... Ojejku, jakie to było dziwne. Jakby mi dziecko umarło, bo nie przypilnowałam. I że zginął już bezpowrotnie i nie da się go naprawić. Przedziwnie tak.

A teraz nie płaczę. Pan M. płakał i przeżywał zauważalnie, a to rzadkie u osobników z szerokimi barkami i brodami. Jeszcze sporo później czułam jego pot w mojej (już teraz tylko mojej) pieczarze. Zanim zaczęłam czuć spaleniznę (już dwa razy obeszłam całe obejście jako pani sama na włościach by sprawdzić, czy hacjenda mi się nie fajczy -.-)

Może nie płaczę, bo widzę, że on płacze i znów mam tę nadzieję?... Takie mam podejrzenie, że to źródło mojego niepłaczu.

Rzekł, że jestem ważna. I że chciałby ze mną łapać pokemony i pić sok z wielkich i ciężkich dwóch kartonów, które mi kupił wczoraj po tym jak zniszczyłam R2D2 i po dwóch dniach moich wieczornych próśb, by w drodze z pracy kupił mi soczek jabłkowy. Ale że jak to będzie dla mnie bolesne to nie będzie pisał, dzwonił i pił mojego soku.

Muszę robić to co chcę. I nie robić tego, czego nie chcę. Kupiłam lampę i czerwone buty. I będę miała radosną sobotę, bo muszę wydać koleżankę za mąż mimo wszystko, bo mówi, że beze mnie to się nie liczy. Same wyzwania dla samej mnie.

Happy End

Upatrzyłam sobie w internecie u pewnej dziewczyny sukienkę, której ona już nie chce. I ja ją chcę tak okrutnie! Tylko chcę ją natychmiast w tym tygodniu by móc godnie wydać koleżankę za mąż. A dziewczyna ów się na nie odzywa. Więc niniejszym chciałabym wykorzystać swoją pulę życzeń na ten miesiąc (wiem, dopiero się zaczął) i prosić o oświecenie ów dziewczyny, bo ja tak chcę tę sukienkę...

17 komentarzy:

  1. Płacz nic nie pomoże, tylko oczy Ci podpuchną, więc sobie odpuść te czynność.
    Towaru szerokiego w barach i brodatego nie brak na świecie. Musi się przez Twoje życie przewinąć jeszcze kilku panów XYZ nim trafisz na właściwego.Naprawdę lepiej rozwiązać sprawę gdy jeszcze nie ma ani papierka na wspólne życie ani przychówku. A do tej dziewczyny od sukienki to nie możesz aby napisać maila? Może podała kontakt do siebie w swoim profilu?
    A może tej sukienki już nie ma bo nie Ty jedna miałaś na nią chęć, a dziewczyna niemota i sądzi, że masz zdolność jasnowidzenia, więc się zorientowałaś, że sukienki nie ma.
    Uświadom mnie, na czym polega godne wydanie koleżanki za mąż???
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przyjść w ulubionej sukience i towarzyszyć koleżance w ławie kościoła :)

      Usuń
  2. Głowa do góry. Rozpamiętywanie przeszłości nic nie da, a tylko spowoduje, że Twój nastrój będzie coraz gorszy. Trzymaj się dzielnie:-))

    OdpowiedzUsuń
  3. Że płakałaś to nie dziwne, a naturalne,byle w porę przestać i kto wie, bo moze już na weselu ktoś wpadnie Ci w oko, niekoniecznie na stałe, może na wspólne wypady do kina...
    A w innej kiecce nie możesz jej wydać za kogoś tam?

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że wydawanie koleżanki za mąż choć trochę poprawi ci humor i że będziesz się wspaniale bawiła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Takiego kwiatu jest pół światu :) a nad rozlanym mlekiem szkoda wlewać łzy... hmm zastanowiły mnie lody na starowiślnej czyżbyś była z Krakowa?

    OdpowiedzUsuń
  6. W takiej sytuacji warto dać sobie czas na wszystko, w tym również łzy i żal. To normalne. Dobrze, że koleżanka wzięła Cię w obroty, bo skutecznie zajmiesz czymś myśli. Oderwiesz się chociaż na chwilę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałabym by obecną sytuacja nie pozwoliła mi jakoś na byciu przy mojej koleżance w jej ważnym dniu :)

      Usuń
  7. Kiedyś tam, dawno i nieprawda, nie płakałam, ni rozpaczałam, nie szukałam niczego. Bo byłam zdania, że i tak zaraz umrę z rozpaczy. Nie umarłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pawlikowska-Jasnorzewska pisała, że można żyć bez powietrza ;)

      Usuń
  8. Sukienka musi być piękna skoro az prosisz o nią na początku miesiąca! :d
    pozdrawiam, mikrouszkodzenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń