sobota, 20 sierpnia 2016

I try to say goodbye and I choke

Zwiększenie powierzchni życiowej ma swoje mniej różowe (choć mniej różowe to dla mnie akurat lepsze, jako że uważam, że akurat kolor różowy się Panu Bogu nie udał) strony. Sprzątałam dziś cały dzień Moją Willę. Ruszyłam nawet czarny kurz i stragan bibelotów w spiżarni, przystosowując ów zakątek do aktywnego użytkowania.

Byłam także w hipermarkecie, skąd znów przytargałam "skład przedmiotów" (to z Dżemu - choć raz pamiętam, z kogo cytuję :D). Chyba wybieram całkiem ładne rzeczy w Oszołomie. Ostatnio jakaś pani podeszła do mnie, gdy płynęłam galerią na żaglu z suszarki do prania i spytała, po ile takie i skąd. Dziś znów podeszła do mnie jakaś inna pani, by spytać o duży kosz, jaki sobie wymarzyłam i wynalazłam do spiżarni. W ogóle w Oszołomie są ładne takie koszyki plastikowe. Polecam. Ja bez Imienia.

Zakupiłam także 3 baby (czytaj: bejbi) kaktusy. Oto i one: Maju, Kaju i Baju lub inaczej Me, Myself and I.


Ogólnie zaczynam się wkręcać w kwiatki! Jeszcze do niedawna kaktus Włodzimierz był smutnym i mizernym (bo przeżył już śmierć kliniczną i rozczłonkowanie) jedynakiem. Teraz ma już ładne grono przyjaciół: miętę Martę, która już raz prawie umarła (ale odrodziła się cholera, przeklęte pnącze), kwiatczycę Józefinę o Czerwonym Kwieciu (prezent od koleżanek), mini-storczyka Jaśka (z pochodzenia Ikeańczyk) i teraz trojaczki kaktusy :)

I wszystko się robi całkiem ładne. A niektóre zakątki Mojej Willi, a szczególnie Mojej Pieczary, są prawie blogerskie. Upatrzyłam sobie jeszcze stoliczek i biurko w Ikei. Będzie pięknie.

Nie wiem, czy to dobrze, że tak trochę leczę się przedmiotami.

Założyłam dziś sukienkę. Trochę się przymusiłam. Nie mam za bardzo ochoty na sukienki. Najpierw się prawie rozpłakałam (ogólnie w kwestii płaczu jestem na takim stand-baju - jak się przestanę ruszać,  a zacznę ruszać głową to się ze mnie wylewa), bo nie zobaczyłam wcale nikogo ładnego w tej sukience. Ale potem nawet mi się spodobało. Musiałam w ogóle wyglądać bardzo dzielnie, kierując tym wielkim wózkiem w takiej sukience i sandałkach. A dziś dostrzegłam, jaka jestem drobna.

Wczoraj się pomalowałam trochę. Też się zmusiłam.

A dziś zjadłam dobry zdrowy obiad (makaron ze szpinakiem ze szpinakiem - w sensie, makaron był o smaku szpinaku i zjadłam go ze szpinakiem xD). Też się zmusiłam. To okropnie dziwne, bo wiem doskonale, że muszę jeść i zdrowo jeść, a nie ma żadnej rzeczy, na którą miałabym ochotę. Poza frytkami. I swojską kiełbasą z pomidorem xD

Muszę też gotować, bo kupiłam sobie super hiper wyrąbaną w kosmos bajerancką turbo-patelnię. Była zbyt droga by jej nie używać.

Pragmatyczna część mnie stawia mnie do pionu. Jednakże tak cudownie z respektem odnosi się do tej uczuciowej części. Wie, że jest taka słaba i obolała, że musi czasem usiąść na podłodze, bo się załamuje. Dzielnie jednak ciągnie ją do życia za nogę.

Happy End

Zrobiłam sobie peeling o zapachu czekolady. Znalazłam ostatnio przy kasie w Biedrze. Z Perfecty. Pachnę czekoladką :)

19 komentarzy:

  1. Pozdrów kwiecistą ferajnę - cudnie się o niej czyta :) Proszę też o fotki, zwłaszcza Jasia, bo bardzo lubię storczyki.
    Smak też mamy podobny, szpinak zawsze, kiełbasę również mogłabym jeść pasjami mimo chorego trwale żołądka :P Od roku niestety muszę się baaardzo ograniczać i rzadko, bo rzadko, ale czasem wezmę gryza.
    Całkiem poważnie mówiąc: jesteś dzielną, a chwile słabości zdarzają się każdemu.
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrowiłam kwiatuchy! Ochoczo odmachują!

      Usuń
  2. czekoladowy peeling - lubię takie zmysłowe produkty, kiedyś Stara Mydlarnia miała taką maseczkę w saszetce, podgrzewalo sie ją i tak na ciepło nakładało - to był bajer dla ciała i ducha

    OdpowiedzUsuń
  3. Otoczona kwiatami, pachnąca czekoladą, w uroczej sukience, jedząca szpinak z bajeranckiej patelni - to brzmi optymistycznie i jeszcze do tego generalne porządki, jak porządkowanie starego życia przed nowym.
    Nie jestem perfekcyjną panią domu, ale takie porządki co jakiś czas działają na mnie oczyszczająco ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to ładnie opisałaś :) Tak mi się aż fajniej zrobiło :)

      Usuń
  4. zamiast peelingu czekoladowe bym taką czekoladkę zwykłą sobie kupiła i zjadła sobie xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Baby kaktusy są sweet bardzo, chociaż ja te akurat roślinki hodować juz skończyłam, jakoś tak i już. Sprzątać nie lubię, malować się niekoniecznie, peelingować tez tak równie. Za to kocham sukienki. , i szpinak tez może być, chociaż bez makaronu, wolę inne węglowodany.
    Dobrze jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, i ja bardzo lubię różowy:)

      Usuń
    2. Akceptuję. Choć dla mnie różowy to naprawdę najgorzej. Chyba, że taki pudrowy! To jedyny akceptowany odcień :)

      Usuń
  6. Lubię wszystkie kwiaty oprócz kaktusów. Nie lubię kosmetyków do ciała, które intensywnie pachną, bo ich zapach przeszkadza mi zasnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaktusy to świetna opcja dla takich początkujących gospodyń jak ja :)

      Usuń
  7. Ja lubię robić zakupy w oszołomie ale jakoś bardziej podoba mi się ten w bonarce niż M1 :P chociaż sama nie wiem czemu. Ja zawsze sobie obczajam tam różne owoce i warzywa bo często mają takie gdzie na targu czy w innym markecie nie kupisz i jeszcze dobra cena. Czasami też odzienie można fajne kupić :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Polecam kaktusy :) Więdną... trochę później ;)

      Usuń
  9. Uff a już myślałam, że tylko ja nazywam kaktusy :)

    OdpowiedzUsuń