czwartek, 4 sierpnia 2016

Gdy wyzwanie rzuci los

Kto przeczytał tytuł posta i ma już właściwą piosenkę w głowie - HIGH FIVE! :)

Pokemon!

Musimy ocalić świat! :D

Tak, przez następne 3 dni będziecie mieli tę piosenkę w głowie #pureevil

Plan był (a ja lubię plany) by Pan M. zainstalował tę grę na swoim telefonie, a ja będę chodzić i zbierać pokemony razem z nim.

Wykonanie z kolei było takie, że po 10 minutach moje telefono (a jednocześnie bliźniak telefono Pana M. - bo to model Taki Sam jak Pana M. Tylko Czarny) już miało zeżarte ileś tam kilo pamięci (nie znam tych jednostek - więc może to nie było kilo, a giga lub mega, niewiadomo) i ileś tam PUNKTÓW PROCENTOWYCH (element misji edukacyjnej bloga) baterii. Jeden z niewielu planów, którego niewykonanie mnie nie zezłościło.

Gram w to! Kto gra też?? HIGH FIVE!

Moja niekompetenta recenzja jest następująca.

Pokemon Go jest jak Frugo. A nawet lepsze. To - tak jak Frugo - powrót dawnych czasów. Ale w niemal dokładnie takiej samej aurze jak wtedy. Bo jak już kto dorósł to nie prosi już mamy o pieniążka na Frugo, a sam idzie i kupuje, i ile chce, i choćby pracował na kasie w Biedrze ma więcej pieniążka niż wtedy, gdy miał 10 lat. A w Pokemon Go - aura podobna co wtedy hen-dawno. Kupuję kolejne chipsy, ale nie wiem, czy będzie w nich i jaki będzie pokemon. Idę na kolejne łowy ze swoim smartem i nie wiem, jakie pokemony spotkam na swojej drodze - o ile w ogóle. Wciąga. Jak jedzenie chipsów wtedy (choć mnie wciąga jedzenie chipsów i bez pokemonów :D)

I tyle emocji! Takich, że aż wstyd jak sobie człowiek przypomni, że w biurku leży umowa o pracę Poważnego Człowieka na Poważnym Stanowisku, a na dowodzie wbite 1991 i nie chce być inaczej.

I pięknie! Bo Pokemony to moje czasy! I nie wstydzę się teraz tego, choć może mało edukacyjna i patriotyczna była to bajka. A nawet jestem dumna! Kiedyś na łowach spotkaliśmy z Panem M. takich wyrostków 15 lat i jeden do kolegów wolał, że ma Pikachu. I myślę sobie wtedy z politowaniem - bo mogę!  - "Chłopcze, co Ty wiesz o Pokemonach..." ;)

Ogólnie jednak spotkanie innych Poważnych Ludzi z Poważnych Stanowisk i innych dorosłych podczas pokemonowych łowów jest dziwne. Zatrzymujecie się w tym samym miejscu ze smartem w dłoni, oboje wiecie, że robicie dokładnie to samo, nawet ukradkiem się patrzycie na siebie, ale cicho cicho ;)

We mnie Pokemon Go nawet fizycznie budzi dziecko. Kiedyś po wykluciu się jajka (bo pokemony są też z jajek, które się... wychadza :D Aplikacja liczy kilometry, które przebywa łowca i - w zależności od zajebistości jajka - po 2, 5 czy 10 kilometrach wykluwa się nowe pokemoniątko :)) zawołałam na cały głos na ulicy: "PSYDUCK!!!".

Skąd ja wiedziałam, że się tak nazywa? Jakim cudem pamiętam większość tych nazw? I CAŁĄ tę piosenkę z tytułu? (Śmiało, wróć do tytułu, niech Ci się utrwali na kolejne 3 dni! #evenpurerevil)

Ostatnio znów idąc zupełnie sama uśmiechnęłam się do telefonu, bo wykluł mi się pokemon z cutest attest zwany Jigglipuff :)))))

Innym razem debatowaliśmy na noże z Panem M., czy pokemon Meow (ten kot z brygady R., co działa "By uchronić świat od dewastacji!" - nie wiem skąd, znam to na pamięć całe...) ewoluuje. Jak dzieci.

Oczywiście, Pokemon Go spotyka się z krytyką osób, które nazwałabym Hipsterami Typu B lub Wtórnym Hipsterami. No, bo Hipsterzy Typu A jako pierwsi pomykali za pokemonami. Hipsterzy Typu B poczytują sobie za powód do dumy to, że nie robią tego, co za Hipsterami Typu A robią tłumy. Ach więc wyznacznikiem ich wysokiej wartości jest stronienie od siłowni, jarmużu i właśnie pomykania za pokemonami.

Hipsterzy Typu A i tłum (i Ja bez Imienia) odpowiedzą: "Czy to nie wspaniałe, że sprytna aplikacja wyciąga ludzi z domów i zachęca do ruchu?" (sama już wychodziłam dwa 10-kilometrowe jajka - i kilka innych o mniejszej zajebistości).

Hipsterzy Typu B (z których wielu ma na imię Janusz) odchrząkną: "I łażą po drogach, nie paczą, bo w tych smartfonach siedzą!"

I co? I Ja bez Imienia krzyknie za nimi niespodziewanie "Zgoda!".

Natchnął mnie bowiem ostatnio komentarz na którejś ze stron dostarczających mi codzienne porcje heheszków i obserwacji zachowań internetowych, którego ducha chciałabym tu oddać.

Bo na równi postawiłabym tych, co siedzą i w ramach rozrywki układają opery z pierdów w kanapę i tych, którzy bezmyślnie lampią się w telefony, nie zwracając uwagi na to, że w świecie pozapokemonowym są samochody, mosty, małe dzieci, własność prywatna i poczucie przyzwoitości.

To tyle :)

A nie!

Tooo przyjaciel Twój! Ramię w ramię w wielki bój! #thepurestevil

Happy End

Dokładnie 7 lat temu o godzinie 13 po raz ostatni wsiadłam do samochodu egzaminacyjnego (którego zapach śnił mi się po nocach...), by po kilkudziesięciu minutach wysiąść z niego pijana bez alkoholu jako licencjonowany kierowca kategorii B! A było to w Mieście Wielkiej C, w dniu urodzin mojej koleżanki z ławki i wyjścia ze wspomnianego miasta pieszej pielgrzymki do Częstochowy, kilka godzin po tym jak czarny kot przeszedł mi drogę. Taki... powód do świętowania na dziś :)

24 komentarze:

  1. Nigdy, przenigdy nie porywały mnie gry.No tak mam, a teraz to już chyba mam zbyt długą metrykę by dojść do pokemonów.Na szczęście moje wnuki nie interesują się ani komórkami ani grami i bardzo mało czasu spędzają przed telewizorem -góra 20 minut dziennie.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie moja bajka, w ogóle nie wiem o co chodzi, to znaczy Pokemony kojarzę, ale czemu są przyczyną wpadania pod auta to już nie, sorry!

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co czytam w internecie to Pokemon Go to jakiś fenomen:) Oglądałaś filmik nagrany przez młodego Hajzera?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, a jak go znam to pewnie dobry. Poszukam w Internetach!

      Usuń
  4. Ja za Pokemonami nie latam :) Chociaż Pikachu uwielbiam, jakoś nie ciągnie mnie do szukania ich (zwłaszcza, że pewno u nas ich w ogóle nie ma!). Szkoda mi zarówno baterii w telefonie jak i karty pamięci. Chociaż widzę, że pokemonowe łowy zawojowały świat. Wiele osób w nie gra :)
    Dzięki za wizytę u mnie :] , zostaję u Ciebie na dłużej! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Już druga notka, którą czytam o tej grze. Wnioskuję jedno: powrót do dzieciństwa, a wrażenia bezcenne :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje dzieci urodziły się wcześniej niż Ty, więc na Pokemony wtedy, gdy do Polski trafiły, były za stare. Teraz też tylko jeden z moich zięciów z powodów zawodowych przez chwilę się tym zainteresował, ale na szczęście się nie wkręcił. U mnie w ogrodzie jakiś jest, wiem to od niego, bo sprawdził. A ja nie gram w nic oprócz brydża, taka jestem staroświecka niestety:)
    Na lotnisku w Dubaju widziałam, jak biegali za pokemonami... o nie, to po prostu sorry, ale dośc durne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Durne jeśli przesadzone. Ja myślę że raczej zabawne - o ile nie robi komuś krzywdy :)

      Usuń
  7. Ja nie zainstalowałam tej aplikacji z jednego powodu - boję się, że mnie za bardzo wciągnie, haha.

    muminek-enter.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest powód, dla którego unikam seriali ;)

      Usuń
  8. Pokemony wróciły do łask :D Ja też uległam tej modzie, ale moja fascynacja do tej aplikacji nie przetrwała dnia :D Teraz wszyscy z telefonami w rękach i spacerują, ale przynajmniej kilometrów sobie nabiją i kalorie spalą :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Zanim Pokemony pojawiły się w sklepie na telefonie, to jako człowiek idący z duchem czasu - no jakby inaczej - ściągnęłam tę grę. A co mi tam. Odinstalowałam ją kilka dni później, bo nie wciągnęła mnie aż tak, a zresztą mój telefon i tak jest przedłużeniem mojej reki, więc po co się bardziej uzależniać od technologii. Ale lubię sobie wyjść ze znajomymi pochodzić po mieście, kiedy oni nabijają kilometry, by jajko wykluć, a ja sobie idę i oglądam okolicę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie fajne jest to, że wiele osób gra w to drużynowo i spaceruje z innymi :)

      Usuń
  10. Dla mnie te pokemony to dziecinna zabawa i właściwie strata czasu. Zamiast biegać z telefonem po mieście, wolę spędzić czas w inny sposób. Pisałaś, że rozstałaś się z panem M., czyżby powrócił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, Pan M. wręcz przeciwnie się wyprowadził. Ale może przyjacielsko będziemy się spotykać na pokemony. Zobaczymy.

      Usuń
  11. Hehe ja nie instalowałam aplikacji :) Ale zabawnie (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) popatrzeć jak czasem na jakimś placu/ulicy siedzą grupki ze smartphonami w rękach :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Chciałam mieć tę grę, ale mam za starą wersję Androida oraz nie mam wystarczająco pamięci na telefonie, żeby ją zainstalować, a usunięcie z pamięci choć jednego zdjęcia lub piosenki mogłoby się skończyć tragicznie.
    Uwielbiałam pokemony, ale teraz już nawet nie pamiętam dobrze ich nazw, więc niestety, dorosłość zawitała w moje życie. ;/ Mimo to jeśli ktoś rzuciłby hasło "idziesz łapać pokemony?", to byłabym gotowa w dwie sekundy.
    I gratulacje zdania prawka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałabys sobie te nazwy w mig. Ja byłam zaskoczona swoją pamięcią do takich pierdół ;)

      Usuń