niedziela, 31 lipca 2016

Hold your breath and count to ten

Oficjalnie przemianowuję Mojego M. na Pana M.

I cóż teraz?

Nadal mam milion myśli i ten milion przeplata się ze sobą w tempie charakterystycznym tylko dla kobiecego umysłu i ewentualnie Wielkiego Zderzacza Handronów.

Chyba się boję.

Nie tylko chodzenia samej wieczorami po ulicach, samotnych nocy, tęsknoty za wszystkim najmilszym, ewentualnej krzywdy od kogoś nowego, tłumaczeń przed wszystkimi ciotkami i koleżankami, niespełnionych planów i widma staropanieństwa (i czarnej wołgi, wołgi, wołgi!)

Boję się siebie.

Jaka będę i co zrobię teraz. Do tej pory tkwiłam w takim bezpiecznym laboratorium, w którym korygowałam to wszystko, co odkrywałam w sobie. Powoli i jakby pod nadzorem kogoś zaufanego, kogo byłam pewniejsza niż własnej matki. Że nie zrobi mi krzywdy i wytrzyma każdą krzywdę, którą ja mu wyrządzę przy moich eksperymentach.

Moje laboratorium teraz się rozpadło. I ja zostałam. Z moim usilnym trzymaniem się planów, bzikiem na punkcie upływającego czasu, nieumiejętnością wywalenia swojej skóry na drugą stronę, niesłyszeniem własnych słów i graniem schematami w uczucia.

Boję się, co teraz zrobię. Że ze strachu zadowolę się byle kim. Że będę szukała ideału, który będzie spełniał wszystkie punkty mojego planu i odrzucę każdego, kto ich nie spełni. Że na pierwszym spotkaniu będę pytać, czy on umie być w stałym związku i zamierza mieć dzieci. No i że w ogóle nikogo nie znajdę.

Strasznie się boję siebie.

Nie umiem się przekonać do tego, że to się wydarzyło naprawdę.

Happy End

Czytam biografie Jobsa - bo to guru Mojego Chlebodawcy, więc lepiej wiedzieć, na kimś się wzoruje. To gruba książka. Muszę chyba wzmocnić bicepsy do czytania takich tomisk.

14 komentarzy:

  1. Czytam z niejaką ulgą, bo humor jeszcze Cię nie opuścił. Masz bardzo realne spojrzenie na siebie i związek z facetem, więc chyba nie grozi to wszystko o czym piszesz.
    W każdym razie życzę, aby strach o siebie nie siedział za długo w Twojej głowie, bo w takiej sytuacji trudno jest czegoś życzyć.
    P.S. Nie mam FB, więc sie nie wpiszę
    p.s. 2 Odpowiedzi na pytania przygotowałam, wkrótce opublikuję
    Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Zawsze miło jest zobaczyć zdanie kogoś bardziej doświadczonego życiowo.

      Z niecierpliwością czekam na odpowiedzi na pytania :)

      Usuń
  2. Wiesz, jak to jest u mnie z tymi sprawami. Powiem tylko, że podziwiam dystans i humor, z którym podchodzisz do sytuacji.
    Ściskam, trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bronię się humorem. Albo maluję się humorem jak makijażem.

      Usuń
  3. Kurczę... nie wiem co powiedzieć. Może, że nawet się nie spostrzeżesz i ten czas strachu minie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Skoro jesteś optymistką to na pewno znajdziesz w tej całej sytuacji również dobre strony. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że moja optymistyczna natura tutaj coś pomoże.

      Usuń
  4. Gorsze dni na pewno niebawem miną. Nie będą trwać wiecznie. W naszym życiu nic nie dzieje się bez powodu, więc i te wydarzenia na pewno są po "coś". Życzę dużo uśmiechu na twarzy:-)) Głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana masz podobnie do mnie :) sama też podchodzę do pewnych spraw i miłosnych i innych życiowych optymistycznie i czasami obracam nawet te trudne sytuacje w żart. Pamiętaj że nie ma sytuacji bez wyjścia, a czasami taki "kryzys" i "zawirowania" po pewnym czasie wychodzą na lepsze, mimo że z początku wydaje się to nierealne. Sama wiem to z własnego doświadczenia :) więc będzie dobrze, bądź cierpliwa :)
    Buziaki :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale wiem, że w długim okresie wszystko będzie w porządku :)

      Usuń
  6. Masz prawo się bac, masz prawo być smutna, możesz nie wiedzieć , co dalej. Bo to wielka zmiana, może dobra, może nie, jeszcze nie wiesz.
    Czas... tego potrzebujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. I wbrew temu, co mi się wydaje - mam dużo czasu :)

      Usuń
  7. Rozstania bywają przykre, ale lepiej się rozstać jeszcze przed ślubem niż po nim, gdy ma się już całą furę wspólnego "dobra" i dzieci..Każdy rozpad związku trzeba sobie przeanalizować i nie idzie to wcale o to, czyja to była wina- to po prostu analiza własnej psyche.
    Rozczuliłaś mnie tym strachem o stan staropanieństwa - to często znacznie lepszy stan niż tkwienie z kimś, kto tak naprawdę nie daje nam pełni szczęścia ani poczucia bezpieczeństwa.
    A miny i szepty rodzinne pomiń- to Twoje życie, nie ich i zawsze możesz im to uświadomić.
    Na razie przeanalizuj na zimno i trzezwo co to właśnie się skończyło.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń