niedziela, 22 maja 2016

Może masz skrzydła, których by Tobie pozazdrościł ptak

Natknęłam się ostatnio na przemyślenie z gatunku "WOOOW". Z gatunku takich odkrywczych, że mam wrażenie, że nikt jeszcze w całej historii rodzaju ludzkiego na to nie wpadł.

Ileż tupetu może się zmieścić w takim skromnym umyśle jak mój -.-

Zacznę w stylu Kuby Wojewódzkiego :D

Wojciech Cejrowski powiedział kiedyś, że Polska to jego matka, a Meksyk to jego żona. To ja mam ojca w postaci wioski Hen-Hen, a za męża wzięłam sobie Królewskie Miasto. Jestem dumną córą średnio żyznej (jakaś trzecia klasa) ziemi wioski Hen-Hen i jednocześnie zakochanym dziewczęciem Królewskiego Miasta.

Z pewnością uwodzi mnie jego otwartość, atmosfera wolności i afirmacji indywidualizmu (wow, się porobiło w tym zdaniu!). Nie podzielają jednak moich zachwytów moi czcigodni znajomi z wioski Hen-Hen, którzy ostatnio odwiedzili mnie w Królewskim Mieście, dając subtelnie temu wyraz na przykład jadąc tramwajem i konstatując, że nikt w tym mieście nie jest normalnie ubrany i straszliwie im to zawadza.

Jakże uparcie chciałam dowieść dla mnie niezaprzeczalnie prawdziwej teorii, że to, jak ktoś się ubiera, nie powinno wzbudzać w nikim jakichkolwiek negatywnych odczuć. Chciałam wskazać zapalczywie oczywistość liberalnego "żyj jak chcesz i daj żyć innym". Nie mogłam przystać na pozostawieniu moich znajomych w tym nieoświeceniu.

Mój racjonalny móżdżek, który wyliczył, że doskonałość przedstawionej idei plus brak wyartykułowanych nieodpartych argumentów przeciw niej musi równać się przekonaniu do swojej racji, zderzył się z nastawieniem w stylu "Ok, nie jestem przekonany i nie chce być przekonany i co mi zrobisz". Wnerw.

I stwierdzenie, że ja po prostu jestem jakaś... bardziejsza.

Bardziejsza.

Bardziej zaawansowana.

A ostatnio w pracy prowadziłam wymianę poglądów na temat tego, jakie zabarwienie ma przymiotnik "zaawansowany". Konkretniej chodziło o różne formy współpracy sektora prywatnego z sektorem publicznym w jednej z branż. Uszeregowałam je pod względem poziomu zaawansowania - tak właśnie to nazwałam, na co Mój Chlebodawca rzecze, że bardziej zaawansowany ma zabarwienie jednoznacznie pozytywne. A z naszych analiz niekoniecznie wynika by - jak to nazwałam - bardziej zaawansowana forma współpracy była korzystniejsza.

Słowo "zaawansowany" zostało zmienione na "natężony".

A życie zawodowe - choć raz w pozytywnym sensie - wmieszało się w życie prywatne.

Może i jestem bardziej zaawansowana (ach, ten tupecik). Moja forma zaangażowana w tę specyficzną branżę jaką jest życie cechuje się większym natężeniem (niech będzie...) niż u wielu moich znajomych. Jestem bardziej tolerancyjna, znaczniej cenię sobie indywidualizm czyjś i swój, więcej widziałam, więcej mam wiedzy w niektórych dziedzinach, mówię płynnie po angielsku i wiem, jak smakuje hummus (ale nadal nie wiem jak jarmuż...).

Bardziej zaawansowany (czy też bardziej natężony) nie oznacza jednak... lepszy.

Nie.

Nie mogę się czuć lepsza.

Happy End

Jako pierwszy w Internetach synoptyk empiryczny orzekam, że upalne dni pozostaną już z nami na dobre. Przesłanki ku temu orzeczeniu są dwie: 1) zrobiłam nogi (nie, nie na siłowni) 2) zaliczyłam pierwszy przypadek zasłabnięcia w kościele.

22 komentarze:

  1. Taka kawiarnia z kotami jest jeszcze w Lublinie ;)

    Też coś czuję, że nadal będzie gorąco - nie mogę sobie znaleźć miejsca na dworze, wszędzie jest za gorąco :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś mi doniósł, że w Warszawie też :)

      Usuń
  2. "Żyj jak chcesz i daj żyć innym"- otóż to, moja dewiza :D Nie wpieprzaj się w życie innym.

    Jarmuż? Piłam ostatnio sok z kiwi, jabłkiem, cytryną i właśnie jarmużem, ale jak ten ostatni smakuje osobno, to też nie wiem. A hummus to taki z biedry jadłam XD I kojarzy mi się on wyłącznie ze Slot Art Festiwalem w zeszłym roku- za sprawą mojej koleżanki przez kilka dni ciągle jadłyśmy ten hummus- jak się domyślasz, w pewnym momencie zaczęłam nim już rzygać xD

    Ciekawie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za odwiedziny :) Kiedyś sama zrobiłam sobie hummus i... chyba nie lubię. Albo nie lubię w moim wykonaniu ;)

      Usuń
  3. Dlatego nie chodzę do Kościoła. Po co mi takie zasłabnięcia?:D
    Bardzo spodobał mi się Twój post. Może nie było to aż tak odkrywcze, jak to zapowiedziałaś, ale przede wszystkim dużo jest racji w tym, co piszesz. A początek był naprawdę mocny. Kubę strasznie lubię, więc już na wstepie dostałaś ode mnie plusika za przywołanie jego postaci.
    Poza tym to nie wiem czy "zaangażowany" znaczy tyle samo co "natężony". Nie jestem filologiem, ale mam pewne obiekcje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczne dzięki za odwiedziny :) Życie na tej planecie zadomowiło się dość dawno temu - trudno wymyślić o nim coś serio odkrywczego ;)

      Usuń
  4. też chcę być bardziejsza!
    ha, hummus jest pycha, ale smak jarmużu i dla mnie jest tajemnicą.
    spoko, czucie się lepszą od innych jest słuszne i wskazane tylko w niektórych sytuacjach i środowiskach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, zastanawia mnie jakie to sytuacje :)

      Usuń
  5. Beznadziejne jest to że ktoś ma uprzedzenia do ludzi wyróżniających się chociażby ubraniami... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swoje własne zdanie. I uprzedzenia też :)

      Usuń
  6. "Żyj jak chcesz i daj żyć innym" - jest sprawą oczywistą, ale w okresie globalizacji często to "żyj jak chcesz" tak naprawdę odbija się na różnych społecznościach czy środowisku, czego najlepszym przykładem jest konsumpcjonizm. Niby nikomu bezpośrednio krzywdy nie robisz nadmiernym marnowaniem wody, nadmiernym jedzeniem mięsa, wykorzystywaniem energii itd., a jednak szkodzi się takim zachowaniem tak naprawdę wszystkim, włącznie z sobą samym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, dla mnie oczywiste jest, że szkodzisz marnotrawnym podejściem do wody, energii itd. Pasuje do teorii :)

      Usuń
  7. "Żyj jak chcesz i daj żyć innym" - bardzo lubię tę sentencję.
    Przyznam szczerze, że mi słowo hummus kojarzy się z próchnicą. Jarmuż jadłam. Smakuje podobnie do rukoli, czy szpinaku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oh God, Cejrowskiego nie znoszę :D
    To właśnie pewien banał, że każdy ma swój kawałek podłogi, na którym żyje, którego się nie ocenia ale...mało kto potrafi to tak naprawdę zrozumieć. W naszą naturę, ewolucyjnie wpisane jest ocenianie ale kto wie...może właśnie ewolucja zdąża w inną stronę i jesteś już na wyższym szczeblu?:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Bo słowa mają moc i to naprawdę robi różnicę, które wybierzesz :) No...;) A szef ma zawsze rację ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie. Tę samą rzecz można tak różnie przekazać.

      Usuń
  10. próbowałam zrozumieć ten post, ale chyba jestem zbyt zmęczona po pracy, żeby go pojąć XD wrócę tu jutro i jeszcze raz go przeczytam, może wtedy do mnie dotrze jego sens :D

    OdpowiedzUsuń
  11. ja bym użył słowa nowocześniejsza, wydaje mi się, że czujesz się bardziej nowoczesna, co faktycznie jak dziś wiadomo oznacza coś lepszego, z pewnością jesteś bardziej zaawansowana w rozumieniu mieszkańców dużego miasta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca lubię rzeczy nowoczesne :/

      Usuń