czwartek, 3 marca 2016

Wyglądają legendy spod pierzyn


Pora dokończyć poprzedni turbodługi post – klik!
Jak wspomniałam, w spisie ewidencyjnym rzeczy, które upycham w swoim małym pokoju, do którego wprowadziłam się na chwilę i zostałam na 4 lata, jest aż dwie książki!
Obie dostałam.
Nigdy sama nie kupiłam sobie książki. Nie jest też tak, że w zakresie kupowania książek jestem zupełną dziewicą. Umiem to robić. Ale tylko dla kogoś.
Mam wstrętne porównanie, które zdyskredytuje cały ten post.
W zakresie kupowania książek nie uprawiam masturbacji. Kupuję książki tylko dla kogoś. Musi tu istnieć uczucie i relacja.
Jestem bardzo porządnym kupowaczem książek.
Jaaa, nie mogłam po prostu napisać, że mam dwie książki…
Ok., zdjęcia książek robione są na pościeli, bo a) to właśnie miejsce, gdzie uprawiam czytelnictwo książek b) chciałam się pochwalić, jaką uroczą mam pościel (kiedyś zobaczyłam taką samą u… mojego kolegi o.O)
Jedna z dwóch książek, których jestem właścicielką, jest – można by rzec – hipsterska. Dostałam ją od Mojego M. i stwierdzam, że lubiliśmy „Marsjanina” zanim jeszcze to było modne! ^^
„Marsjanin” to prezent bez okazji. Mój M. wyhaczył go nowość książkową, a że oboje lubimy kosmiczne klimaty – postanowił ją kupić. Opowiada ona o gościu przez przypadek zostawionym na Marsie. (Hihi. Już nie będę płakać, gdy zostawię kupioną cebulę w Sklepie na Rogu). Książka zawiera tyle ciekawych przekmin na temat ewentualnej możliwości przetrwania na Czerwonej Planecie i wiarygodnych (jak dla mnie – ale ja jestem niczego nieświadomym ekonomistą ;)) wyliczeń w różnych aspektach, a poza tym – sporo dobrego humoru :D Tytułowy Marsjanin to facet z wolą walki, inteligencją i świetnym poczuciem humoru (kurde, mężczyzna idealny…). No i jak się okazało w filmie, powstałym na podstawie książki – ze świetnym ciałem Matta Damona (Łojezu, mężczyzna ultraidealny!). A, film też spoko, ale… z uwagi na mocne doładowanie książki treścią, jest mocno okrojony. Niemniej jednak, polecam także :)

Drugą książkę - "Pozdrowienia z Korei" - otrzymałam jako dodatek do nagrody, jaką dostałam za moją ultrainnowacyjną pracę magisterską, pisaną i bronioną ponoć najszybciej na moim wydziale. Miałam farta, że w pakunku dla mnie akurat znalazła się ta książka – zapuszczając żurawia w inne torbeczki odkryłam, że inni dostawali jakieś nudziarstwa. A ja szukałam nawet jakiejś książki o Korei Północnej. Ta jest naprawdę ciekawa! Choć spodziewałam się – podobnie jak inne osoby, które ustawiły się do niej w kolejce i przeczytały – nieco więcej… mięska. Człek to nieskomplikowane stworzenie, żądne krwi i igrzysk, a książka nie zawiera zbyt wielu przerażających epizodów, choć pokazuje absurdy najstraszliwszego kraju na tej planecie. Może właśnie dlatego, że nie jest naładowana „igrzyskami” – wydaje się być wiarygodna. Jest bowiem opowieścią pisaną przez Amerykankę koreańskiego pochodzenia, która podjęła się nauczania angielskiego na północnokoreańskim uniwersytecie. Czasem jednak odczuwałam pewne zgrzyty i miałam wrażenie, że historia jest niespójna – w sensie, że w przypadku jednej sytuacji okazywało się, że reżim jest bardzo rygorystyczny, a przypadku innych – zaskakiwała mnie swoboda, z jaką autorka przeprowadza niektóre swoje lekcje. Niemniej jednak książka naprawdę ciekawa. Polecam. Ja bez Imienia.


Jeszcze w nawiązaniu do poprzedniego posta – zorientowałam się, że wzięło mnie na takie sentymentalne wspominki. Nie mam za wiele lat (ćwierćwiecze), ale zaczynam mieć Wspomnienia Rozrzewniające. I chcę je zapisywać :)
Happy End
A propos czytania – w niedługim odstępie czasu czytnęłam dwie autobiografie. Katarzyny Grocholi i Danuty Wałęsy. Wstawka z serii „Czy wiesz, że…” – obie używają oficjalnie swojego drugiego imienia! Katarzyna Grochola nazywa się Anna Katarzyna Grochola. Danuta Wałęsa nazywa się Mirosława Danuta Wałęsa. Obie dowiedziały się o tym w szkole. Ponoć ojciec Katarzyny Grocholi uznał, że imię bliżej nazwiska jest ważniejsze :D

14 komentarzy:

  1. Książka o Korei jest na mojej długaśnej liście "chcę przeczytać", więc wcześniej czy później na pewno się za nią zabiorę.
    Co do "Marsjanina" to akurat w środę wspominałam o nim na blogu :D Mnie się nie podobał i niestety nie należę do fanek głównego bohatera a tym bardziej do fanek jego poczucia humoru. Filmu nie oglądałam, ale obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mam mniejszą konkurencję do Matta Damna jako Marsjanina ^^

      Usuń
  2. Książki nie czytałam, ale widziałam film i bardzo mi się spodobał. Jest dowodem na to, jak można zaciekawić widza małym wachlarzem środków wyrazu, no i polscy konstruktorzy mieli tam swój udział - zaprojektowali te wielgachne namioty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? Nie wiedziałam o polskim udziale w tym filmie :)

      Usuń
  3. Też w końcu po Marsjanina sięgnę, ale mam taką kolejkę póki co...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam kolejkę :D Choć na ja bardziej ustawiam się do co lepszych książek w kolejce w bibliotece :D

      Usuń
  4. Kosmiczne klimaty to nie dla mnie...Nie przekonuje mnie to, a książki sobie kupuję, na prezenty też - wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha dobre z tymi drugimi imionami, jak dobrze, że mnie tak nie przerobili (a na drugie mam kasia) i też niestety szkoła mnie uświadomiła :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, bo nie lubię mojego drugiego imienia :D

      Usuń
  6. ja polecam Yukio Mishima... uwielbiam takie klimaty, niestey malo ostatnio czasu na czytanie... ale niebawem wracam, po miesięcznym urządzaniu się w nowym lokum i ustawianiu książek na półkach :)

    OdpowiedzUsuń