wtorek, 1 marca 2016

Tyle ksiąg nieprzeczytanych/ Księga życia kart ma sto

To może już tak na bieżąco (czyli zaraz po nieśmiało zapowiadającym poście – klik!) wyjaśnię dlaczego Ja bez Imienia nie będzie sobie życzyła książek, jak już na tyle mocno upadnie na głowę i zdecyduje się na chwalebne zamążpójście.
Zainspirował mnie do tego także post pewnej Pani od Biblioteki – klik! Po jego lekturze zdałam sobie sprawę, jak bardzo nie umiem darzyć uczuciem książe
Ogólnie mój związek z książkami jest dość burzliwy.
W szkole podstawowej do mojego świadectwa z paskiem (tak tak! ^^) zawsze dołączany był dyplom za aktywne odwiedzanie szkolnej biblioteki. Do czytania zachęcała nas także sprytnie pani polonistka. Przed lekcją każdy mógł przynieść książkę jaką przeczytał, pani otwierała swój specjalny zeszyt, potem brała książkę, jaką delikwent poprzysiągł, że zaiste przeczytał, otwierała ją na dowolnej stronie i zadawała z niej pytanie – coby sprawdzić, czy delikwent nie odstawia krzywoprzysięstwa. Na początku roku szkolnego ustalana była liczba stron na jeden plus oraz liczba plusów, które składały się na ekstra szóstkę do dziennika. Z każdym rokiem liczba stron na zdobycie plusa rosła. Czy to nie świetne rozwiązanie? :)
Muszę tutaj dodatkowo wspomnieć o jednym z moich kolegów z naszej ośmioosobowej wówczas klasy :D M. był uważany za jedną z bardziej niepokornych dusz w naszej gigantycznej podstawówce. Ale był jednocześnie pasjonatem czytania. Jednego roku po feriach przyniósł książki, które przeczytał w tym czasie… w reklamówce. Bo nie zmieścił ich do plecaka.
W gimnazjum poza lekturami szkolnymi nie przeczytałam chyba ani jednej dodatkowej książki. Mimo, że w tym czasie wszyscy wkoło byli przekonani, że będę żyła z pisania (Żyję z pisania. Raportów.).
W liceum byłam w szkolnej bibliotece może raz, kombinowałam jak się dało, by lektury wypożyczać gdzie indziej. Albo ich nie czytałam. Tak, nie przeczytałam „Potopu”. Nie mówcie mojemu Dziadkowi.
Chyba znalazłam powód mojej awersji do czytania! Ja nie lubiłam tych bibliotek. Chyba się wstydziłam tam chodzić. Przez siedem lat korzystałam tylko z gigantycznej biblioteki w mojej gigantycznej podstawówce. No i z kilku książek jakie miałam domu ze spadku po kuzynach.
Była wśród nich książka o Tomku Sawyerze. Wydawała mi się wtedy najgrubszą i najbardziej dorosłą książką na świecie. Jakaż byłam dumna, gdy zaniosłam ją do zdania na plusy!
Pisząc o grubością książek przypomniało mi się, że w gimnazjum istotnie przeczytałam coś poza lekturami! Harrego Pottera. Nie mam pojęcia, skąd brałam te książki – nie było ich w bibliotekach przecież (były za nowe). Pamiętam, że ostatnie części nieśmiało żydziłam od koleżanek z gimnazjum. Skąd miałam resztę?...
Harry Potter to seria, którą będę z dumą i zadowoleniem kiedyś-kiedyś, w dalekiej przyszłości podsuwać moim dzieciom. A jeśli będę miała córkę – odziedziczy ode mnie także całą serię książek o Ani z Zielonego Wzgórza, którą ja odziedziczyłam po mojej kuzynce.
To są jedynie książki chyba, których nie pobazgrałam. Tak, rysowałam po książkach. Trochę wstyd. Ale Ania ocalała.
Na studiach zaczytywałam się w Beggu (wybitne dzieło - „Mikroekonomia”, polecam). Od czasu do czasu miałam zrywy z serii „Jestę intelektualistę” i założyłam sobie kartę w dwóch bibliotekach. No i czytałam co podsunął mi Mój M. – od książki o szpiegu Marianie Zacharskim po publikację o przyczynach katastrofy smoleńskiej -.-
Od niedawna mam kolejny zryw (który ostatnio trochę przygasł, bo wieczorne czytanko zastąpiłam a) blogiem b) staroświeckim serialem – opowiem! c) pracą -.-). Regularnie odwiedzam moją ulubioną Bibliotekę Krowoderską w Królewskim Mieście. Czytam z przyjemnością, chętnie rozmawiam o książkach, które przeczytałam oraz… namiętnie oceniam na lubimyczytać.pl. Myślę, że i ta strona ma wpływ na zintensyfikowanie mojego czytelnictwa :D Lubię dokładać nowe pozycje na moich wirtualnych półkach ^^
Och, chciałam napisać o zupełnie czymś innym, a już tyle napisałam o czymś, o czym zupełnie nie chciałam na początku :D
Chciałam napisać, że nie lubię mieć książek. Nie mam gdzie ich trzymać, nie przeczytałam nigdy niczego dwa razy, nie mam żadnego sentymentu, a nawet uważam, że leżąc u mnie w miejscach, gdzie uda mi się je upchnąć się marnują, bo nie może ich nikt inny przeczytać :/
W Królewskim Mieście na stanie mojego pokoju, do którego się wprowadziłam na chwilę, a zostałam na 4 lata, jest – obok ksero „Współczesnej makroekonomii”, „Nowego zarządzania publicznego” i „Zarządzania publicznego” – tylko dwie książki. Jedną dostałam w prezencie, drugą – jako dodatek do nagrody.
To ja może opowiem o nich później… Bo ten post już taki długi…
Mam sraczkę myślową. 
Happy End 
W Lidlu jest promocja na orzeszki!

17 komentarzy:

  1. Ksiązek mam mnóstwo i też nie mam już gdzie ich trzymać...ale mimo to uwielbiam je bezgranicznie, nie wyobrazam sobie nie czytac. Co do polonistki - rzeczywiscie rozwiazanie swietne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rozwiązanie mojej polonistki powinno być upowszechniane! Co trochę czynię ;)

      Usuń
  2. Ja w liceum przeczytałam bodaj jedną lekturę. "Zdążyć przed Panem Bogiem". Reszta - streszczenia. Teraz uważam, że to głupie jednak, te lektury niektóre naprawdę mogły być ciekawe... no ale zawsze brałam się za nie na tyle późno, że nie zdążyłabym przed przerabianiem. A potem nie miałam już motywacji, żeby do nich wrócić. A poza tym to lubię czytać, chociaż nie czytam specjalnie dużo (okej, więcej niż przeciętny Polak, bo ponad jedną książkę rocznie! XD). Harry'ego i Anię bardzo lubię, chociaż... chyba nie przeczytałam całej serii Ani... Muszę się zastanowić i w razie czego do niej wrócić :D
    Za to, w przeciwieństwie do Ciebie, ja uwielbiam mieć książki. Nie lubię pożyczać, większość książek, które przeczytałam - kupiłam. Ale wracać do nich też nie lubię. Taką mam dziwną przypadłość - jak czytać, to swoje i w postaci papierowej, nie elektronicznej. Trochę to mało ekonomiczne... ale cóż. Może kiedyś się przełamię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio mój współlokator powiedział, że bardzo podobał mu się "Hobbit". Powiedziałam mu, że miałam tę książkę jako lekturę, bodajże w gimnazjum. Na co on - "Wtedy bym jej pewnie nie cierpiał" :D Coś w tym jest ;)

      Usuń
  3. "nie czytam książek, recytują mi je moje groupie"...
    /cytat stylizowany na Marilyn Manson'a/...
    https://youtu.be/AdHtbQth474
    tak się teraz zastanawiam... książka w pigułce... ale tak realnie, nie metaforycznie... połykasz, dojelitowo, jak aspirynę antywrzodową, nanoroboty rozbiegają się po centralnym układzie nerwowym i roznoszą cenne dane... na przykład:
    https://youtu.be/XEVmUPxVqAA
    albo
    https://youtu.be/8dWT6bn9cts
    /o tym wspominałaś/...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym poprosiła taką pigułkę z "Mikroekonomią" Begga :D

      Usuń
  4. ale pani polonistka z podstawówki to czwany lis! moja to umiała tylko wstawiać pały za ortografię :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę, kurcze, miło ją wspominam ;)

      Usuń
  5. Książki to podstawa mojego bytu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książki to podstawa mojego bytu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Co tam długi, przeczytałam z przyjemnością:-)
    W liceum zaczytywaliśmy się na zmianę w Wisłockiej "Sztuce kochania", bo akurat wyszła i każdy chciał przeczytać,a termin był krótki, więc czytało się na lekcjach pod ławką:-)
    Co do lektur: ktoś powiedział, że jeśli chce się zabić jakąś książkę, trzeba z niej zrobić lekturę szkolną...
    Skrzydła mi urosły, że zainspirowałaś się moim postem :-)
    Serdeczności ślę...

    OdpowiedzUsuń
  8. ja czytam nałogowo i książki muszę mieć na własność, co po pierwsze powoduje lekkie bankructwo co jakiś czas, po drugie mimo posiadania osobnego pokoju jako biblioteki wciąż mi mało na nie miejsca. I nie, nie mogą być e-booki ( chociaż tez je mam) ani audiobooki, których nie znoszę - papier jest the best.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie czytałam e-booka, a audiobooki - tylko po rosyjsku w ramach nauki języka ;)

      Usuń
  9. Jestem uzależniona od książek i nie mam zamiaru iść na żaden odwyk. Teraz, kiedy jeszcze co środę wspominam u siebie o książkach, to już w ogóle mam motywację, aby czytać więcej i dłużej. Lubię czytać, przepraszam kocham to robić. Nie wyobrażam sobie dnia choćby bez kilku zdań, choć zdarzała mi się czytelnicza niemoc i nieczytanie przez jakiś dłuższy czas. Lubię książki posiadać, w domu mam ich sporo, choć jeszcze mieszczą się na półkach. Ostatnio pochłaniam ebooki, ponieważ nie mam dostępu do polskich książek, angielskich w okolicy znaleźć nie mogę, a po niemiecku czytać nie będę. Książki towarzyszą mi w życiu codziennym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie choroba, nie trzeba iść na odwyk :)

      Usuń