niedziela, 20 marca 2016

I nagle elektryczna staję się


Znów jestem elektryczna. A właściciele elektroniczna. Wyglądam z mojego Reala w ten tutaj opuszczony na dość długi czas Niereal. Wyrazami wykarczowuję ciszę spacji!
Odkąd znalazłam sobie dwa dni temu Mojego Nowego Męża (podpowiedź – śpiewa w piosence z tytułu posta i 7. maja ma koncert w Królewskim Mieście, na który wybieram się z Moim M., tym samym łamiąc zasadę, że mąż i kochanek nie mogą się spotkać), jakoś tak sobie przypomniałam o swojej stronie, że tak powiem <chrząknięcie> artystycznej.
Włożyłam ją pomiędzy rzeczy nieprzydatne gdzieś w liceum, gdy z Internetów i od starszych znajomych dowiedziałam się, że bycie humanistą to przegryw, moja pani od polskiego z miodowymi włosami, kraciastą spódnicą i kitlową marynarką (nie ogarnialiśmy tej marynarki…) nie wyciągała tej artystycznej (za przeproszeniem) strony by się nią zachwycać, a ja propagowałam – głównie w autobusie relacji Miasto, w Którym Rozwijają się Skrzydła (bo tam się robi samoloty) i Wiosną Hen-Hen – na mojej spazmazującej koleżance moją filozofię pragmatyzmu i byłam z niej dumna.
Ogólnie płodziłam i rodziłam kiedyś sporo literatury, czasem to-to lądowało na jakichś konkursach, raz nawet zaprowadziło mnie na salony, na szczyty władz i ściskałam dłoń samemu prezydentowi Aleksandrowi K. (jakby się uprzeć jednak miałam mętne kontakty z systemem słusznie minionym :O). W tak zwanym międzyczasie wyżywałam się w Nierealu na blogu (którego, jak wspomniałam na początku – klik! – ktoś bezpardonowo obnażył).
Potem zachorowałam na pragmatyzm. Mimo kilku nie najfajniejszych objawów, schorzenie to okazało się mieć jednak i jaśniejsze strony. Przypadkiem odkryłam moje ekonomiczne powołanie. Odpowiedziałam na nie z niekłamaną radością i pasją, dzięki czemu prawdziwie cieszę się z bycia Poważnym Człowiekiem na Poważnym Stanowisku oraz mam hajs na chleb i czekoladę.
Ale ogólnie to – leczę się z pragmatyzmu!
Biorę pigułki z muzyką Mojego Nowego Męża, wyziewy z wosków zapachowych, które kupiłam na milion pieniędzy (a PRAKTYCZNIE rzecz biorąc można bez nich oddychać – nawet w Królewskim Mieście) i okłady, tj. odpoczywanie w pozycji horyzontalnej bez celu.
To jest zaskakująco odkrywcze dla długoletniego propagatora filozofii pragmatyzmu, że są rzeczy bez celu, bezproduktywne, nie po coś.
I że człowiek dla drugiego człowieka też może być bez oczywistego celu, nie po coś. Że nie musi być do rozweselenia, do wspólnych rozważań, do dania konstruktywnej (nie innej!) porady, do pójścia na wycieczkę w góry, do śmiechu, do tańca, do innego „do”. Tylko że po prostu jest i nie musi mieć żadnych konkretnych cech. Może po prostu być.
Uczłowieczam się.
I znów to samo. Chciałam napisać zupełnie o czymś innym :D
Happy End
Mój detoks w ramach wielkopostnej akcji rzuca mi się na mózg.
Współlokator: Zgadnij co jest w mojej zupie!
Ja bez Imienia: Fasolka szparagowa, marchewka, pietruszka, hmmm, coś jeszcze?
Współlokator: Coś co lubisz!
Ja bez Imienia: Czekolada??
Jeszcze tylko tydzień No chocolate challenge

15 komentarzy:

  1. No i dobrze bo uczłowieczanie jest dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. od pewnego czasu trzy Japonki uczą mnie, jak jest "czekolada" po japońsku...
    https://youtu.be/WIKqgE4BwAY
    w sumie, to już nauczyły, że "czotoreko"... fajnie brzmi... może zostać mormonem i się z nimi ożenić?... tylko problem w tym, że mormoni nie piją herbaty... no, i musiałbym chyba z Moją to omówić... a może nie omawiać i nadal pić herbatę?...

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie ten detoks rzuca Ci się na mózg, skoro nawet w zupie widzisz czekoladę...
    Pozdrawiam czekoladowo:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Heh, ja akurat ostatnio dużo jak na mnie czekolady zjadam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzień bez kostki gorzkiej czekolady to dla mnie niekiedy dzień stracony, więc podziwiam, że tyle wytrwałaś! :p

    OdpowiedzUsuń
  6. Detoks jest potrzebny codziennie od codzienności. Nawet jak nas zaprowadza na salony, w których nie zawsze chcemy być ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podziwiam ja wyyrzymałam jeden dzień bez słodyczy, a na drugi nie wytrzymałam i zjadłam kilka czekoladowych cukierków.:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Podziwiam ja wyyrzymałam jeden dzień bez słodyczy, a na drugi nie wytrzymałam i zjadłam kilka czekoladowych cukierków.:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń