sobota, 6 lutego 2016

Siedmiomilowy na chwilę założyć but


Jakiś czas temu pisałam o misji blogowania (klik!). Dziś na tapecie – cel!
No bo można męczyć ludzi w internetach swoją pisaniną w różnych celach - coby się czymś odkrywczym podzielić, zaprezentować swoją artystyczną duszę, polecić lub nie polecić.
Mój cel na dziś – pożalić się i uzyskać utulenie we wnerwie pośród innych człowieków.
Napiszę tylko trzy litery. MPK.
Ogólnie, tak na co dzień naprawdę nie narzekam na komunikację publiczną w Królewskim Mieście. Co jakiś czas miłościwie nam panujący świętują oddanie do spożytkowania przez człowieki nowych pojazdów (bardzo eleganckich, światowych i jednocześnie tak swojskich, bo polskich, z innowacjami na skalę krajową w postaci miejsc na walizki, kontaktów do ładowania telefonów i… stojaków na rowery – wtf??), dla większości linii rozkład jazdy nie jest tylko kwestią orientacyjną i ogólnie dość sprawnie idzie teleportacja z jednej dzielni na drugą czy trzecią. Jak to mówią – mocne 2/10 ;) <żarcik-kosmonaucik>
Ale przychodzi czasem taki dzień…
I TAKI dzień był dziś.
Rys kartograficzny:
Ja bez Imienia w autobusie linii nr 139 w kulminacyjnym momencie przejażdżki ok. godziny 17:40 między przystankami Opolska Estakada i Aleja 29 Listopada.
Rys emocjonalny:
„Na Boga, gdzie ci wszyscy ludzie teraz jadą?? Skoro wiedzą, że tutaj zawsze są korki to na ciula akurat teraz jadą w te korki, robiąc jeszcze większe korki?? Na pewno jest jakaś inna droga, a oni akurat mi na złość cisną tutaj! No spóźnię się. Normalnie jadę tę trasę 20 min, a już jadę 40! Czemu ci ludzie siedzą sobie tak spokojnie w tym autobusie? Ja mam fantazję stanąć na środku tego jadącego 2 km/h ferrari i ulżyć sobie głośną k…wą – na pewno wielu by utożsamiło z moją emocją. Nie no, chłopie, 10 minut dojeżdżaliśmy do tego przystanku, a tyś se przypomniał w momencie zamknięcia drzwi, że jednak masz ochotę tu wysiąść?? Ruszajcie się, robaczki, z tymi transferami przy drzwiach, bo nigdy nie dojedziemy!”
Rys filozoficzny:
Najbardziej wkurzają rzeczy, na które nie ma się wpływu. I wtedy się wydaje, że wszyscy są przeciwko i specjalnie wszyscy zebrali się akurat na tej ulicy by utrudnić człowiekowi dojazd w upatrzone miejsce na umówioną godzinę. I nic się nie da z tym zrobić. Najgorzej.
I wszyscy ludzie nagle wydają się tacy bezmózdzy! Jak ta babka, co próbowała dziś wcisnąć zmiętolony bilet w kasownik. Kasowniki to cwane bestie – one z flejtuchowymi biletami nie pracują. Do kasownika trzeba podejść przygotowanym jak na rozmowę kwalifikacyjną – z równo wykrochmalonym, eleganckim biletem.
Albo jak ci wszyscy ludzie, których nie zastanowił nigdy fakt, dlaczego napis „Automat biletowy” wisi akurat nad jednymi i akurat nad TYMI JEDNYMI drzwiami autobusu bądź tramwaju. Ktoś bardzo zmyślnie to wykombinował, by wskazać ludzkości najkrótszą drogę do kupna biletu (wiedzieliście o tym, prawda?...). Jednakże nie pomyślał, by swoją szczytną ideę zaakcentować wyraźniej. W stylu dupnego neonu, albo dwóch, ewentualnie pięciu z serią strzałek – TU WEJDŹ KUPIĆ BILET, A NIE CIŚNIJ Z TYŁKIEM TŁUSTOCZWARTKOWYM I SIATAMI PRZEDTRZECIOMAJOWOWEEKENDOWYMI PRZEZ PÓŁ AUTOBUSU, MADONNO Z WIELKIM CYCEM, BO WSIADASZ DOKŁADNIE DRZWIAMI NAJDALSZYMI OD AUTOMATU!
I ostatnia perełka. Bardzo bardzo spieszyło mi się kupić bilet na autobus. I z radością przyjęłam fakt, że w kolejce do automatu na przystanku jest tylko jedna osoba. Jedna. Która pięć razy przeszła całą procedurę kupna biletu i usilnie próbowała wepchnąć piątaka w otwór na monety. Stojąc elegancko w kolejce (z epoki słusznie minionej jednak wolałabym się wrócić do mody, a nie do kolejek) zastanowiło mnie, co chłop robi źle. Chłop zrezygnował ostatecznie z kupna biletu, podeszłam do automatu i NA PIERWSZEJ PLANSZY procedury kupna biletu ujrzałam dupny (o tak, wydaje mi się, że wystarczająco duży by powiedzieć, że dupny, nie do przeoczenia, a ja mam słaby wzrok) napis na CZERWONYM tle: PŁATNOŚĆ TYLKO KARTĄ.
Ok. Nie mam pytań.
Uch. Tak naprawdę to ja lubię ludzi. Potrzebowałam się tylko wyżalić. Oczyszczenie z negatywnych emocji, te sprawy… Sorry za Capsa…
Kto mnie utuli w nerwach?...
Happy End
Mój komputer przy każdym uruchomieniu próbuje mnie nakłonić do aktualizacji oprogramowania na Windows 8. Mój komputer wykazuje się naprawdę szaleńczą ambicją jak na sprzęt który ma problem z uruchomieniem Worda. Gruntowna aktualizacja? To by go zabiło.

8 komentarzy:

  1. chyba jestem lucky man, bo zwykle jeżdżę rowerem, w ostateczności metrem, a w Krakowie /akurat bywam często/ po prostu walę z bambosza... więc mam niski poziom empatii do Twoich nerwów...
    historia z automatem budzi pewne erosomańskie skojarzenia:
    - mówiłam idioto, zero analu!...
    - to po co jest ta dziura?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się też więcej "z bambosza", ale czasem muszę gdzieś daleko albo z wielką walizą i wtedy zaprzyjaźniam się z MPK :)

      Usuń
  2. Mój komputer też ostatnio nakłania mnie na Windowsa 8. Jestem na niego zła, bo ledwo włączam przeglądarkę, a tu taki żółty paseczek z prośbą o aktualizację. A co jeśli ja nie chcę aktualizacji? Mój komputer w ogóle się ze mną nie liczy :( Tym bardziej że jestem blondynką- mógłby być bardziej wyrozumiały :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jej nie chcę - tej aktualizacji ;D Gdzie mogę powiedzieć, że nie chcę? Gdzie pismo wysłać? :)

      Usuń
  3. Ja już jadę na 10, bo miałam 8 i kompik domagał się dziesiateczki, znudziło mi sie zamykanie okna powiadomień i mąż pomógł mi z 10.
    Komunikacja może wkurzać, więc cieszy mnie, że mieszkam w małym mieście i wszędzie docieram na piechote.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to zamykanie okna powiadomień denerwuje najbardziej :D

      Usuń
  4. Dlatego najlepiej chyba na piechotę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się jak najwięcej tak przemieszczać :)

      Usuń