czwartek, 4 lutego 2016

Płyniesz w obłoczku zwiewnej spódnicy


Jak wspominałam w jednym z postów (klik!), przeszłam ostatnio aż trzy procedury pielęgnacji umysłu – ukulturalnianie, odchamianie i odreagowanie. W niniejszej opowiastce chciałabym zdać relację z realizacji drugiego z zabiegów, a więc z wizyty w Muzeum Narodowym w Królewskim Mieście Krakowie.
Wcześniej jednak, tak by the way (jak to mawiali starożytni Rosjanie), zaznaczam, że niniejszy post uznać należy za wyjątkowy z uwagi na:
·         bycie premierowym z etykietą „Mam w duszy wszystko, z czym lubię żyć”, którą mam zamiar oznaczać posty z gatunku „Kocham to, co lubię”. A więc będę się chwalić, co mam/widziałam/kupiłam/odwiedziłam fajnego i… polecam!
·         posiadanie więcej niż jednego zdjęcia ;)
Zacznijmy jakoś po ludzku.
Rys kartograficzny.
MuzeumNarodowe w Królewskim Mieście Krakowie znajduje się przy drogich każdemu mieszkańcowi Królewskiego Miasta (najszczególniej w godzinach 7:00-9:00 oraz 15:00-17:00) alejach trzech wieszczów (choć listonosz przybiega tam z paczkami adresowanymi na Aleję 3 Maja o.O). To przepastny budynek, w którym zmieściłby się Jumbo Jet, wielodzietna rodzina słoni i wszystkie obietnice wyborcze wszystkich partii we wszystkich wyborach od 1989 roku (nie no – może od 2005, to nie jest jednak AŻ TAK wielki budynek).
Rys kontentowy
W Muzeum Narodowym w Królewskim Mieście Krakowie każdego dnia, od bladego zimowego świtu (a więc od 10:00) po późne godziny zimowych wieczorów (a więc do 18:00) obejrzewać można trzy wystawy stałe:
·         Galeria Rzemiosła Artystycznego – od piecowych kafelków przez zastawy (w tym bajeczne kolorowe kieliszki, których nie powstydziłaby się żadna nowoczesna speluna), szafy, skrzynie, szkatuły na popierdółki (właśnie szukam czegoś w ten deseń i upatrzyłam sobie tam kilka rzeczy), zegary po całe zestawy mebli do salonu, ułożone na wzór Ikei

·         Galeria Broń i Barwa w Polsce – broni było dużo, nie zaczaiłam, o co chodzi z barwą o.O Polecam miłośnikom wszelkiego żelastwa z różnych epok. No i w ramach akcji „Dotknąć historii” można przymierzyć hełm!
·         Galeria Sztuki Polskiej XX wieku – białe ściany i przeróżne obrazy. Muszę chyba tam wrócić w przypływie nastroju na kontemplację sztuki.
Rys docelowy!
Czyli po co tam głównie polazłam.
Polazłam tam dla wystawy czasowej „Modna i już! Moda w PRL” (bardzo spodobał mi się także zmyślny tytuł angielski: „Fashion-able in Communist Poland”).

No i niepotrzebnie tam polazłam, bo teraz chcę mieć te wszystkie ciuchy. Granatowa w kropki po lewej – moja faworytka z całej wystawy!

Niewątpliwie można wiele mówić złego o epoce słusznie minionej, ale to były jednak czasy chyba najfajniejszej mody ever. Ja się nie znam na modzie, z krawiectwa znam dwa sposoby przyszywania guzików, a moje lalki w dzieciństwie chodziły (chodziły??) legalnie w szmatkach (bo umiałam sobie wyobrazić, że to sukienki), ale… te kroje i fasony – obłędne!

Na wystawie zobaczyć można także dodatki, kapelusze i buty – skądinąd te ostatnie wyglądały niemal każdorazowo na wygodniejsze od współczesnych. Bywały jednak i egzemplarze, których nie powstydziłaby się sama Lady Gaga, a także i takie… subtelnie ekstrawaganckie. Jak jubileuszowa para czółenek (no bo przecież nie pantofli – ja z tych co pantofle noszą na co dzień w domu) czy też buciki… twarzowe :)

Jakbym już się miała koniecznie przyczepić do czegoś, to brakowało mi szerszego opisu trendów w poszczególnych dekadach. Generalnie – miałam potrzebę otrzymania większej porcji literatury. Może w ten sposób musiałabym zużyć mniej energii na powstrzymywanie się od zagarnięcia tych wszystkich ubrań do domu…

Konkludując smutno – urodziłam się za późno.
Happy End
Nawet Mojemu M. wystawa przypadła do gustu, choć chyba najbardziej ze wszystkich eksponatów podobały mu się… stare motory ;)

12 komentarzy:

  1. Nie mów... mój M. bzika ma na punkcie starych "motocykli" :P

    A właśnie to chyba Twoje snapy widziałam z tymi kiecami...i tak sobie myślę, gdzie ona toto dorwała :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No wiadomo, faceci kiecek nie podziwiają...
    ja w tych czasach żyłam i muszę Cie trochę sprowadzić na ziemię: nie było tak pięknie jak w muzeum pokazali, tzn, moda była ale dostępna dla nielicznych, zwykli ludzi z małych miast kombinowali, żeby tkaninę kupić i ewentualnie babcia lub krawcowa uszyła, farbowało sie pieluchy tetrowe lub prześcieradła na kiecki, a w sklepach dostępne były kolory: czarny, granat, brąz. Wszystko inne kupowało sie za dolary lub w komisach, które skupowały towary jakie szczęśliwcy dostawali id rodzin zza granicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zdaję sobie z tego sprawę i to także było podkreślane na wystawie - że kobiety kombinowały jak mogły by fajnie wyglądać. Niemniej jednak to wszystko było takie jakieś... JAKIEŚ! :)
      Pozdrawiam i dziękuję za systematyczne odwiedziny! :) Bardzo mi miło :)

      Usuń
  3. Stary styl;) kiedyś jakie to modne było

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie był wróciła do tych czasów :)

      Usuń
  4. Noś w takim stylu i teraz! :D gdybym miała trochę czasu na szycie to mogłabym Ci tę w kropki sprawić :* niestety studia i praca ech :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem udaje mi się coś znaleźć w tym stylu w lumpeksie ;)
      Jak znajdziesz trochę czasu - podłapuj klientkę! :)

      Usuń
  5. taka wystawa mody z lat 80-tych to coś co mnie zaciekawiło, gdybym mógł to bym odwiedził

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O lata 80. wystawa także zahaczyła, ale no wiadomo - tylko w jakiejś części :)

      Usuń
  6. Niechcacy wyslalam na Twojego maila tresc komentarza, ktory chcialam zamiescic pod tym bardzo ciekawym felietonikiem. Rura ze mnie ... jak zawsze :)))
    Napisalam tam, jak piekne byly to czasy dla bardzo, bardzo wtedy kobiecych dziewczyn :))
    Pozdrawiam Cie serdecznie
    Optymistyczna :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam wiadomość mailową - była świetna! Dziękuję bardzo za wniesienie tak dużo od siebie :)

      Usuń