piątek, 5 lutego 2016

Oooops, I did it again…


No ups. Przyszedł Wielki Czwartek – Tłusty Czwartek i znów to zrobiłam. Czuję się ponownie jak słoń w ciąży. Bo określenie „słoń” nie jest enough. Zaszłam w słoniową ciążę z pączkami.
W ogóle to pognałam do domu, prawie 2 godziny drogi od miejsca, gdzie się zasiedziałam, dla 15 minut przyjemności pochłaniania ciepłych pączków domowej roboty z gorącą marmoladą.
I ciepłe pączki urzędują dłużej w brzuchu niż ostatnia (klik) wielka tortilla z kurczakiem, pieczarkami, kukurydzą i sosem czosnkowym. Ogólnie… to nie był chyba najdoskonalszy pomysł by żreć ciepłe pączki -.-
A w jakiej miłej atmosferze pognałam do domu. Mr Brat i Miss Sis zabrali mnie limuzyną, gdzie całą kanapę tylnego siedzenia dzieliłam tylko z zakupami.
I w końcu znaleźli na mnie sposób bym zamknęła jadaczkę-szczekaczkę i nie mówiła kierowcy jak ma żyć. Bo ogólnie uważam się za najlepszego kierowcę na świecie (który wieczne zapomina swego prawa jazdy, bo chowam je w mieszkaniu na wypadek, gdyby został mi skradziony portfel i wszystkie dokumenty tożsamości, bo po co mnie prawo jazdy w Królewskim Mieście, skoro nie mam kategorii na autobusy MPK, a jak już mnie ktoś okradnie to będę miała chociaż jeden dokument zabezpieczony w mieszkaniu, który powie, że Ja bez Imienia to ja). I jadąc z kimś mam o tym pełne przekonanie, wiedząc jednocześnie, że moje umiejętności tak naprawdę nie są przesadnie brawurowe i nie pozwalają mi na przykład na wybranie dowolnego parkingu w mieście – tylko akurat taki, na którym jest zwykle mało samochodów, dużo miejsc, nie ma przeszkód terenowych i można parkować skosem lub ostatecznie równolegle (to jest dość dużo parametrów, więc spektrum wyboru nie jest zwykle oszałamiające…). Jednak oczywiście nie omieszkam poinformować kierującego, że ja wiem lepiej z jaką prędkością jechać, kiedy hamować i na co uważać. Podobno to jest okrutnie denerwujące. Takie chodzą pogłoski.
Jednakże w tym tygodniu lek na tę przypadłość został wynaleziony!
Po prostu trzeba Bez puścić chwytliwe piosenki do śpiewania. A im bardziej obciachowe – tym lepiej.
Hit ostatniej przejażdżki poniżej. Treść jak na piosenkę tego typu zaskakująco głęboka. Wykonanie – urocze. Teledysk – przystający do gatunku. Polecam. Ja bez Imienia.
Happy End
Własnoręcznie ulepiony przeze mnie i Mojego M. suchar!
Jaki jest miesiąc z F w nazwie?
.
.
.
.
Kwiecień!
<obowiązkowa żenująca cisza>

19 komentarzy:

  1. Obciachowe piosenki to idealny repertuar na rozpoczynające się wakacje, coby się wprawić w nastrój (jakiś Axel F, jakieś disco z pola). Zimą za to słucha się zamulatorów oraz łzowyciskaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa teoria, że to może zależeć od aury i pory roku ;)
      Myślę, że moje zainteresowanie obciachem muzycznym ograniczy się raczej tylko do samochodu :D I późnych godzin imprezowych ;)
      Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny! :)

      Usuń
  2. Dowcip dobry, nie znałam! czyli jesteś kierowcą teoretycznym...to i tak lepiej ode mnie, ja nie mam prawka :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza mi się czasem praktykować jazdę, więc nie jest ze mną znów ta super-najgorzej ;)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze raz, bo był byk... odpowiedź na zagadkę miała brzmieć:
      miesiąc jest zawsze FPEŁNI, co 28 dni...
      ...
      pączka zaliczyłem tylko jednego, jaki się ostał w kuchni na stole czekając na mnie, towarzyszyła temu rytualna formułka: "a to już jest Tłusty Czwartek?"...

      Usuń
    2. Tylko jeden pączek?? To stanowczo za mało :) Tłusty Czwartek niezaliczony! :)

      Usuń
  4. Ja nie rozumiem. Nie rozumiem tego narzekania na tłusty czwartek, jakby w nim tkwiło całe zło tego świata i szukania w nim przyczyny naszej nadwagi. Właśnie w tym rzecz, że rok ma 365 dni i ten jeden jedyny, nawet gdyby wepchnąć w siebie tuzin, pysznych, tłustych, słodkich, mącznych etc., etc., pączków nie powinien mieć żadnego wpływu na naszą posturę. Chcesz mieć ładną sylwetkę (to ogólnie, nie ad persona), masz do tego pozostałe 364 dni i świat się nie zawali jak sobie w ten jeden, jedyny dzień w roku odpuścisz. No taaak, ale są jeszcze święta i setki innych okazji... :) Biedny ten tłusty czwartek, oj biedny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba bardziej narzekam na to, że tak się obżarłam tym ustrojstwem, że się aż źle czułam :D Z wagą u mnie na razie spoko, ale... dobrze, że Tłusty Czwartek jest raz w roku, a święta od czasu do czasu :)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Nie ma lepszych pączków od tych domowej roboty! ;)
    Dziękuję za miłe słowa, również obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie - domowe są najlepsze! :))
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Heh, a ja żadnego pączka :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skandal! Tłusty Czwartek nienależycie uświęcony!

      Usuń
  7. a ja po długim okresie niejeżdżenia - przekonałam się i...śmigam i jestem dumna :) Nie było to proste, ale teraz jestem zadowolona.
    Co do pączków u nas były bezglutenowe domowej roboty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam niestety pojazdu na co dzień do śmigania :/ A też bym pośmigała... ;)

      Usuń
  8. Ciepłe pączki są mega, dawno nie jadłam! :D

    OdpowiedzUsuń