wtorek, 9 lutego 2016

Oj, kot, pani matko!


Zapowiadałam w jednym z postów (klik!) dwa wpisy z kategorii „Kocham to, co lubię”. Jeden już naskrobałam (klik!). To drugi. O weekendowym zabiegu odreagowania w…
… Kociej Kawiarni!
Rys kartograficzny
Kocia Kawiarnia Kociarnia mieści się w Królewskim Mieście na ulicy Krowoderskiej 48. Czyli nie ścisłe centrum (w sensie rynek i dziesięć ulic wkoło), ale i nie taki znowu wypizdów. Powiedziałaby, że taki… wypizdów centrum? Hmm. Chyba nie do końca jestem uprawniona by tak definitywnie oceniać, co jest wypizdów, a co nie. W końcu w dowodzie jako miejsce urodzenia mam wpisany… wypizdów, level 152 (czyli nie ostatni przysiółek w Bieszczadach, ale też nie żadna sypialnia metropolii). 

Rys gastronomiczny
Kocia Kawiarnia – czyli z czym to się je. A więc to takie miejsce, gdzie można wypić kawę, herbatę, kocioladę czy też wsunąć jakie ciacho w towarzystwie kilku upartych czworonogów – kotów.
Rys genetyczny
Kocia Kawiarnia w Królewskim Mieście powstała dzięki – uwaga, będzie trudne słowo! – crowdfundingowi. Jako magister z dziedziny nauk ekonomicznych, fachowo wyjaśnię to pojęcie. Crowdfunding to sposób finansowania przedsięwzięć poprzez drobne wpłaty funduszy od wielu osób. Przykładem crowdfundingu jest funkcjonowanie projektu PolakPotrafi.pl, z którego infrastruktury w sieci skorzystała pomysłodawczyni Kociej Kawiarni. I ja dołożyłam swoją cegiełkę, otrzymując za to bon na kawę (którą zamieniono mi na herbatę, za co bardzo dziękuję, bo kawy nie pijam – jestem jeszcze za mała by to robić ;))
Kocia Kawiarnia pełni rolę nie tylko kawiarni – to także miejsce, gdzie można zapoznać się ze zwierzakiem i adoptować go. Na ścianach kawiarni wiszą portrety kotów, które już znalazły nowe domy poprzez ten projekt.
Całe wnętrze Kociej Kawiarni jest… kocie! Koty są wszędzie. Na filiżankach, w filiżankach (Mój M. strasznie się zawiódł otrzymując kawę bez pianki – bo taką zamówił, dureń jeden!, a na kawach z pianką malowane są koty :)), na ścianach, na drzwiach… Ba! Jakich drzwiach! Do właściwej części kawiarni wchodzi się… przez szafę. (Ciekawa jestem ile razy kelnerka w ciągu dnia słyszy słowo „Narnia”-.-). Zamiast numerów zamówień, kładzie się na stoliczkach różnokolorowe figurki kotów na znak, gdzie i z czym kelnerka ma podejść.

 
Ogólnie sprawa związana z przygotowywaniem posiłków i obecnością w lokalu bądź co bądź jednak zwierząt została sprytnie rozwiązana – część pijalno-jadalna, gdzie urzędują koty, jest w zupełnie innych pomieszczeniach niż miejsce, gdzie przygotowywane są napitki i przekąski, a łączy je zamykana szafa i okienko do przekazywania zamówień. Szach-mat, Sanepidzie!

 Koty w tym miejscu są bossami. Słowo daję, gdy jakiś kot wchodzi do pomieszczenia, rozmowy milkną, wszyscy wlepiają wzrok w zamaszysty krok kota i odważają się jedynie na nieśmiałe „Kici-kici” w nadziei, że choć podejdzie musnąć ogonem. A ten, do kogo kot raczy podejść w swojej kociej łaskawości jest obiektem zazdrosnych spojrzeń wszystkich i uznawany za błogosławionego. Serio, nie kłamię. Przedziwne zjawisko. Koto-hipnoza. 


Przyznam, że nie jestem raczej typem osoby zakochanej bez pamięci we wszystkich stworzeniach, które się ruszają i chcącym uratować je wszystkie przed przemocą, głodem i wyginięciem. Na poparcie tej tezy napiszę, że… jem mięso. I uważam to za normalne. Tak, jestem dokładnie takim barbarzyńcą.
Ale zwyczajnie lubię zwierzęta i mam kilka ulubionych. Wśród nich są właśnie koty, które są ukochanym zwierzęciem Mojego M. Stąd nasza wyprawa do Kociej Kawiarni, za którą tak trzymaliśmy kciuki i której tak wyczekiwaliśmy. Bo koty mają osobowość!
I kozy też mają. Jako fanka kóz czekam na kozią kawiarnię ;)
Choć w przypadku kóz – może trafniejsza by była kozia dyskoteka ^^
Happy End
Znany zakonnik wypowiedział się gdzieś dla kogoś na jakiś temat. Znany zakonnik?? Czy to nie jest oksymoron?

10 komentarzy:

  1. W Warszawie za to powstała Miau Cafe :) Jeszcze nie byłam, ale gdy wrócę do stolicy, biegnę tam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie gdzieś mylnie słyszałam, że krakowska Kocia Kawiarnia jest pierwsza w Polsce. A tu kurcze znów ci warszawiacy... ;)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Uwielbiam takie miejsca, chyba nawet zawitam specjalnie do Was, żeby napić się Kociolady:-)
    Wszyscy opisane szczegóły są absolutnie mega zakręcone!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja znajoma mówi, że specjalnie wybierze się do Krakowa tylko po to by wstąpić do tej kawiarni! :)

      Usuń
  3. to ja też na herbatę, bo z kawy już wyrosłem... ale nie z kotów, z fanatyzmu kociego się nie wyrasta... czyli mam już ustalony jeden z punktów programu pobytu w Kraku /przełom lutego i marca/, a tymczasem z pierwszego tu komentarza wychodzi na to, że trzeba przetestować wawski odpowiednik...
    dziękować za info :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam - jeśli tylko masz czas wstąpić :) Ja mimo nabytej niechęci do Wawy (ajko przyszywana krakuska) - chyba też kiedyś się wybiorę i zahaczę o kocią kawiarnię w stolycy ;)

      Usuń
  4. Słyszałam o tej kawiarni i już nie mogę się doczekać wizyty w niej. Jednak bardzo nie po drodze mi do Krakowa. Mam mini koci lokal we własnym mieszkaniu, bo grasuje tu jeden rudy kot.Za to na zewnątrz biega ich aż 6, już się marcują, więc to grono się niebawem powiększy. Drzwi od szafy są genialne! Chcę do kociej Narnii już, teraz,natychmiast! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocia Narnia to idealnie określenie! :)

      Usuń
  5. Ale by tam Dino narozrabial! Chcialoby sie odwiedzic te Kocia Kafejke ... bez Dina naturalnie :)) Na pewno tam zagladne, po drodze, jadac w Bieszczady :))
    Pozdrawiam wszystkie kotki swiata ;)

    OdpowiedzUsuń