czwartek, 25 lutego 2016

Nie mam co na siebie włożyć


Niniejszy post zainspirowany jest spektakularnym odkryciem, jakiego dokonałam ostatnio w moim pokoju. Tak, to się zdarza. Nawet w najmniejszych pokojach, do których człowiek wprowadza się niby to na chwilę i zostaje na 4 lata (nadal część rzeczy trzymam w nierozpakowanej walizce, na której leżą luzem czyste pościel i ręczniki, bo przez 4 lata nie znalazłam dla nich godnego miejsca -.-)
Odkryłam – a właściwie przyznałam się sama przed sobą po miesiącach zamiatania tej sprawy pod nieodkurzony dywan – że… mam za dużo ubrań.
I ów post jest aktem oskarżenia przeciwko winowajcy tego zdrożnego procederu.
Oto on: vinted.pl
Mówiąc skrótowo – lumpeks/szmateks/secondhand z siedzibą w Internetach. Nie trzeba wychodzić z domu, przepychać ciasno zbitych ubrań na wieszakach, przepychać tęższych dam przy wieszakach, nie wiedzieć co zrobić z parasolem, jakoś wyglądać, nic nie trzeba. Trzeba tylko umieć utrzymać portfel na wodzy.
Portal oferuje możliwość wystawienia swoich niechcianych, zapomnianych, niekochanych, kupionych i nienoszonych (irracjonalne, a tak powszechne) ciuszków i odsprzedanie lub wymianę na coś chcianego, pożądanego, kochanego, niekupionego, a wołającego o noszenie u innej użytkowniczki (zwanej pieszczotliwie vintedzianką). Konieczna jest tylko rejestracja, bez – jak to bywa chyba na innych portalach – dodatkowych formalności w stylu uwierzytelniania smsem, przelewem, zdjęciem dowodu, odciskiem palca, listem polecającym  Ameryki itd. Oczywiście, ma to swoje minusy – każda transakcja oparta jest właściwie na internetowej umowie z obcą babką, o której reputacji świadczy tylko garstka komentarzy.
Piszę o tej stronie, gdyż – napiszę jak w reklamach Mango – zrewolucjonizowała ona moje podejście do zakupu ubrań. Mogę z łatwością wyhaczyć naprawdę tanie, czasem zupełnie nowe lub niewiele noszone rzeczy bez wychodzenia z domu. I pozbyć się zawadzających ubrań (choć to już trudniejsze – o czym świadczy otyłość mojej szafy -.-). Albo wymienić je na inne. Korzystam ze strony internetowej, ale także z aplikacji na telefony (która mi osobiście się trochę zacina, ale używam jej na podstarzałym tablecie – boję się zainstalować na mój superszybki nowiuśki telefon, by nie siedzieć w niej za dużo :D).
I nawet teraz, gdy teoretycznie jako Poważną Osobę na Poważnym Stanowisku stać mnie na nieco droższe rzeczy, wolę nadal zaopatrywać się na vinted.pl ;)
Bo – podobnie jak w lumpeksach/szmateksach/secondhandach – można znaleźć coś, czego nie ma nikt inny oraz... to coś na kształt polowania ;) Te emocje! Poszukiwania! Tropienie okazji!
A na vinted.pl nie ma przy tym przynajmniej przelewu krwi :D
Happy End
Mój M. napisał do mnie wiadomość: „Szyję guzik. Ciekawe to jest”. I za chwilę dodał: „Nie wiem, jak zakończyć…”

5 komentarzy:

  1. Rzecz właśnie w tym aby ubrać się oryginalnmie nie wydając przy tym fortuny... Również nie bawi mnie wydawanie milionów na lumpy typowo na jedną imprezę...
    Podzielam w pełni Twoje zdanie o tanich zakupach...
    Pozdrawiam serdecznie
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za odwiedziny i wpis :)

      Usuń
  2. Rzecz właśnie w tym aby ubrać się oryginalnmie nie wydając przy tym fortuny... Również nie bawi mnie wydawanie milionów na lumpy typowo na jedną imprezę...
    Podzielam w pełni Twoje zdanie o tanich zakupach...
    Pozdrawiam serdecznie
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze powtarzam, że kupić drogo, nie jest sztuką, ale wydać grosze i wyglądać jak milion dolarów, to już coś!
    Szycie guzika mnie zaintrygowało...

    OdpowiedzUsuń