poniedziałek, 22 lutego 2016

Because it’s never too late


Kontynuując moją wczorajszą opowieść (klik)…
Bladym świtem o 11 ów dnia następnego wstaliśmy z Moim M., zapełniliśmy oczy obrazkami z telewizora (bo my nie mamy), a po niedzielnym obiadku ruszyliśmy zażyć ominiętą dawkę pyłów i zanieczyszczeń Królewskiego Miasta.
Po co? By spełnić jedno z moich niepisanych (i w końcu niezapisanych tutaj) postanowień noworocznych :D
Tak wysilałam mózg by wymyślić – jak Pan Bóg przykazał - listę postanowień do niedotrzymania na ten rok. I ostatecznie skończyło się na etapie gimnastykowania mózgu – żaden impuls do dłoni w celu zapisania dla potomnych się nie wydarzył. Poza tym – co tu zapisywać. Moje główne postanowienie dzielę z 90% ludzi w moim wieku (czyli ćwierćwieku) – zdrowiej jeść i regularnie ćwiczyć.  Nic odkrywczego. Po co się chwalić. Mnożyć byty w Internetach.
Ale miałam dwa postanowienia relatywnie nietypowe ;)
Jedno z kategorii całorocznych, którego niedotrzymywaniem mogę się chwalić co niedzielę, albowiem postanowiłam sobie przy okazji każdej mszy świętej przekazywać znak pokoju poprzez podanie ręki. W parafii, do której należy wioska Hen-Hen, z której pochodzę, nie ma takiego zwyczaju. Raz kiedyś świętej pamięci ksiądz, co perfumował się tak, że nawet jak przejechał samochodem to było to czuć, próbował wprowadzić taki zwyczaj, mówiąc „Przekażcie sobie znak pokoju poprzez podanie ręki”, ale owieczki nie były skore do bycia posłusznymi w tym zakresie i tylko jak kury kiwają głowami po sąsiadach do dziś. No to i ja zwykle przekazuję znak pokoju po kurzemu. Ale chcę się oduczyć! Pochwalę się – ostatniej niedzieli mi się udało!
Moje drugie postanowienie to takie z kategorii marzeń do spełnienia na ten rok. Nie mówiłam o nim nikomu i… może dlatego się spełniło :D
To moje postanowienio-marzenie na ten rok to koncert Edyty Górniak.
Co po niektórzy śmiali się ze mnie perfidnie, że tracę równowartość 10 kebabów na koncert „tego wyjca”, ale… bardzo chciałam usłyszeć ją na żywo.
I usłyszałam. W Królewskim Mieście, w Hali Wisły, co – poprzez nieprzesadnie dużą powierzchnię i usadzenie gości elegancko na krzesłach, a nie upchanie motłochu na płycie – pozwoliło na zobaczenie gwiazdy naprawdę z satysfakcjonującej odległości i to siedząc w najtańszym sektorze :D
Koncert reklamowany był jako super, hiper, mega, ultra wyjątkowy. Edyta Górniak na jego potrzeby pojechała uczyć się śpiewać i tańczyć do Stanów (po tylu latach?...), ekrany do wizualizacji przyjechały z Niemiec, mikrofon, do którego śpiewa Beyonce (w sensie – do tego typu, nie do tego samego :D) przyjechał skądś tam inąd, byli tancerze, zespół, telebimy itd.
I rzeczywiście… było uroczyście. Edyta przebierała się cztery razy, szczebiotała i filozofowała w swoim słodkopierdzącym stylu między piosenkami, tańczyła, zapraszała ludzi na scenę i spazmatycznie się emocjonowała.
Tak, napisałam to słodko-gorzko. Bo takie miałam uczucia na zmianę. W jeden wieczór zachwyt, zażenowanie, podziw, znudzenie, zaskoczenie, zlekceważenie itd.
Edyta Górniak nie kłamie śpiewając, że jest kobietą… :D
Momentem tak cudownego zaskoczenia było to jak na scenie pojawił się… Mietek Szcześniak. O tak, zabrzmiało dokładnie to! <3
Ogólnie – nie żałuję tych 10 kebabów. I także tego 11., którego nie udało nam się z Moim M. zjeść po koncercie, bo zaczął padać deszcz :D
Jednakowoż.
Ogólnie jestem zafascynowana historią Edyty Górniak i podziwiam ogromny talent. Nie chciałabym oceniać jednocześnie osobowości, o której mam swoje zdanie, ale boję się, że będzie na granicy hejtu (bo z natury mam naturę hejterską), więc się powstrzymam :) Utrzymam palce na wodzy! ;) Moim zdaniem Edyta Górniak to najlepszy głos w Polsce (przynajmniej z tych, co słyszałam ;)). Podoba mi się wiele interpretowanych przez nią coverów oraz kilka jej własnych piosenek – zwłaszcza z początkowych etapów kariery.
No właśnie…
Po mojemu (TAK by naprawdę powiedzieli Rosjanie ;)) zwrot w stronę densowych, umpa-umpa, energicznych, bliźniaczych rytmów nie pozwolił wybrzmieć jej talentowi. Pewnie to kwestia mojego zamiłowania do jej bardziej elitarnych, delikatnych występów o minimalistycznej formie, a wspaniałej treści. Takich występów, których już pewnie nigdy nie będzie…
Kolejny dowód na to, że urodziłam się za późno :(
Poniżej, mój najulubieńszy i kompletnie nieznany utwór, który znalazłam przypadkiem i się zakochałam miłością nieprzejednaną. Oraz wspaniałe wykonanie „To nie ja”. Heh…
Mam wrażenie, że wszystkie wyświetlenia pod tym filmem zrobiłam ja :D
Happy End
W ogóle – Edyta Górniak przeprowadziła się do Królewskiego Miasta! Jak donoszą opiniotwórcze portale internetowe (Pudelek i Pomponik) – przyjechała na sylwestra, łyknęła tutejszej atmosfery (zagryzając smogiem), kupiła dom za milion i… voila!
Mój M. poinformowany o tym ważnym wydarzeniu, podsumował je niepoprawnie politycznie:
- Przeprowadziła się do Królewskiego Miasta. Zdechnie…

3 komentarze:

  1. najzabawniejsze jest to, że do tej pory pojęcia nigdy nie miałem, gdzie mieszka Edyta Górniak /nie tylko zresztą ona/...
    pozdrawiać :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba okazałam się pomocna ;)
      Pozdrawiam! :D

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń