poniedziałek, 11 stycznia 2016

Put on your red shoes and dance



Obranie sobie na dziś tytułu z Davida Bowie’ego nie jest najbardziej nieszablonowym pomysłem na dziś, jednakowoż siłą rzeczy w ramach Zespołu Zapętlenia Jednego Utworu letsdancuję i starmanuję. Nie jestem typem osoby, która delektują się muzyką, potrafi siedzieć  i słuchać, wessywać/wsysywać (nie no, musi istnieć takie słowo, ale nie znam poprawnej formy mimo, że byłam w klasie humanistycznej – nobody’s perfect) porami skóry to coś, co Mój M. nazywa klimatem. Ale miałam już w kalendarzu przynajmniej dwa dni, gdy playlista z Bowiem się zapętlała.

Poza tym opowiadałam dziś mojej koleżance, z którą nie zgadzamy się politycznie, a mimo wszystko się lubimy (Da się! Polecam! :)), jak spędziłam sylwestra. Więc pieśń Davida Bowie’go idealnie w temacie.

Wprowadzając Czcigodnego Czytelnika w klimat mogę zaznaczyć, że Ja bez Imienia przechodzi ostatnio Proces Przepotwarzania. Uczy się puszczać z wodzy myśli, przyglądać się wszystkiemu wokół, odkładać tak wygodne i praktyczne szkiełko oraz mieć serce i paczać w serce. Mury bezpiecznych twierdz niepodważalnych „Tak trzeba” oraz wygodnickich „Tak jest dobrze” oraz przewidywalnych „Jak należy” kruszą się i… runają/runują? (nie no, muszą być takie słowa!). Popadają w ruinę. I właśnie w sylwestra miałam wrażenie, że wykruszył się jeden z bastionów.

Zwykle na imprezach Bez była sztywniakiem udającym, że nie jest sztywniakiem i pewnie było widać, jakim Bez jednak jest sztywniakiem. To tak samo jak kogoś znajomego widzisz na ulicy, udajesz, że nie widzisz, a tak naprawdę cholernie widać, że go widzisz. Nie w takim sensie, że zamulałam wszystkich dyskutowaniem nad słusznością stosowania podejścia keynowskiego do gospodarki przez Miłościwie Nam Panujących (chętnie podyskutuję jakby to chciał!), ale… nie umiałam się bawić.

I gdzieś, niewiadomo jak, niewiadomo jakim kluczem, jakim trafem i jakim algorytmem… sukces :)
No, może jednym z parametrów w tym algorytmie był nieprzychylny (lub zbyt przychylny!) dla mnie alkochińczyk :D

Niemniej jednak… tak radośnie tańczyłam! I to mimo, że zdawałam sobie sprawę, że bardziej wyglądam jak murzynka (sorry – Afropolka!) z afro wyglądającym jak po wyjściu spod prysznica w ciążowej bluzce niż docelowa Uma Thurman z Pulp Fiction, to jednak nieskrępowanie tak jakoś… tańczyłam! Nawet odtańczyliśmy z Moim M. Taniec Trolli (który stanowi bardziej parodię tańca niż sam taniec) :D A gdy już i on wymiękł – tańczyłam w zieloną serpentyną, zwisającą z żyrandola :) A o dwunastej oglądałam fajerwerki – choć się boję :)

Sukces :)

Mimo jednak wielkich sukcesów, Davida Bowiego zagłusza dziś od czasu do czasu zapętlone zdanie mojego niezadowolonego starszego kolegi z pracy: „Pani Bez, nie tak się umawialiśmy” :/ Nie umiem bezczelnie obok tego przejść. 

Poza tym nie było mnie tu przez więcej niż jeden dzień, więc szybko zdam raport, co u mnie:

  • Mój M. wykazał się wyjątkowym talentem i zrobił dla mnie wielokrotnie złożony, niebanalny, eklektyczny i zbyt pstrokaty na tapetę w moim nowym telefonie (ale i tak go sobie ustawiłam) obrazek!


  •  Babcia Mojego M. dała mi paczuszkę moich ulubionych ciastek z cukrem, którą… zjadłam bezwstydnie w jeden dzień. Całą. Prawie sama. Moja Sis dostała trzy ciastka rzutem na taśmę, bo przed jej wejściem do mieszkania nie zdążyłam wpakować wszystkich ciastek do paszczy
  • Pod względem kulinarnym ostatniego czasu nie mogę zaliczyć do udanych. W weekend jadłam tylko to, co dla mnie zrobiono. Zapowiadana w poprzednim poście wielka niewiadoma gastronomiczna okazała się spoko, ale nic mi nie urwała (z niedojedzonego makaronu wygrzebałam jednak skrupulatnie drogocennego łososia!). Dziś przy okazji robienia makaronu z papą tuńczykową a) zapomniałam wziąć ze Sklepu na Rogu całą reklamówkę cebuli b) upstrzyłam sobie koszulkę otwierając śmietanę. 
  • Znalazłam błąd w serialu „Przyjaciele”, który oglądam z kilku powodów a) lubię oglądać coś do obiadu, a moim ulubieni vlogerzy czasem nie wyrabiają z graniem do mojego kotleta b) UWIELBIAM ciuchy z tego filmu!!!!!! Jejku, mogłabym tu założyć taki mały kącik tematyczny „Obłędne ciuchy Moniki z „Przyjaciół”, które, cholera, już nigdy nie wrócą”??? c) oglądam tylko seriale, które nie zachwycają by się nie uzależnić – ja słyszałam te historie z oglądaniem pięciu sezonów w jeden wieczór, zatem wystrzegam się „Gry o tron” i innych tego typu hitów. Przyznam, że i po „Przyjaciół” sięgnęłam bojaźliwie, bo co niektórzy opowiadają, że to też ma właściwości uzależniogenne. Ja jestem odporna. Podoba mi się, ale – podobnie jak moja ostatnia niespodzianka łososiowa – nic mi nie urywa :) A odnośnie błędu w serialu – powiedzieli, że Mińsk jest w Rosji. Sprawdziłam nawet rok powstania danego odcinka. I rok ogłoszenia niepodległości Białorusi. Mińsk był wówczas już białoruski i nie chce być inaczej. I umiarkowanie wyglądało to na żart serialowy o.O

Serdecznie witam nowe osoby na moim podwórku! :) Pozdrawiam ciepło!

Happy End

Oficjalny instagram PKP polubił moje zdjęcie! Myślę, że to mogą być nieśmiałe podchody bym została prezesem tej spółki. Jeśli to czytacie – nie lękajcie się! Przygarnę każdą ilość milionów, które mi zaoferujecie :)

6 komentarzy:

  1. Pierwsza część narracji w stylu Poniedzielskiego :-)
    A obrazek ładny, przestrzenny, eklektyczny:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze chciałam użyć słowa "eklektyczny" - bo to chyba modne słowo teraz ;) I chyba idealnie pasuje do tego obrazka! :D
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Parodia tańca powiadasz :D Wystarczy się przełamać. Taniec to tańczącemu ma sprawiać przyjemność.
    Twój luby się postarał, tak dba o Ciebie!
    A co do ciastek to się nie dziwię. Może tych z cukrem bym tak nie pochłaniała, ale na przykład pierniczki... mm. Pół dnia by wystarczyło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowo daję, tych ciastek nie da się jeść po jednym, elegancko, jak królowa angielska. Je da się tylko wpierniczać bez opamiętania..... :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Grunt, że impreza udana :) Nie ma jak luz i spontan, na przyszłość się go trzymaj.
    Ciastek zazdroszczę, niemal czuję ich smak :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno bardzo łatwo robić te ciastka - ja kiedyś tego dokonam, pochwalę się :)

      Usuń