środa, 6 stycznia 2016

Naprawdę nie dzieje się nic. I nie stanie się nic – aż do końca



Kiedyś po Internetach błąkała się już taka jedna, która naz(y)wała się Ja bez Imienia. Codziennie wywalała na klawiaturę niezliczone hektolitry myśli. Serio. I jakaś grupa masochistów nawet toto czytała. Piękne czasy. Ja bez Imienia dorobiła się nawet zdrobnienia – Bez (dzięki, Milordzie – bo o ile dobrze pamiętam taki to się błąkał po Internetach wtedy i ją tak nazwał). 

Potem gdzieś zapał przepadł. A może potrzeba została zaspokojona gdzie indziej. Pojawił się nieoceniony pochłaniacz czasu – Mój M., który poza czasem połykał te wszystkie myśli. 

No i stała się także katastrofa – ktoś z tzw. Realu włamał się niegodnie w ten Niereal. I nawet się nie przyznał. Do tej pory nie wiem, kto to :D W każdym razie zostawił jednoznaczny ślad, że pochodzi z Reala. Pod innym adresem internetowym 365 dni nie kręciły się dookoła życia tak ochoczo jak wcześniej.

I trzeci powód – studia i praca. Nie żeby kolejny pochłaniacz czasu, nie nie! Czas ugłaskiwania słowa pisanego. Raporty trzeba pisać elegancko i dostojnie. I szybko :) Jestem niezmiernie ciekawa, czy teraz będąc Poważnym Człowiekiem na Poważnym Stanowisku, będę w stanie powrócić do tego stylu, który kiedyś doprowadził jednego Kogoś do wyplucia soku pomarańczowego ze śmiechu na monitor (Tak było! Piękne czasy!)

Skąd zatem ten powrót? Czyżby ten piekielny nowy rok? Nowy rok – nowa ja???

 Pośrednio tak. Bo to właśnie w sylwestrowy wieczór nad sałatką z makaronu ryżowego (ryżowego dlatego, że ma kształt ryżu, a nie że ryżowy ;)), a tuż obok szaszłyków, których niezliczoną ilość pochłonął Mój M., moja szacowna współlokatorka Ruda, co Tańczy jak Szalona skomentowała jakąś moją górnolotną puentę: „Ty to powinnaś felietony pisać!”. 

Ha! Felietony… Żadnego fejmu z tego nie ma :D Co innego taki blog! Modna rzecz! 

Nie wiem tylko, czy tematyka modna. Bo modna tematyka to chyba teraz moda. Ewentualnie przepisy na sałatki z jarmużem (Za ciula nie wiem, co się robi z tego jarmużu, ale może akurat sałatki?), piękne zdjęcia w pastelowych kolorach pomieszczeń, które wyglądają, jakby nikt w nich nie mieszkał (Może ci od takich blogów mają takie specjalnie pomieszczenie, gdzie zawsze wszystko takie idealne i pastelowe? Choć obserwując Mojego M. jestem w stanie uwierzyć, że można mieć AŻ TAK posprzątane o.O Uważam ten stan jednak za mocno nienaturalny :D) lub inspiracje i współprace (To chyba słowa-klucze!). Nie że ja tu hejcę czy coś – ależ skąd! Ja po prostu nie mam ambicji do robienia sobie ładnych zdjęć w ładnych ciuchach, umiejętności do robienia sałatek z jarmużu, cierpliwości do robienia zdjęć w nienaturalnie pięknych pastelowych pomieszczeniach oraz inspirowania. 

Ja piszę, bo lubię :) No i Ruda, co Tańczy jak Szalona powiedziała, że muszę :)

Także tematyka jest żadna. Nie będzie się działu tu nic wyjątkowego. I naprawdę nie stanie się nic – aż do końca :)

Podczas kręcenia dookoła życia moich 365 dni na poprzednim blogu (tym pisanym przed potopem) zawsze kończyłam Happy Endem. To teraz też :)
 
Happy End

Stoję sobie dzisiaj w kościele. Przede mną pani z dzieckami i wózkiem, który z niewiadomych przyczyn zostawiła by pójść gdzieś na pole (tak, ja wychodzę na pole i akcja dzieje się także w miejscu, gdzie wychodzi się na pole) z dzieckami. Bez już się włączyła schiza – bomba została w wózku, a ona poszła wyprowadzić dziecki, by nie zginęły. A ja stoję zaraz za tym wózkiem! Niechybnie zginę! Pani z dzieckami wróciła z pola, ja nie zginęłam i chyba z tej okazji zakwiliła mi w głowie taka do bólu domowa  myśl. Taka z zapiecka. ALE BYM ZJADŁA SZARLOTKĘ! A jakbym już mogła mieć ideał szarlotki na dziś to by była ciepła szarlotka! Jednak w promieniu tych kilkudziesięciu metrów od mieszkania, jakie można przejść w mroźny dzień i nie zginąć, nie uświadczysz ciepłych szarlotek w Trzech Króli :/ Zjadłam jabłko. I przegryzłam trzema łyżkami wyrobu czekoladowego typu Nutella. Jestem na detoksie – chyba od sylwestra nie jadłam słodyczy w ramach akcji „Nowy rok – nowa ja”! :O A tu taki złoty strzał…

12 komentarzy:

  1. przez siebie bym też zjadła szarlotki;p u nas w szkole ktoś plecak podrzucił i zapomniał o nim i miałyśmy schizy że to bomba xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za najpierwszy w historii tego bloga komentarz! :)
      Ja ostatnio miewam okropne schizy - i to na różnych płaszczyznach. Na pewno kiedyś opiszę. Jest się z czego pośmiać - już testowałam na innych xD
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Jestem ciekawa, co takiego wymyślisz. Będę czekać na nowe posty z niecierpliwością. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny i zostawienie po sobie śladu :) Rozgaszczaj się u mnie częściej, zapraszam :)

      Usuń
  3. Skoro lubisz pisać, to już wystarczający powód (i chyba najważniejszy) by to robić :D
    Powodzenia i pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję uprzejmie i zapraszam częściej :)

      Usuń
  4. Ja na pewno słyszałam o czipsach z jarmużu. Ale pewnie i sałatka wyjdzie xD
    Fajnie piszesz, Ruda, co Tańczy Jak Szalona ma rację, musisz pisać. Mnie też ludzie mówili, że powinnam pisać, aż w końcu pękłam. I pisać zaczęłam. I tak samo jak Ty - o niczym modnym. Ani do treningów nie motywuję, ani nie ubieram się modnie. Taka sobie o!, szara istotka, w czerwonych okularach, opisująca swoje poglądy. A jednak ktoś to czyta :D
    Powodzenia! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czipsy z jarmużu! Już nie będę się z tego śmiała! Z niczego z czego można zrobić czipsy nie wolno się śmiać!
      Gratuluję zostania najpierwszą obserwatorką :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. ciekawie się zapowiada, jestem również ciekaw jak wszyscy komentujący o czym będziesz pisać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie... sama jestem trochę ciekawa co z tego wyjdzie ;)

      Usuń
  6. Widzę, że nie tylko ja postanowiłam zacząć (ponownie) pisać bloga 6 stycznia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już myślałam, że będą zupełnie wyjątkowa gdy nie zacznę od pierwszego stycznia ;)

      Usuń