wtorek, 10 stycznia 2017

I patrzę na chemiczny świat

Zgodnie z obietnicą ogłaszam wszem i wobec wiadomość ze Słoika Cotygodniowych Małych Przyjemności - w tym tygodniu, każdy, kto się z nami bawi pije coś, czego jeszcze nigdy nie pił :)

Wiem, wygląda to trochę podejrzanie. W ostatnim tygodniu było zjedzenie czegoś, czego wcześniej się nie jadło. Jako autorka tych wszystkich wymysłów (która drży przy każdym losowaniu, bo pisała te karteczki w totalnym amoku natchnienia) zapewniam, że kolejne zadania ze słoika nie będą polegały na wypaleniu czegoś, czego jeszcze nie paliłeś, wytatuowaniu sobie czegoś, czego jeszcze nie wytatuowałeś i zażyciu czegoś, czego jeszcze nie zażyłeś :)

Poza tym cóż mogę rzecz o moim świecie, zakotwiczonym w Królewskim Mieście? Wczoraj wszystkie krakusy bez względu na staż bycia krakusem (i ci od ósmego pokolenia wstecz i ci, którzy przyjechali wczoraj zabrać im pracę i miejsce parkingowe) byli zmarznięci oraz syfiaści w środku inhalując się wszystkimi najbardziej szlachetnymi kombinacjami tablicy Mendelejewa, a co niektórzy - w tym ja - byli syfiaści także na zewnątrz ze względu na awarię wodociągów. Ja dodatkowo byłam jeszcze niedożywiona, bo najpierw nie zjadłam obiadu, potem wyruszyłam w ten świat "pachnący szarością", a potem chciałam zajrzeć do najbliższego mi sklepu (który zawsze jest nazywany Sklepem na Rogu - mimo, że tym razem nie jest na rogu), by uzupełnić zapasy i... ten był zamknięty. Wisiała przynajmniej na nim jakaś kartka i z daleka było widać, że w środku nikt nie urzęduje. Nie zdecydowałam ślizgnąć się bliżej drzwi i mam nadzieję, że na kartce nie pisało "Wracam za 5 min" -.-

Ale dzięki temu Czarnulka, która jest uosobieniem miłosierdzia (mimo, że dziś widziałam ją niemal przeklinającą, a to do niej totalnie niepodobne, bo była świadkiem zmacania przez jakąś kobietę wszystkie bułek w Biedrze), oddała mi miskę swojej wspaniałej zupy!  Była tak przepyszna! I nie tylko dlatego chyba, że była przyprawiona najskuteczniejszą przyprawą - głodem :)

Happy End

Chcę grać w badmintona i układać puzzle! Niekoniecznie jednocześnie ;)

wtorek, 3 stycznia 2017

To co się da / Podziel na dwa

Frytki z batatów, które jadłam dziś w ramach pierwszej Cotygodniowej Małej Przyjemności pt. "Zjedz coś, czego jeszcze nigdy nie jadłaś", smakowały jak naleśniki, choć Czarnulka twierdzi, że nie.

Nie dojdzie z nami do ładu, więc każdy człowiek musi spróbować tego na własnym języku.

W ogóle to pomyślałam - hej, dlaczego też mamy z Czarnulką kisić się same w naszym Słoiku Cotygodniowych Małych Przyjemności? Niechże świat skorzysta z naszego autorskiego systemu podtrzymywania dobrego samopoczucia!

I wymyśliłam.

Może będę zamieszczać wyniki naszego cotygodniowego losowania na mojej stronie na fejsbuku? I jak ktoś będzie miał ochotę to sobie dołączy i we własnym zakresie będzie rozwiązywał wylosowane zagadki? A ja chętnie poczytam w komentarzach, jak Wam idzie? Hmm? Ktoś chętny? Jak chociaż jedna osoba będzie chętna - powezmę tę czynność! :)

Happy End

Obudziłam się dziś rano z myślą "O słodki Jezu! Jak idealnie dziś okręciłam się kocem do spania! Perfekcyjny splot! Majstersztyk!"

poniedziałek, 2 stycznia 2017

So much to do / So much to see

Krótki poradnik wyjazdów do IKEA - zawsze ciągnij tam ze sobą drugą osobę. Po to, aby przypilnowała Cię być nie wyniósł/wyniosła (raczej wyniosła -.-) całego sklepu. Albo pomogła Ci wynieść cały sklep.

Mentalnie przygotowuję się na wizytę w IKEA. Zostałam milcząco oddelegowana do zakupienia prezentu w formie bonu podarunkowego dla koleżanki z mojej byłej (ja mam wszystko byłe) pracy przez moich znajomych z ów miejsca. Będą oni moralnie odpowiedzialni za wszystkie "rzeczy, które mi są niepotrzebne, a są piękne i da się je zataszczyć do domu w papierowej torbie marki IKEA autobusem linii 173", które kupię przy okazji.

Ale ogólnie to się cieszę. Z mojej głowy wyszedł pomysł wspólnego prezentu, niemalże moją inicjatywą (bo wpadliśmy na to w tym samym momencie fejsbukowej konwersacji z Asystentem Koordynatorem, ale ja zanim zdążyłam to wyrazić słowami musiałam pomalować rzęsy, bo wychodziłam na grzańca z dziewczynami, a on nie maluje rzęs) była forma prezentu,  ja zajmuję się wykonaniem.

Powinni być ze mnie dumni. Wszak to na ich koordynatorskim przykładzie wyrosła taka oto ogarniaczka projektów :)

Ja jestem z siebie dumna.

Happy End

Jakaś kobieta dziś weszła do tramwaju i powiedziała "Dobry wieczór" :)

niedziela, 1 stycznia 2017

Nowy Rok bieży

Maraton filmowy w kinie - najbardziej optymalny sylwester na tamten/ten rok! Bez pląsów i wygibasów, oddzielona grubymi ścianami od fajerwerków, balony na odpowiedniej wysokości i odpowiednio zabezpieczone by nie pękać,  zapewnione miejsce siedzące, impreza bez niepotrzebnej spiny i wydziwiań, ale nadal motywujaca by się ubrać, pomalować i "pokazać zębom świat" :)

Razem z Czarnulką wybrałyśmy się do krakowskiego Kina Kijów. Za jedyne 60 zł otrzymałyśmy 3 filmy i lampkę szampana. Jak rasowa blogerka mogę ten event ocenić pozytywnie i zapropsować.

Na sylwestrowym afiszu znalazły się najnowsze Gwiezdne Wojny (których w ogóle zapomniałam się spodziewać na koniec roku!), jakiś melodramato-musical "La la la coś" (jak ktoś lubi patrzeć na tańczącego Ryana Goslinga to spoko, jak ktoś nie lubi historii, dla których na początku filmu można wymyślić maksymalnie dwa przewidywalne zakończenia pt. "będą żyli długo i szczęśliwie" oraz "nie będą żyli długo i szczęśliwie, ale spotkają się po latach i będą rzewnie wspominać" to niespoko; ja mogłabym zakończyć oglądanie na przeuroczej pierwszej scenie z zakorkowaną autostradą tańczących na samochodach ludzi w kolorowych ciuszkach) oraz świetna włoska komedia "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" (dynamiczna, choć rozgrywana w jednym pomieszczeniu niemalże, zwroty akcji, humor, a nawet mądre, nieoczywiste przesłanie - polecam!).

Wieczór zakończyłyśmy powrotem wesołym autobusem (każdy środek transportu rządzi się swoimi prawami - w każdym przedziale pociągu jest przynajmniej jeden dziwny człowiek, a w nocnych autobusach w wyjątkowe dni zawsze jedzie grupa śpiewających ludzi), gdzie wysłuchałyśmy koncertu kolęd (Czarnulka mówi: "Przynajmniej nie przeklinają"), a następnie "Sto lat" (Czarnulka mówi: "Wysiadamy, bo zaraz zaczną śpiewać" Gorzko""), a następnie dokończeniem wina z Maryjką i spisaniem po 7 punktów postanowień noworocznych każda i włożeniu do zbyt dużych kopert.

Serdecznie dziękuję (bez ironii) krakowskiej komunikacji miejskiej za zapewnienie sprawnych i częstych połączeń w noc sylwestrową! Propsy od rasowej blogerki!

Sylwester szyty na miarę mojego nastroju. Nie siliłam się na huczną zabawę, a i tak się dobrze bawiłam.

Wiem, że to tylko zmiana cyfry w dacie. Ale jakoś tak przyniosła mi ulgę.

Mam zamiar sprawić sobie teraz dobry rok :)

Happy End

Miałam okropną ochotę na łazanki z kapustą. I zapomniałam, że kapusta tak okropnie pachnie. Do Rudej, co Tańczy jak Szalona przyjechała koleżanka. Będzie mnie zapewne nazywać Tą, która Warzy Kapustę...

sobota, 31 grudnia 2016

Need a little sweetness in my life

Pomalowałam paznokcie, zrobiłam nogi (a jest zima i nie mam faceta - to znaczy, od łydki w dół sama byłam facetem, więc miałam... nogi faceta!), posprzątałam, mam zamiar się umalować - Roku 2017, nadchodź śmiało! Jestem gotowa!

Nie wiem, czy będziesz dla mnie łaskawy, drogi Roku 2017, więc na wszelki wypadek zabezpieczyłam swoje samopoczucie stworzeniem Słoika Cotygodniowych Małych Przyjemności. Zainspirowałam się blogiem ciagle-szukam-siebie.blogspot.com. I pozwoliłam sobie ukraść i nieco zmodyfikować ideę :) (Czy wspomnienie i zalinkowanie u siebie tego bloga jest wystarczającym zadośćuczynieniem za naruszenie praw autorskich?... Aż tak sprawna w Internetach nie jestem)

Wiadomo, jak to jest z tymi całorocznymi słoikami szczęścia, dobrych wspomnień, sratatata. Podobno są tacy, którym udało się prowadzić je do lutego - ale ja ich nie znam :D

Ale taki słoik z przyjemnościami... Kto by zrezygnował z częstowania się co tydzień czymś przyjemnym??

Podzieliłam się moim pomysłem z Czarnulką. Przygotowałam odpowiednio grunt pod przyjęcie tego wynalazku, wciskając jej, że to prezent. Przyjęła ze spodziewaną radością :)

Co tydzień z wypełnionego 52 karteczkami z Małymi Przyjemnościami na Każdy Tydzień będziemy robić losowanie jednej karteczki z Małą Przyjemnością. Wspólnie, pod nadzorem Komisji Kontroli Gier i Zakładów. W poniedziałek - z oczywistych powodów. I będziemy wzajemnie się pilnować, by postanowienie losu zrealizować :)

Oczywiście Czarnulka nie mogła się doczekać poniedziałku (zganiam na nią, bo nie wie, że zganiam) i na przyszły tydzień już wylosowałyśmy dla siebie zjedzenie czegoś, czego jeszcze nie próbowałyśmy! Po dwustronnych naradach i porównywaniu doświadczeń okazało się, że obie nie jadłyśmy jeszcze batatów! Zrobiłyśmy szybką analizę terminarzy i w środę wieczorem na naszym stole pojawią się frytki z batatów!

Już wiem, że lubię bataty. Jeśli z czegoś da się zrobić frytki - musi to być dobre!

Szczęśliwego Nowego!

Happy End

Mamcia zrobiła mi butki na szydełku. Są obiektem zazdrości wszystkich, którzy je widzieli :)

piątek, 30 grudnia 2016

Grudzień ucieka za grudniem / Styczeń mi stuka za styczniem

Nowy rok, nowa ja, nowy kalendarz (ja mam taki nowy, świetny, ze stroną dla każdego dnia osobno, nawet dla soboty i niedzieli - to jest bajer!).

Kultura blogowania nakazuje napisać post z listą postanowień noworocznych. Najlepiej w punktach. Ja jestem człek kulturalny. I dbam o tradycję. Napiszę więc.

1. Pojawię się gdzieś tam na świecie :) Mam przynajmniej dwa pomysły, machina realizacji których zaczęła się powoli toczyć. To znaczy - już zapowiedziałam zakotwiczonym w tamtych miejscach, że mnie zobaczą. Bo tak właśnie mam zamiar legalnie wykorzystać znajomości. Jeśli mam być precyzyjna (zgodnie z regułą sztuki stawiania sobie celów) - Porto i Odessa. Oo, jak już to napisałam w Internetach - muszę to zrobić!

2. Obiecane wypady na mniejszą skalę. Obiecane, bo już zapowiedziałam tym i tamtym, że pojedziemy razem. Polskie morze i góry.

3. Woodstock! Już niedługo będę miała zmarszczki - akurat błotko się przyda :)

4. Bardziej stancjonarnie - w każdym miesiącu zrobić chociaż jedną nową rzecz. W lutym planuję siłownię - nie w styczniu, bo wtedy są tam tłumy nowych onych zmieniających swoje życie. Pomysłu na styczeń jeszcze nie mam. I na pozostałych 10 miesięcy też nie właściwie. Chętnie poczytam podpowiedzi z głębin blogosfery! :)

5. Reaktywować hobby pocztówkowe. Postcrossing.

6. Pisać. Tu dużo podpunktów, bo trochę mam pomysłów. Jednym z nich jest regularność tutaj. Ale nie obiecuję. Nie wiem jeszcze, gdzie i jak włożę swoje ironizujące pióro. Ale mam zamiar je gdzieś wsadzić. I może w końcu napiszę przedstawienie jasełkowe, które od zawsze chodzi mi po głowie...

7. Zrealizować jakiś projekt dla ludzi. Może być mały. Taki żeby cieszyły się nawet 4 osoby. Ale coś, czym będę mogła rządzić ;)

8. Kupić własnego jeździka. W sensie - samochodzik. Już nawet kocham kilka marek samochodów. I rozróżniam. Na pierwszym miejscu byłby czarny garbus. Ale jakby ktoś miał na zbyciu jakieś śliczne Suzuki Swift - nie pogardzę :)

9. Dojść w rosyjskim do poziomu B2. By rozmawiać z rosyjskojęzycznymi znajomymi swobodnie.

10. Zająć się dziwnym bólem po lewej stronie brzucha - i tu maszyna realizacji poszła już w ruch, bom zapisała się do lekarza. Na wszelki wypadek mogę ograniczyć jeszcze sól - jakby to miała być nerka. Nie wiem jakim cudem, bo mam 25 lat i nie dosalam ziemniaków, ale przez 18 lat życia stołowałam się u Mamci, która hołduje raczej przesolonym -.-

11. Wypełniać kartki mojego nowego kalendarza słowami. Och, jak już się nie mogę doczekać! Kupiłam go z miesiąc temu i już chyba 5 razy wyciągnęłam go z szafki sprawdzając, czy jednak nie zaczyna się na przykład 20. grudnia bym już mogła coś napisać. Podejrzewam, że moja fascynacja się zakończy, gdy przypomnę sobie, jakie mam brzydkie pismo -.-

12. Zakończyć rzecz, która zaczęłam ponad dwa lata temu. Pozostawię to w tajemnicy. Muszę być bardzo skomplikowana, skoro tyle to trwa, ale mam nadzieję, że w tym roku dobrnę do finału. Choć trochę będzie mi tego brakować.

13. Kupić w końcu podpórkę pod plecy do fotela!!! :O

13 to piękna liczba!

Ale moją ulubioną jest 7. Mam dziś jasno w głowie (wczoraj miałam raczej pochmurno) i mam nadzieję, że ten rok z 7 w imieniu będzie dla mnie szczęśliwy.

Oby nam się!

Happy End

Mamy nową współlokatorkę! Nasza paczworkowa rodzina się powiększa :D

czwartek, 29 grudnia 2016

Wielka dama znów tańczy sama

Dobrnęłam, dotarłam, doczołgałam się. Koniec roku. Jak znakomita większość ludzi wymyśliłam sobie, że zmieniająca się raz na 365 dni ostatnia cyfra w dacie zmieni mi wszystko - noc sylwestrowa pozbawi mnie zmartwień i obaw oraz napełni mnie pewnością, że oto jestem szczęśliwa i będę pruła odważnie po wszystko co dobre przede mną. I będę jadła owsiankę na śniadanie.

To był mój annus horriblis. Wszystko jest inaczej niż było rok temu i wszystko jest inaczej niż spodziewałam się rok temu, że będzie za rok.

Jako praktykująca ekonomistka z wykształcenia i hałturząca blogerka z doskoku chyba muszę zrobić bilans zysków i strat. Rachunek przepływów, przepływów i odpływów. Zestawienie aktywów i pasywów.

Aktywa. Czyli zasoby, środki do działania. Te zaczyna się od najbardziej długoterminowych. Trochę tu mam odpisów.

1. Pan M. Strata nadzwyczajna. Nieprzewidziane ryzyko. Krach. Spowolnienie gospodarcze na długie dni. Niedobór dostaw energii. Pożar w magazynach. Odejście głównego udziałowca było najważniejszym wydarzeniem, które zamieniły ten rok w rok odwrotowy. W zamętach i odmętach swoich różnych problemów i emocji oderwała mi się najbardziej solidna część mojego życiowego wyposażenia - nagle i niespodziewanie. Okazało się, że nie mam tak silnej pozycji na rynku, a zmiana dostawcy uczuć dla Pana M. nie była aż taka bolesna i trudna. Jak dla mnie się okazała. Trzeba widocznie spodziewać się niespodziewanego. I mieć się na baczności, bo nawet mając silną pozycję można zostać zamienionym na lepszy model. Umiem to przyznać - spotkała mnie tragedia, która rzuciła się cieniem na wszystko. I sprawiła, że mam wrażenie, że już nie istnieją na świecie dobre zobowiązania długoterminowe.

2. Pan S. Kontrahent na kilka pomyślnych transakcji. Na szczęście - nie do końca uczciwy. Na szczęście w tym sensie, że mogę go bez bólu odpisać. Pan S. był trochę jak start-up - całkiem udany, choć nie przyniósł zysków. Mam wrażenie, że nauczyłam się przy jego okazji być otwartą, odważną, tą piękniejszą stroną umowy, z szeroką ofertą różnych emocji. Jednakże zawsze pozostają ślady w księgach rachunkowych po zdefraudowanych deklaracjach - jak mam komuś uwierzyć w słowa, które tak bardzo chcę słyszeć, jeszcze raz?

3. Zmiana siedziby firmy. Nowe miejsce prowadzenia działalności. Moja Willa. Zamieniłam pieczarę na komnatę. Pojawiły się nowe aktywa trwałe w postaci blogerskiego białego biurka, stolika z Ikei, kwiatków (są już ze mną trochę, więc chyba to już trwałe :D) i poduszek. Czasem kładzie się cieniem na schodach domniemana obecność Pana M., jednakże wspólna idealna choinka, wieczorne herbaty i pieczone ciasteczka z Czarnulką i Rudą, co Tańczy jak Szalona pozwalają mi się naprawdę cieszyć z mojego nowego miejsca w Królewskim Mieście. Które chyba jest moim pierwszym domem tutaj.

4. Delegacje! Wyjazdy niesłużbowe! Fizycznie słupki szły w górę! Tatry w marcu, Sudety w maju, Bieszczady we wrześniu. I główna konferencja wypoczynkowa w przepięknej Barcelonie. Działam aktywnie ogólnopolsko z ambicjami na strategię europejską, a może i globalną!

5. Najbliżsi współpracownicy. Dopuściłam ich do rady nadzorczej. Zaangażowałam w sprawy bieżące. Pracują razem ze mną. I nie muszę ich gonić. Nie dałam im nawet podwyżki, ba!, byłam wyjątkowo miernym współpracownikiem. A tymczasem jakoś tak ich bardziej widać.

6. Innowacje! W tym roku po raz pierwszy w życiu (kolejność przypadkowa):
- kupiłam sobie sama kwiatka,
- zrobiłam gołąbki bez kapusty (czyli pomieszałam mięso z ryżem -.-), pierniczki na choinkę, zupę-krem z pora i rosół z prawdziwej kury,
- dekorowałam swój pokój rzeczami, które nie są potrzebne, ale są ładne,
- miałam własną choinkę na Boże Narodzenie w Królewskim Mieście,
- piłam tequillę,
- całowałam się z kimś innym niż Pan M.,
- zawiesiłam wszystkie swoje ubrania na wieszakach zamiast upychać po szafkach,
- nie jadłam z nerwów,
- kupiłam sobie cienie do powiek,
- kąpałam się w morzu innym niż Bałtyk,
- znalazłam się w odległości mniejszej niż 5 metrów od Jednego z Moich Czterech Mężów, Którzy Mnie Nie Znają,
- 3 razy widziałam Drugiego z Moich Czterech Mężów, Którzy Mnie Nie Znają,
- płakałam na ślubie,
- zniszczyłam z premedytacją jakąś całkiem sprawną rzecz tylko dlatego, że była od osoby, na którą byłam zła,
- dotknęłam uczucia braku nadziei,
- robiłam przetwory domowe,
- kupiłam sobie własne żelazko, deskę do prasowania, lusterko do malowania i patelnię,
- zrobiłam dekorację na Święta w swoim pokoju,
- zapłaciłam za substrypcję streamingu muzyki,
- zjadłam barszcz czerwony ze smakiem.

Nadal jednak nie obejrzałam "Pretty woman" o.O

Pasywa. Czyli z czego finansuję swój majątek, swoją działalność. Są kapitały własne. Marzenia, plany, pasje i nadzieja. I kapitały obce, zobowiązania krótko- i długoterminowe. Tu mam kilka takich. Brakuje mi tylko nowego głównego udziałowca. Rozpiszę może przetarg.

Ach więc jak napisałam wcześniej - wszystko jest inaczej niż było rok temu i wszystko jest inaczej niż spodziewałam się rok temu, że będzie za rok. Teraz mam nadzieję, że za rok będzie inaczej niż jest teraz.

Happy End

Mam objawy choroby lokomocyjnej czytając podczas korzystania z rowerka stacjonarnego o.O