piątek, 2 listopada 2018

I dreamed in colour 'cause I lived in black and white

Od wyjścia z mojej głowy na ten tak zwany "jaw" mojej listy marzeń, życzeń i planów wyczołgałam już ponad rok mojego żywota. A czołgać się do wieczności jest mi zdecydowanie łatwiej, odkąd łatwiej mi utrzymać moją ciężką i "zieloną od marzeń" głowę trochę wyżej by nie ciorać nosem w szarym błocie codzienności (och ach). A to odkąd swoją naprawdę piękną dłoń (a mężczyźni rzadko mają piękne dłonie) do tego przykłada wspomniany tu i ówdzie Chłopak z Gitarą. Mięśnie karku mi się zdecydowanie wzmocniły i wolniej się męczą, a - co ciekawe - pierwszą dawkę zastrzyku z humoru Chłopaka z Gitarą dostały właśnie tego słynnego 28. września zeszłego roku. Jak to mawiają klasycy internetu: "Przypadek? Nie sądzę".

Nadejszła zatem chwila, by zrobić mały update mojej listy. I poskreślać, i podopisywać :)

BUCKET LIST 
stan na dzień 2.11.2018
1. Porozmawiać po rosyjsku w Rosji
2. Przejechać się koleją transsyberyjską
3. Pojechać na Eurotrip po Bałkanach
4. Polecieć na Americatrip
5. Pomachać do królowej w Londynie (albo chociaż w stronę jej domu...)
6. Pomachać do papieża w Rzymie (albo chociaż w stronę jego domu...)
7. Zjeść sałatkę grecką w Atenach
8. Zjeść croissanta pod Wieżą Eiffle'a w Paryżu
9. Zjeść coś pikantnego w Budapeszcie (popijając czymś pysznym ;))

Był langosz, gulasz i piwo, a w plecakach wyeksportowałyśmy kilka butelek tokaju! Został zobaczony ten najbardziej znany budapesztański budynek i kilka innych, obspacerowane bulwary przy pięknym, modrym Dunaju, zakupiona idealna paczka papryki na targu, który chciałybyśmy cały wyeksportować oraz zgubiona obawa, że znów nazwę jakieś miasto piękniejszym od Królewskiego Miasta (jak to ośmieliłam się zabluźnić w Pradze). Budapeszt jest naprawdę ładny, ale widok bezdomnych śpiących w przejściach podziemnych i nieznośne odczucie nicniewiedzenia z tablic i szyldów na ulicy nie pozwoliły mi go ubóstwić.


10. Zjeść jakieś dobre rzeczy we Lwowie
11. Poczuć się jak księżniczka w zamku Neuschwanstein w Niemczech
12. Pojechać do Czarnobyla
13. Sprawdzić, czy Albania serio jest taka piękna i taka tania
14. Pojechać do państwa, które dla wielu nie istnieje - do Kosowa
15. Pojechać do państwa, które nie wiadomo, jak istnieje - Korei Płn.
16. Odwiedzić moją koleżankę Czeszkę-Śmieszkę w jej miejscu bytowania
17. Zobaczyć gejzer na Islandii
18. Zobaczyć zorzę polarną
19. Zanurzyć stópkę w Morzu Czarnym
20. Wykąpać się w oceanie
21. Doświadczyć białych nocy
22. Pochodzić po górach w Gruzji
23. Zobaczyć piramidy
24. Przejść Drogę Krzyżową w Jerozolimie
25. Zachwycić się Wyspą Księcia Edwarda jak Ania z Zielonego Wzgórza
26. Upić się na Oktoberfest (albo chociaż się napić)
27. Odwiedzić "Wizarding World of Harry Potter"
28. Pogłaskać byka z Wall Street w Nowym Jorku
29. Postawić stopę na innym kontynencie
30. Pójść na Wawel na wystawę prywatnych apartamentów królewskich
31. Pójść na Wawel obejrzeć groby władców Polski, których jeszcze nie widziałam
32. Zwiedzić schrony Nowej Huty
33. Pojechać w region pierwszych Piastów (do Poznania, Gniezna i Biskupina)
Nie udało się jedynie dopiąć do wycieczki Biskupina, o zobaczeniu którego marzę sobie od podstawówki :) Poznań jest naprawdę fajny! Ośmielę się wyrazić opinię, że jest fajniejszy od Wrocławia (które jest tym wyjątkowym miejscem na ziemi, gdzie po raz pierwszy w życiu zobaczyłam szczura - a ja pochodzę ze wsi!). Rynek jest uroczy i bardziej kolorowy niż w Królewskim Mieście! (choć tamże hejnał jest co godzinę, a koziołki w Poznaniu tylko raz za dzień!) Jest superinteraktywne muzeum, w którym opowiastki z audioprzewodnika włączają się automatycznie po podejściu do właściwego miejsca (madżik!) i są fajne strefy dla dzieci (z których audioprzewodnik kazał nam spadać, bo jesteśmy stare kopy), w które zabiorę kiedyś moje dzieciaki i będą się uczyły o pierwszych Piastach, a w domu zrobię im z tego kartkówkę! I są dwa zamki, z których drugi jest jak z książek o rycerzach - kamienny, zamaszyście usadzony kawałeczek od centrum, gigantyczny, obleczony bluszczem tu i tam. I jest Ta Ważna Katedra na Ostrowie Tumskim i się spaceruje po tych samych miejscach, co kiedyś Mieszko I (dla mnie - osom!). I jest Ta Druga Ważna Katedra niedaleko w Gnieźnie, gdzie są Te Ważne Drzwi, o których pani w kasie mówi po prostu "te drzwi". Jest Ten Ważny Grób Tego Ważnego Wojciecha i bardzo ciekawe podziemia, o których - podobnie jak o Tych Ważnych Drzwiach - mówią bardzo udani przewodnicy. No i najważniejsze - to jest ta kraina, gdzie ziemniaka naszego powszedniego traktuje się z pietyzmem i poszanowaniem. I ja szanuję to! 


 34. Przejść plażą z Sopotu do Gdańska (da się w ogóle?)
35. Przespacerować całe bulwary w Krakowie
36. Zobaczyć Pustynię Błędowską
37. Pobawić się w Centrum Nauki Kopernik
38. Zebrać się ze współlokatorka na przedstawienie w Teatrze Roma w tej okropnej Warszawie
39. Sprawdzić, czy Lublin serio jest taki uroczy
40. Dotrzeć wreszcie na Mazury
41. Nade wszystko WRESZCIE dotrzeć na krakowski Zakrzówek
42. Wejść do kościółka św. Benedykta w Krakowie (można to zrobić tylko 2 razy w roku!)\
43. Wejść na Rysy
44. Wejść na Giewont
45. Wejść na Kasprowy (chyba raczej w odwrotnej kolejności)

A właśnie, że prawie w takiej kolejności! Najpierw były Rysy, od polskiej strony, a więc wersja dla koksów, nieświadomych, tych, którzy chcą zaczynać przygody z górami wyższymi niż 1200 m.n.p.m. z wysokiego C (Chłopak z Gitarą) i tych, którzy są popychani najsłodszymi zachętami i ciągnięci obietnicą zjedzenia wielkich frytków (frytek?) na dole (to ja!). Do szczytu było przemęcząco, dysząco i pięknie. Ze szczytu było mokro, mokro i mokro. Deszcz lał się strumieniami, wokół Morskiego Oka zrobiło się trzy razy więcej wodospadów niż tam zwykle jest, a Ja bez Imienia popłakiwała, zjeżdżając na tyłku po łańcuchach. Tak więc idąc na górę dowiodłam, że jestem w stanie wytrwać z kimś przez całe życie, a zjeżdżając na dół - przypieczętowałam :)

Na Kasprowy wprawdzie się nie wdrapałam, ale udałam się tą słynną kolejką, do której jest zawsze kolejka. Nawet sam Papież jechał tą kolejką, więc wydaje mi się, że dla Polaka skorzystanie z niej jest jak pielgrzymka do Mekki dla muzułmanina czy spędzenie weekendu na daczy dla Rosjanina. Każdy musi.


Z Kasprowego - odrzuciwszy zaproszenie na kolejną wyprawę po łańcuchach na Świnicę (aż tak bardzo nie potrzebuję tyle frytek... frytków?) - wybrałam się na uroczą przechadzkę na Kopę Kodracką (musiałam to napisać, żeby było wiadomo, że byłam ponad 2 000 m.n.p.m. :)), a potem na ten słynny Giewont, który z daleka wyglądał jak śpiący na plaży nad morzem. Jak na chyba najbardziej znaną górę w Tatrach i drugi po Morskim Oku cel challengy "Ja nie wejdę w klapkach??" było nie tak znowu lajtowo przy szczycie - zwłaszcza w obliczu sporej liczby osób, krótkiego odcinka z łańcuszkami (no dla ozdoby to one nie są) i wielkiego śliskiego kamienia kilka metrów do szczytu, który wywołał u mnie małe "Ok, prawie weszłam, w sumie mogłabym już zejść, ale szlak jest jednokierunkowy i muszę się jakoś prześlizgać na górę". To i tak nieźle, bo jedna pani wpadła w panikę. Za to jeden chłopiec przelazł jakby codziennie szedł do szkoły przez Orlą Perć.
46. Pójść do źródeł Sanu
47. Być w 16 województwach
48. Wysłać Mamę i Tatę na wakacje
49. Wziąć się porządnie zakochać 

On lubi moje krzywe palce u stóp, a ja lubię jak zmienia teksty w piosenkach. On zachęcił mnie do biegania i kupienia iPhone'a (dowód na to, że nie ma rzeczy niemożliwych), a ja poleciłam mu chodzenie po górach. Dzięki Niemu poznałam najbardziej poczciwego psa na świecie i Grę o Tron, a On ma prawie codziennie jedzenie do pracy. Ja się uczę od Niego, jak nie mieć zaplanowanego każdego wieczoru i mieć dobrze spędzony czas, a On ma zagwarantowane alerty na temat świąt i urodzin oraz wyselekcjonowane oferty noclegów, atrakcji, ubrań i inne oferty na jakiekolwiek wyjazdy i inne okazje. I tak mamy zamiar śmiać się i ścierać, dyskutować i grać w bierki długo i szczęśliwie :)


50. Dostać śniadanie do łóżka
51. Zrobić śniadanie do łóżka
52. Oglądać z kimś gwiazdy całą noc
53. Spędzić romantyczny wieczór przy kominku
54. Bawić się z moimi najlepszymi koleżankami na moim wieczorze panieńskim
55. Mieć suknię ślubną ze spódnicą szerokości drzwi
56. Ugościć wszystkich moich najlepszych znajomych na moim wymarzonym weselu
57. Przekazać mojej córce książki z serii "Ania z Zielonego Wzgórza"
58. Dostać pracę w L..

W sumie to ją dostałam. A zaraz potem już jej nie miałam. I teraz pracuję już gdzie indziej. Ale od poniedziałku mam plan, żeby to zmienić :D

59. Założyć własną działalność 

Zrobione! Można mnie znaleźć w CEIDG! 
60. Opublikować artykuł naukowy
61. Zrobić doktorat
62. Mieć samochód
63. Mieć Suzuki Swift
64. Mieć bordowe szpilki
65. Mieć szpilki z czerwoną podeszwą 
66. Sprzedaż te czerwone szpilki, w których i tak nie chodzę

Done!
67. Znaleźć idealną małą czarną
68. Mieć szary fotel z IKEA (ten, do którego przy każdej wizycie w IKEA mówię "Zabiorę cię kiedyś do domu!")
69. Mieć wolnostojącą wannę na nóżkach
70. Mieć białą kuchnię z babcinym kredensem
71. Mieć wymarzone łóżko
72. Mieć własne mieszkanie/dom
73. Mieć pokój z projektorem do filmów
74. Mieć własny ogródek
75. Mieć magnolię w ogrodzie 

Tak! W miejscu, w którym aktualnie mieszkam (przeprowadzałam się w ostatnim roku mniej więcej tyle razy, co zmieniałam pracę) i zapewne będę mieszkać długo i szczęśliwie, jest magnolia w ogrodzie!
76. Mieć huśtawkę
77. Mieć kozę
78. Dobrnąć do poziomu B2 w rosyjskim
79. Nauczyć się czeskiego

Może się tak znowu nie nauczyłam, ale mogę odhaczyć dwa semestry nauki, które były jak kupienie sobie karnetu na kabaret dwa razy w tygodniu. Umiem powiedzieć co robię, robiłam i będę robić, znam większość przypadków i kilka ciekawostek! Skoro dentysta to zubař to okulista to - wiadomo -
očkař. W Czechach kanclerzem Niemiec jest Angela Merkelova, a w filmach gra Sharon Stonova. Obecny to naprawdę přítomný, truskawki to jahody, čerstvý to świeży, a květen to maj. No i dwa słowa zakazane: "poszedł" (czyli zdechł) i "szukać" (oł noł noł!), za które była groźba stania przez pół lekcji na balkonie - bez względu na pogodę. Ale generalnie "Češký je hezký" :)


80. Przesłuchać "Harry'ego Pottera" po czesku
81. Nauczyć się VBA
82. Nauczyć się SQL

Tego wprawdzie nie zrobiłam. Ale trochę już nie chcę :)
83. Nauczyć się języka migowego (choć trochę ;))
84. Nauczyć się zasad nowej gry planszowej
85. Pójść na kurs tańca
86. Nauczyć się stepować
87. Zatańczyć flamenco
88. Zatańczyć tango
89. Zatańczyć salsę
90. Pójść na prawdziwy bal
91.Zrobić domowe wino
92. Zrobić cytrynówkę
93. Zrobić lemoniadę
94. Zrobić dżem
95. Zagrać w badmintona
96. Zagrać na perkusji
97. Wspiąć się na dach
98. Wziąć udział w grze miejskiej
99. Zorganizować grę miejską
100. Być wolontariuszką WOŚP
101. Być wolontariuszką dla starszych osób
102. Wymalować wszystkie obrazki z książki z malowankami dla dorosłych
103. Chodzić cały miesiąc w spódnicy/sukience
104. Oddać krew
105. Zbudować zamek z piasku
106. Zasadzić drzewo 
107. Ułożyć puzzle złożone z wielu elementów
108. Zrobić kapsułę czasu
109. Zbudować budkę dla ptaków
110. Uszyć sobie coś
111. Zaśpiewać na ulicy
112. Pójść na prawosławne nabożeństwo
113. Wziąć udział w spotkaniu klasowym po latach
114. Przejechać się kabrioletem (najlepiej w kapeluszu)
115. Pójść do teatru
116. Pójść do opery
117. Pójść na balet
118. Przeczytać "Władcę Pierścieni"
119. Napisać coś szminką na lustrze
120. Powiedzieć coś po zażyciu helu
121. Wysłać wiadomość w butelce
122. Pójść na karaoke
123. Pójść do exit roomu
124. Zagrać w bilard
125. Pójść na kręgle

Ulubione zimowe rozrywki odkąd zrozumiałam, że nie można się co roku od nowa uczyć jeździć na łyżwach i nie przynosi mi przyjemności slalom między zaspami na chodnikach.
126. Uczestniczyć w Pub Quiz
127. Zrobić drzewo genealogiczne
128. Zrobić tatuaż
129. Wygrać jakiś konkurs
130. Spędzić czas w domku na drzewie
131. Spędzić czas w przyczepie campingowej
132. Obejrzeć film w kinie samochodowym
133. Obejrzeć film w kinie plenerowym
134. Przejechać się tandemem
135. Spróbować jazdy na rolkach
136. Pójść na Tandem Meeting w Krakowie
137. Zobaczyć musical
138. Pójść na koncert Queen
139. Spać w zamku
140. Ponudzić się na rybach
141. Pójść na Ekstremalną Drogę Krzyżową
142. Ufarbować włosy
143. Pójść na zabieg do kosmetyczki 
144. Zaznać profesjonalnego masażu
145. Spędzić dzień w spa
146. Zrobić piknik
147. Pojechać na segwayu i się nie zabić
148. Spędzić noc pod gołym niebem
149. Skorzystać z couchsurfingu
150. Zaoferować couchsurfing
151. Zobaczyć wschód i zachód słońca tego samego dnia
152. Zobaczyć całkowite zaćmienie słońca
153. Zobaczyć wschód słońca z jakiejś góry
154. Zobaczyć wschód słońca na Kopcu Kraka
155. Spędzić sylwestra na szlaku i wypić szampana na szczycie góry
156. Pojechać na żagle
157. Popłynąć kajakiem
158. Pójść do parku linowego
159. Pojechać na Woodstock
160. Pójść na pielgrzymkę do Częstochowy
161. Usiąść na kanapie z serialu "Przyjaciele"
162. Spać pod namiotem
163. Wypić wino starsze ode mnie
164. Pójść na meksykańskie jedzenie
165. Pójść do greckiej tawerny
166. Pójść na tapas
167. Pójść w końcu do tej gruzińskiej knajpy, którą tak często mijam 

Wprawdzie byłam nie w tej, którą tak często zdarzało mi się mijać, ale chaczapuri odhaczone!
168. Spróbować w końcu falafela
169. ...i ramen
170. Zjeść śniadanie w restauracji (śniadania nigdy nie jadłam!)
171. Zjeść pielmieni - najlepiej w Rosji!
172. Zjeść naleśniki z syropem klonowym - najlepiej w Kanadzie!
173. Zeswatać kogoś
174. Zrobić przyjęcie-niespodziankę
175. Zrobić ognisko
176. Zrobić imprezę w stylu: a) lat 30. b) lat 50 c) lat 60 d) lat 2000 e) hawajskim f) garden party g) filmowym/Hollywood h) Bollywood i) starożytnym j) pidżama party k) pirackim l) dziki Zachód m) rockowym n) indiańskim o) chińskim p) wiktoriańskim
177. Zorganizować i koordynować jakieś naprawdę duże wydarzenie
178. Uczestniczyć w ślubie w innym kraju
179. Zaczepić 3 nieznajome osoby na ulicy jednego dnia
180. Przysiąść się do kogoś w kawiarni
181. Poznać kogoś w pociągu (opcjonalnie - w autobusie)
182. Odwiedzić kogoś niespodziewanie
183. Spotkać moich Czterech Mężów, Którzy Mnie Nie Znają

Zważając na to, że byłam już na koncercie Dawida Podsiadło i na rozmowie z Mariuszem Wlazłym (choć jeszcze muszę się postarać o to, żeby oni też wiedzieli, że się ze mną spotkali ;)), a z jednym z Czterech Mężów, Którzy Mnie Nie Znają się właściwie rozwiodłam (on nie wie...) to zostaje mi tylko jeden do odhaczenia! Ale... będzie ciężko, bo to postać fikcyjna :D
184. Powiedzieć na żywo Kasi Nosowskiej, że jest magiczna :)
185.Powiedzieć na żywo Emmie Watson, że jest przeurocza :)
186. Przysiąść się do pomnika Agnieszki Osieckiej

Przejechałam specjalnie na drugi koniec Warszawy tylko po to! Ciekawy fakt z tym związany - jak się nie ma czasu na herbatę w tamtejszej kawiarni, to nie ma gdzie się przysiąść właściwie. 


 187. Poprowadzić kiedyś tramwaj
188. Przejechać się czołgiem
189. Założyć kiedyś habit (na chwilę!)
190. Pisać felietony do gazety
191. Napisać scenariusz do jasełek
192. Napisać jakieś inne przedstawienie
193. Napisać słowa do piosenki
194. Mieć 100 obserwujących bloga
195. Napisać książkę
196. Spotkać królową
197. Dostać Nobla
198. Zostać prezydentem

Jak wiadomo od ponad roku - moja zielona głowa płodna jest jeśli chodzi o plany i marzenia, a zatem zdążyła wyprodukować jeszcze kilka dodatkowych punktów do zrealizowania:

199. Zobaczyć Biskupin
200. Zrobić maraton oglądania "Shreka"
201. Zrobić maraton oglądania "Harry'ego Pottera
202. Zrobić maraton oglądania "Epoki lodowcowej" (te trzy pomysły to najpewniej na wieczory z Moją Siostrą - jednakże ona musi zacząć porządnie trenować utrzymywanie świadomości przed telewizorem, bo Harry jeszcze nie zdąży dowiedzieć się, że jest czarodziejem nim ona zaśnie -.-)
203. Pojechać na Santorini (choć może dopiero jak na instagramie zacznie się moda na inne miejsce na ziemi ;))
204. Jechać do ślubu jakimś wypaśnym autem (to właściwie nie do końca moje marzenie - ale wszak marzenia naszych marzeniospełniaczy są naszymi marzeniami :))
205. Pisać pamiętnik przez 2019 rok (cel opracowany metodą SMART - skonkretyzowany, mierzalny, osiągalny, istotny, określony w czasie)
206. Wykonać zaproszenia na ślub własnego pomysłu
207. Zrobić kurs pisania biznesplanu
208. Zacząć realizować usługi pisania biznesplanu (taki mam plan na pierwszy milion!)
209. Zostać na serio freelancerem (bo zaskakująco się okazało, że ja nie lubię pracy na etat - nawet jeśli formalnie jest nie na etat)
210. Kupić idealny płaszcz (po to mi ten milion!)
211. Zdobyć Koronę Gór Polski (stan na dziś: 4/29: Rysy, Tarnica, Mogielica, Wielka Sowa)
212. Odwiedzić miejsca spoczynku wszystkich polskich królów
213. Urodzić 5 dzieci (a jakże!)

Kolejny update - za rok! Stay tuned!

Happy End

Podczas wychodzenia na Giewont pewna pani spytała nas, w którą stronę do Morskiego Oka. A to jakieś 9 h drogi z tamtego miejsca, włączając szlak, który jest zamknięty. Mapa tej pani została w samochodzie. Czyli to się naprawdę zdarza!

piątek, 21 września 2018

W Muminków się przenieście świat

Z dość znacznym opóźnieniem pora na trzeci przystanek w moim pierwszym (bo nie ostatnim) eurotripie po krajach bałtyckich (wstęp i szczegóły - tutaj) - Tallin!

Do Tallina dotarłyśmy o 21:25 i musiałyśmy się pospieszyć, bo recepcja w naszym hostelu była czynna do 22:00. Skorzystałyśmy więc - ja po raz pierwszy w życiu - z Ubera, wykorzystując pierwszy darmowy przejazd z dworca (który jest w oddaleniu od centrum miasta) do naszego hostelu. Samochód prowadził zdaje się, że Rosjanin (po raz kolejny przydała mi się znajomość rosyjskiego), który na pytanie, czy zdążymy, odpowiedział: "A widziałyście film Szybcy i wściekli"? Poprosiłyśmy o jednak standardowy przejazd ;)

Miasto spodobało nam się od razu. Już przy wjeździe spodobały nam się śliczne, pastelowe domki, przywołujące klimat skandynawski, a które nazwałyśmy domkami Muminków ;) Okolice dworca wydawały się bardzo nowoczesne, a centrum - mega klimatyczne.

Tym bardziej mogłyśmy się nim zachwycić od samego początku, bo nasz hostel znajdował się w samym, samiutkim centrum! Był to hostel Hideway. Dostałyśmy bardzo duży pokój, który wyglądał jak komnata z małą łazienką i widokiem na brukowaną, uroczą uliczkę.



Od rana rozpoczęłyśmy zwiedzanie! Jako, że pierwszy cel naszej wycieczki znajdował się daleko od centrum - skorzystałyśmy z tramwaju. Przyjechał nowoczesny pojazd, którym za 1 euro (pomyliłam się z poście o Wilnie - przejazd starym, miejskim autobusem kosztował 0,5 euro - w poście już to poprawiłam :)) dostałyśmy się w planowane miejsce. Ciekawostka - bilet wydrukowany przez panią (!) motorniczynię (?) wyglądał jak paragon :)



Celem naszej wyprawy był Park Kadriorg (w nawiasach adresy - A. Weizenbergi 37). Pałac, który tam się znajduje jest obecnie zamieszkiwany przez prezydenta Estonii. Park jest naprawdę przepiękny i bardzo zadbany. Warto pojechać - tym bardziej, że w jego okolicach nie kryje się tylko bardzo ładny pałac...



Na końcu jednej z alei parku widać rzeźbę Rusałki (Pirita tee 1).



...a za nią mój ulubiony widok...



Bałtyk <3 Jeszcze zimniejszy niż w Polsce! ;) Uwielbiam morze (choć tak samo uwielbiam góry!) i właśnie dla tego widoku warto, warto bardzo!, pojechać do Tallina oraz do oddalonego od centrum parku Kadriorg.

Gdy już się pozachwycałyśmy - a zajęło to trochę ;) - wróciłyśmy po raz kolejny tramwajem jadącym wśród domków Muminków do centrum.



Powróciłyśmy do centrum i - jak się okazuje - powróciłyśmy do średniowiecza. Trafiłyśmy do Ogrodu Duńskiego Króla (Lühike jalg 9B) (w okolicy znajduje się także Kiek in de Kök i tunele baszt - Komandandi tee 2; te można zwiedzać za opłatą). Miałam poczucie, że znalazłyśmy się tam trochę przypadkiem, idąc z kościoła św. Mikołaja (Niguliste 3), który nie pełni już funkcji sakralnych, a wykorzystywany jest jako sala koncertowa do cerkwi, o której potem. Szłyśmy tam uroczym zakątkiem po schodkach, by naprawdę znaleźć się w średniowieczu w otoczeniu zakapturzonych zakonników.


Dalej w otoczeniu kamiennych baszt i murów dotarłyśmy do Soboru Aleksandra Newskiego (Lossi plats 10) - głównego prawosławnego kościoła Estonii. Ja przyznaję - mam słabość do cerkwi, więc i tę chciałam koniecznie zobaczyć.


Okolice wspomnianego soboru wraz z murami i innymi ważnymi budynkami umiejscowione są na Wzgórzu Toompea, gdzie kiedyś królował zamek. Obecnie po zamku pozostały grube mury oraz jedna z wież zwana Pikk Herman. Wokół murów rozciąga się malowniczy park, w którym wolny czas spędzało sporo tallińczyków. My także pod koniec naszej wędrówki przysiadłyśmy tam trochę odpocząć. 


Po przejściu dołem parkiem - zapewne dawną fosą - znalazłyśmy wejście na górę po schodach przy murze, by skorzystać z darmowego tarasu widokowego Patkuli. Widok z niego jest naprawdę wyjątkowo piękny. Patrzymy nad kolorowymi dachami miasta, a w oddali... ponownie widać morze :) Fantastyczny widok! I moja uwaga - to, co nazwane jest platformą, jest zwykłym tarasem, bez specjalnego wejścia. Ja i Moja Idealna Towarzyszka Podróży M. nie zaczaiłyśmy tego za bardzo i potem szukałyśmy jeszcze raz platformy widokowej, bo przecież to nie było to, skąd oglądałyśmy panoramę miasta -.- Do zdjęć na platformie pozują mewy - chyba są tam zatrudnione na etat, bo widziałam na instagramie wiele zdjęć, na których znajdują się właśnie w tym miejscu.



Postanowiłyśmy z Moją Idealną Towarzyszką Podróży M. coś przekąsić. Przeszłyśmy więc brukowanymi uliczkami wzgórza w stronę starego miasta, zahaczając jeszcze o pocztę. Kolejny mój fail - dostając znaczek miałam problem z jego przyklejeniem. Z zapałem śliniłam spodnią część znaczka, po czym pani przy okienku powiedziała mi, że... to działa  naklejka i trzeba tę spodnią część oderwać... Po drodze do jedzonka miałyśmy takie widoczki :)


Poszłyśmy na drugie śniadanie/wczesny obiad to chyba kultowej w Tallinie naleśnikarni Kompressor. Zamówiłyśmy dwa naleśniki - jeden na słono, drugi na słodko i podzieliłyśmy się jak na dobre koleżanki przystało, by każda mogła spróbować i jednego, i drugiego. Naleśniki były bardzo dobre, a co szczególnie je wyróżniało - ogromne! I w dość przystępnej cenie.


Z nowymi siłami poszłyśmy turlać się (po takim posiłku to tylko tak można...) po starówce. Jest naprawdę urokliwa. Jak na każdej starówce w każdym starym mieście sporo tam kościołów - na przykład kościół Ducha Świętego (Pühavaimu 2) z najstarszym w Tallinie publicznym zegarem, a także pięknych kamieniczek. Najbardziej znane z nich to Trzy Siostry (Pikk71/Tolli 2) uznawane za jedne z najstarszych budynków w mieście. A pamiętacie, jakie były najbardziej znane kamienice w Rydze? Trzej Bracia - nazwane przez analogię właśnie do tych w Tallinie.


Zaraz obok Trzech Sióstr znajduje się inna ze znanych baszt Tallina, tzw. Gruba Małgorzata (Pikk 70). To w istocie gruba, ale i gruboskórna (mury dochodzące do 5 m) baszta obronna, która swoją nazwę wzięła - być może - od imienia kucharki (Margareeta), która tu kiedyś pracowała lub nazwy jednego z dział, umieszczonych kiedyś w wieży.


Korzystając z tego, że Gruba Małgorzata znajduje się na północy miasta, poszłyśmy jeszcze raz zobaczyć morze. Można bowiem z tego miejsca dojść do portu i zobaczyć promy. Miałyśmy ochotę zanurzyć jeszcze raz rękę w lodowatym Bałtyku, ale mimo prób i przejścia szmatu drogi, w tym po jakichś szalonych bezdrożach - nie udało nam się tego zrobić.


Wreszcie na sam koniec zwiedzania dotarłyśmy do chyba najważniejszego symbolu miasta - bramy Viru. Przez nią przeszłyśmy na Plac Ratuszowy ze śmiesznym, wąskim ratuszem (Raekoja plats 1). Wokół niego rozciągał się bardzo tłoczny plac pełen restauracji i innych knajpek, z reguły stylizowanych na średniowieczne. To bardzo popularny motyw w Tallinie, którzy rzeczywiście ma bardzo średniowieczny klimat. Ale gdy widzi się kolejną knajpkę z rycerzem w drzwiach - to trochę przestaje się to podobać.


Pokręciłyśmy się jeszcze po okolicy, zahaczając o Pasaż św. Katarzyny (Vene 12). To wąska uliczka z warsztatami artystycznymi - bardzo urokliwa i oczywiście - przenosząca w czasie do średniowiecza :)


Udałyśmy się następnie na poszukiwania właściwego obiadu, który miałby nas nasycić na niekończącą się drogę do domu. Chciałyśmy spróbować czegoś miejscowego, ale troszkę odstraszały nas ceny. Zaszłyśmy do III Drakoon przy rynku, gdzie zjadłyśmy za jakieś małe pieniążki... zupę z łosia. A potem... poszłyśmy na pizzę :D



Na koniec naszej wyprawy jeszcze raz udałyśmy się do parku przy murach zamkowych, odpocząć przez prawdziwie męczącą podróżą do domu. O 22:30 czekał nas autobus do Wilna, skąd następnie jechałyśmy do Warszawy, a następnie - do Królewskiego Miasta. Do dworca w Tallinie tym razem jechałyśmy autobusem. Usilnie próbowałam kupić bilety po angielsku, po czym zrezygnowana powiedziałam na wpół po polsku, na wpół po rosyjsku ("dwa bilety" brzmi niemalże tak samo), na co pan kierowca zawołał po rosyjsku, że trzeba było tak od razu :D W Tallinie, jak i w Rydze całkiem spora część mieszkańców to Rosjanie, co mnie bardzo ucieszyło, bo okazało się, że moje pieniądze na kurs rosyjskiego się nie zmarnowały :D



Jest przynajmniej jedna atrakcja Tallina, której nie udało nam się zobaczyć podczas naszej wycieczki. To Baza Wodnosamolotów (Vesilennuki 6). Jest ona po pierwsze dość oddalona od centrum, a po drugie - bilety są dość drogie (14 euro). Nie udało mi się namówić mojej towarzyszki podróży na zwiedzanie tego miejsca, ale przez to mam powód, by powrócić do Tallina :)

Podsumowując - w turnieju trzech miast, jakim był ten eurotrip, Tallin zdecydowanie wygrał. Ale... był na dopingu, mając morze :) Trzeba przyznać, że to przepiękne, klimatyczne miasto. Bardzo zadbane, czyste, z mnóstwem atrakcji. Miasto ma niekłamanie średniowieczny klimat, zamknięty w grubych, kamiennych murach, których pozostałości jest bardzo dużo. Ale jest to miasto dość turystyczne. Sporo było przybyszów z różnych stron świata, z czego wyróżniali się szczególnie Japończycy i... Polacy. Polaków słyszałyśmy prawie tak często jak w Wilnie - może to kwestia tego, że był to weekend majowy i Polacy rozpanoszyli się po świecie. I stolica Estonii okazała się też być najdroższym z odwiedzonych przez nas miast. Ale nadal nie tak drogim jak miasta Europy Zachodniej.

I między innymi z tego powodu polecałabym kraje bałtyckie. Są tańsze niż te zachodnie, a teraz także bezpieczniejsze. Można do nich z łatwością dojechać i nie kosztuje to majątek (a jedynie czas - choć nie tak znowu długi). Są naprawdę urokliwe i potrafią mieć wiele do zaoferowania. Z całego mojego blogerskiego serduszka - polecam :)

Happy End

Widziałam dziś w internetach - nie żeby w jakichś odmętach, całkiem blisko, u kogoś znajomego - zdanie "Trzas stanol w miejscu". Hiperpoprawność level "przekąbinowanie".